Jest pan adwokatem dłużników?

Nie bronię ich, tylko próbuję pomóc im wyjść na prostą. Jestem psychologiem, przez ponad 35 lat pracowałem z osobami uzależnionymi. Kiedyś natrafiłem na teorię wyuczonej bezradności Martina Seligmana i doszedłem do wniosku, że ona idealnie opisuje sytuację dłużników. I stworzyłem dla nich program wsparcia.

Dlaczego właśnie ta teoria?

Bo wyjaśnia, co dzieje się z nami, kiedy tracimy poczucie bezpieczeństwa czy sprawczości. Przestajemy rozumieć, co się dzieje, nie potrafimy przewidzieć biegu zdarzeń. Brakuje nam chęci do działania i umiejętności angażowania się. Pojawiają się deficyty emocjonalne, które przejawiają się depresją, apatią czy wrogością. Ta bezradność ma jednak pozytywne strony – skoro jest wyuczona, to da się jej oduczyć. Ale chęć zmiany musi wyjść od dłużnika, wyciąganie go z kłopotów za uszy czy postawy nadopiekuńcze wywołają skutek odwrotny – tylko utwierdzą go w bezradności. Pamiętajmy, że zazwyczaj są to ludzie, którzy mają za sobą lata robienia rzeczy nieodpowiedzialnych, nawet wręcz głupich. Bezradność nie jest w pierwszej kolejności wynikiem braku chęci do zmiany, co jest skutkiem niedostatku wiedzy.

Nie uczymy się na własnych błędach?

Doświadczenia są ważne, ale samo poniesienie konsekwencji własnych czynów to za mało. Kara nie zmieni człowieka, jeśli nie będzie towarzyszyła jej nauka. Wiem o tym, bo przez lata pracowałem też jako psycholog w Zakładzie Karnym we Wronkach, największym w Polsce więzieniu dla recydywistów. Obserwowałem wielu dłużników, którzy z czasem poddawali się życiu, w jakie wpadli. Wegetowali i kombinowali, jak przetrwać.

Ale nikt im nie kazał zaciągać pożyczek i popadać w długi.

Owszem, sporo osób tak właśnie myśli. To efekt wychowania społecznego, jakie odebraliśmy. Zakłada, że człowiek jest istotą racjonalną, która potrafi liczyć oraz szacować ryzyko. Ale badania z zakresu psychologii ekonomicznej wywracają do góry nogami takie myślenie – na czele z klasyczną koncepcją Adama Smitha, dla którego jednostka jest wolna i egoistyczna, i poprzez koncentrację na własnym interesie przyczynia się do polepszenia dobra ogólnego. Homo oeconomicus, człowiek ekonomiczny, jednak nie istnieje. Richard Thaler, współpracownik Daniela Kahnemana, dostał w 2017 r. ekonomicznego Nobla właśnie za to, że podważył racjonalność ludzkich działań. Wykazał, że brakuje nam samokontroli. A nawet jeśli wiemy, że oszczędzanie jest cnotą, to wolimy żyć tu i teraz. Często na kredyt.

Dłużnicy mogą się więc czuć usprawiedliwieni, bo wymówki znajdą w ekonomii behawioralnej?

To nie usprawiedliwienie, lecz sugestia, by szerzej spojrzeć na nasze środowisko życia. A tam gęsto jest od chwilówek przyznawanych na wysoki procent. Ludzie sięgają po nie, mając zwykle świadomość, że cudowne warunki kredytu to lipa. Dlaczego więc to robią? Moralizator powie: z głupoty. Ja – że w 90 proc. biorą je osoby będące już w różnych rejestrach dłużników, które nie mają zdolności kredytowej w bankach. I mając nóż na gardle, biorą je po to, by poczuć choć chwilową ulgę.

Cały wywiad z Romanem Pomianowskim przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP