Komisarz Paweł Leśniewski z Zakładu Służby Kryminalnej Szkoły Policji w Pile, pierwszy w Polsce policjant zajmujący się entomoskopią – czyli identyfikacją i zabezpieczaniem śladów pozostawionych przez owady, tak zaczyna swoją opowieść.

Mała niemiecka wieś. Po śmierci rodziców na roli zostaje rodzeństwo – brat z siostrą. Oboje po czterdziestce, porządni ludzie, jak mówią sąsiedzi. Pewnego dnia kobieta znika. Ponieważ brat nie potrafi wyjaśnić, co się stało, przyjeżdża ekipa kryminalistyczna i centymetr po centymetrze przeszukuje gospodarstwo. Ale niczego nie znajduje. Wprawdzie w pomieszczeniu, w którym dokonywano uboju zwierząt, są ślady krwi, ale dla śledczych są one bezużyteczne. Uwagę jednego z policjantów przykuwają za to robocze buty gospodarza. Zauważa w nich dorosłe mrówki rudnice. Dziwne jest to, że nie ma ich w żadnym innym miejscu gospodarstwa. Zaintrygowany tym faktem funkcjonariusz zabiera kilka owadów, pokazuje biegłemu i prosi o opinię. Ten stwierdza, że ten gatunek występuje zwykle co najmniej 4 km od ludzkich siedzib. Na tej podstawie policjanci stawiają hipotezę, że brat zabił siostrę i ukrył jej ciało w lesie, najprawdopodobniej w pobliżu gniazda mrówek. W Niemczech wszystkie duże mrowiska są rejestrowane. Śledczy kontaktują się z leśniczym i typują kilka w najbliższej okolicy. Teren wokół nich sprawdzają georadarem, dzięki czemu są w stanie określić miejsca, w których np. ktoś niedawno kopał. I znajdują ciało kobiety. Mężczyzna przyznał się do zbrodni i wyjaśnił, że zakopał ciało siostry niedaleko mrowiska, wierząc, że przyśpieszy to jego rozkład. Gdyby nie to, że przypadkowo przyniósł ze sobą rudnice do domu, być może sprawa nigdy nie zostałaby wyjaśniona. Nawet jeśli policjanci podejrzewaliby go o zabójstwo, nie mieliby pojęcia, gdzie szukać zwłok.

– W Polsce też są gatunki owadów, które występują jedynie w określonych rejonach. Na przykład chrząszcz opuchlak truskawkowiec, żyjący jedynie na zachodzie kraju, czy motyl niepylak apollo, który występuje tylko w trzech miejscach na południu. Albo zmieraczki i trzyszcze, które można spotkać wyłącznie w linii Bałtyku. Kiedy te ostatnie znaleźliśmy przy zwłokach w centrum kraju, oczywiste stało się, że ofiara zginęła w innym miejscu – mówi komisarz Leśniewski.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.