Porozmawiajmy o projekcie zmian podatkowych zaproponowanym niedawno przez Ministerstwo Finansów. Zacznijmy od przepisu, który im dłużej czytam, tym bardziej nie rozumiem: „dodatkowe zobowiązanie podatkowe wynosi 10 proc. sumy składników wynikających z decyzji”, a „przez składniki rozumie się stwierdzenie w zakresie, w jakim wynika ono z zastosowania przepisów lub środków określonych w art. 58a par. 1”. Czy można tak napisać?

Nie można. Składnikiem decyzji jest stwierdzenie czegoś, postanowienie o czymś…

Pouczenie?

Też może być. Możemy powiedzieć o sumie składników wynikających z decyzji albo że z decyzji wynika coś, co ma różne składniki. Natomiast nie możemy powiedzieć, że przez składniki rozumie się stwierdzenie. Tak można byłoby powiedzieć, gdyby składnikami decyzji były różne stwierdzenia. Ale wtedy należałoby użyć liczby mnogiej, a nie pojedynczej.

A czy możemy powiedzieć, że zobowiązanie podatkowe wynosi 10 proc. sumy stwierdzeń? Tak wynika z zaproponowanego przepisu.

Ano właśnie. Proszę zauważyć, że cały czas operujemy w sferze słów abstrakcyjnych. Mamy tu: zobowiązanie, stwierdzenie, składnik. Są one na tyle abstrakcyjne, że możemy tylko odwoływać się do czegoś szerszego. Możemy na przykład powiedzieć, że na książkę składają się kartki, albo że składnikiem naszej decyzji lub wyboru drogi życiowej jest to, gdzie chcemy mieszkać, gdzie chcemy pracować itp. Bo składniki są tej samej natury co przedmiot (rzecz), na który się składają. Trudno jednak zgodzić się z tym, że zobowiązanie podatkowe wynosi 10 proc. sumy stwierdzeń.

Czytajmy dalej. Z projektu wynika, że „przez składniki rozumie się stwierdzenie w zakresie, w jakim wynika ono z...”.

Oczywiście stwierdzenie może z czegoś wynikać, np. z przekonania. Ale stwierdzenie „w zakresie, w jakim wynika ono z…” jest już na takim poziomie abstrakcji, że trudno logicznie je wytłumaczyć. Niestety, takie słowa jak „zakres”, „aspekt”, „sfera”, „kwestia” są bardzo wygodne dla piszącego, ale nie dla rozumiejącego. Są trudne i enigmatyczne. Jeżeli mielibyśmy rozróżniać zakresy wynikania stwierdzenia, to poziom abstrakcji jest dla przeciętnego czytelnika niemal nieosiągalny.

Ten zakres stwierdzenia, o którym mowa w przepisie, ma wynikać z zastosowania przepisów lub środków…

Dalej przepis ma brzmieć: „w zakresie, w jakim wynika ono (to stwierdzenie, rzecz jasna – KJ) z zastosowania przepisów lub środków określonych w art. 58a par. 1 nienależnego zawyżenia straty podatkowej”.

„Określonych w artykule nienależnego zawyżenia”?

Tak, w takiej wersji przepis został skierowany do konsultacji publicznych. Jest w nim także mowa o zastosowaniu „przepisów lub środków określonych w art. 58a par. 1 nienależnego: powstania straty podatkowej, zaniżenia dochodu do opodatkowania, lub niepowstania dochodu do opodatkowania”.

Przepraszam, wydaje mi się to nielogiczne. Czy można mówić o środkach nienależnego zawyżenia straty? Albo nienależnego niepowstania dochodu? Może chodziło o to, że wymieniony artykuł ma dotyczyć nienależnego zawyżenia straty? Gdyby dodano „w sprawie”, „w zakresie”, albo „dotyczący”, wówczas przepis brzmiałby abstrakcyjnie, ale przynajmniej logicznie: „środków określonych w art. 58a par. 1, dotyczącym nienależnego zawyżenia straty podatkowej”.

Nie jestem pewna, czy o to chodziło projektodawcy.

O co więc mogło chodzić? Niestety, zaplątanie sprzyja nielogiczności. Nielogiczność sprzyja niegramatyczności. A wszystko to łączy się ze sobą, tworząc niezrozumiałą, piętrową konstrukcję.

Od czego należałoby zacząć? Od gramatyczności?

Myślę, że tak. Zasady gramatyki są w nas „wbudowane”. Pozwalają nam na jasne pojmowanie rzeczywistości. Tyle że na poziomie takiej abstrakcji, z jaką mamy tu do czynienia, przestajemy śledzić relacje między słowami. Dlatego możemy śmiało wyrazić swoje niezrozumienie i niezgodę – stać nas na to (śmiech).

Tylko czy ta nasza niezgoda będzie czymkolwiek skutkować?

Obawiam się, że autor odpowie: to trzeba było zrozumieć.

Jak zrozumieć, gdy mowa o zwolnieniu lub niepobraniu podatku „wynikających przepisów prawa podatkowego”. Chyba chodziło o wynikających „z” przepisów prawa podatkowego?

Niestety, gdy w tego rodzaju abstrakcyjnym i niezrozumiałym tekście wypadnie jakieś słowo albo zostanie zastosowany niewłaściwy przypadek, to się tego nie widzi. Bo braki gramatyczne zakrywają nam oczy.

Albo takie sformułowanie: „Przepisu ust. 12 nie stosuje się, jeżeli płatnik złożył oświadczenie, że nie posiada wiedzy uzasadniającej przypuszczenie, że istnieją okoliczności wykluczające możliwość zastosowania…”

To nie jest nielogiczne.

To prawda, ale czy nie nazbyt zawiłe?

Oczywiście, że tak. Mowa o płatniku, który nie wie, że można przypuszczać, że coś może sprawić, że istnieją okoliczności wykluczające możliwość zastosowania. Gdyby zdania były budowane ze zdań podrzędnych, to sprawa byłaby dużo prostsza. Płatnik mógłby przecież oświadczyć, że nie wie (nie wiedział), że można przypuszczać, iż są jakieś okoliczności, które wykluczają zastosowanie. Może nadal nie byłoby to proste, ale już wyobrażalne. Bo chodzi o to, żebyśmy mogli wyobrazić sobie świat poza tekstem.

Czy można „posiadać wiedzę”? To ostatnio bardzo modne.

Można, ale oczywiście lepiej jest wiedzieć. Tylko jak tu się przyznać, że czegoś nie wiemy? To jak przypisanie sobie głupoty. Dlatego łatwiej jest powiedzieć: „nie posiadam wiedzy” niż po prostu „nie wiem”. Nieposiadanie wiedzy jest łatwiej akceptowalne niż niewiedza. Bo nie to, że nie wiem, ja tylko nie posiadam wiedzy.

A może lepiej: „nie posiadam informacji”?

Nie, bo informacje i wiedza nie są tym samym. Jeżeli powiem, że nie wiem, to ktoś może pomyśleć, że jestem głupi. A jeżeli nie posiadam informacji, to znaczy, że ktoś mi ich nie udzielił, nie dotarły one do mnie.

Autor projektu oczekuje od podatnika złożenia wniosku, który „powinien zawierać dane istotne z punktu widzenia skutków podatkowych czynności oraz zastosowania do tej czynności”. Punkt widzenia skutków czynności?

Zazwyczaj punkt widzenia przysługuje człowiekowi, a nie czemuś. Punkt widzenia czegoś? To raczej niezręczne. Ale zrozumiałe.

Czy w takim razie można powiedzieć „z punktu widzenia skutków podatkowych czynności oraz zastosowania do tej czynności”?

Na pewno można zastosować „coś”, natomiast nie „do czegoś”. Chyba że mówimy o zastosowaniu czegoś do czegoś. W cytowanym przez panią zdaniu brakuje tego czegoś.

A co w tym fragmencie jest podatkowego? Skutki czy czynności?

Myślę, że chodziło o czynności podatkowe.

A może podatkowe skutki? Najwyraźniej ktoś uznał, że byłoby za proste i oczywiste napisać „podatkowych skutków czynności” albo „skutków czynności podatkowych”

I napisał „skutków podatkowych czynności”… (śmiech).

Inne stwierdzenie tego rodzaju: „poniesione wydatki obejmuje także podatek od towarów i usług”. Jak pan sądzi, co obejmuje co?

Skoro czasownik jest w liczbie pojedynczej, to podatek obejmuje wydatki.

Ale przecież to nielogiczne, bo to cena zawiera w sobie VAT, nie odwrotnie.

Rozmawiajmy wyłącznie o gramatyce. Gdyby było napisane „kwota wydatków”, wtedy wszystko byłoby jasne, ale napisano wydatki, a one „obejmują”, a nie „obejmuje”.

Czy można powiedzieć „suma należności wypłaconych (świadczeń) podatnikowi”?

To błąd szyku. Poprawnie byłoby: „suma należności wypłaconych podatnikowi (świadczeń)”. Albo: „suma świadczeń (należności wypłaconych podatnikowi)”. Natomiast nie można powiedzieć „suma świadczeń podatnikowi”, jak wynika to z zacytowanego fragmentu.

Przepis ma ciąg dalszy i brzmi: „obejmuje należności, od których zgodnie z art. 41 ust. 2a, od których nie został pobrany podatek, płatnik jest obowiązany…”

Dwa razy „od których”? Nie rozumiem i nie chcę zgłupieć do szczętu.

O rany! Wróćmy na chwilę jeszcze do poprzedniego przykładu: „z punktu widzenia skutków podatkowych czynności oraz zastosowania do tej czynności”? Chyba już wiem, o co w nim chodzi! W końcu zrozumiałam.

Nie, pani nie zrozumiała, o co chodzi. Tego tekstu zrozumieć nie sposób, możemy co najwyżej rozumieć intencje tego, kto pisał. Są trzy poziomy rozumienia. Pierwszy to wnikanie w myśl tego, kto pisał – jest to egzegeza. Drugi to wnikanie w znaczenie tekstu – czyli analiza. Trzeci to jest to, co możemy z tekstem zrobić – czyli interpretacja. Prawdopodobnie prawnikom chodzi o to, żeby dopuścić możliwość interpretacji.

Czyli niekoniecznie chodzi o to, co ktoś napisał, tylko jak to się da zinterpretować?

To już pani powiedziała.

>>> Polecamy: Brakuje ci motywacji? Powinieneś zacząć doradzać ludziom