Wystarczy spojrzeć na listę Fortune 500. W 2013 r. połowa z największych światowych przedsiębiorstw używała chmury Microsoft, w 2018 r. już 85 proc. z nich, a w roku 2019 jest to 95 proc., czyli prawie wszystkie. Analitycy oceniali, iż w 2017 r. sztuczna inteligencja była odpowiedzialna jedynie za 1 proc. rynku chmurowego, natomiast w roku 2025 ma to być już 10 proc. przychodów z globalnych zasobów chmury.

Chmura ma dwa podstawowe składniki, bez których sztuczna inteligencja nie byłaby ani sztuczną, ani inteligencją – są nimi nieograniczona moc obliczeniowa, czyli możliwość przetwarzania, analizy danych oraz nieograniczone możliwości ich przechowywania. Oba te składniki pozwalają na tworzenie środowiska sztucznych sieci neuronowych dla algorytmów głębokiego uczenia. A jak wiadomo, ilość danych i szybkość ich analizy, przetwarzania i skutecznego wspierania procesów decyzyjnych to kluczowe cechy rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Dodatkowym atutem chmury jest jej dostępność zarówno dla dużych, międzynarodowych firm, jak i dla lokalnych małych i średnich przedsiębiorstw, które mogą budować i wdrażać swoje rozwiązania oparte na AI lub korzystać z algorytmów AI dostarczanych przez dostawców chmury i tym samym komercjalizować swoje rozwiązania szybko i globalnie. Wniosek: jedni nazwą chmurę układem krwionośnym, inni nerwowym, ale jedno jest pewne – chmura obliczeniowa zakończyła ostatecznie drugi okres zimowy w badaniach i rozwoju AI i od początku drugiej dekady XXI wieku powoduje szybki wzrost dostępności i zastosowań tej technologii.

>>> Czytaj także: Jaka jest przyszłość sztucznej inteligencji? To systemy wzorowane na mózgu