Szwedzki rząd chce do 2030 roku wstrzymać sprzedaż wszystkich samochodów napędzanych paliwami kopalnymi. Wszystko po to, by zmniejszyć emisje z transportu o 70 proc. Jednak ambitny plan rządu zalania szwedzkich dróg pojazdami z bezemisyjnym napędem może napotkać na duże problemy.

Do osiągnięcia tak wyśrubowanych założeń potrzebna jest znaczna elektryfikacja prywatnych samochodów. Dlatego w zeszłym roku rząd w Sztokholmie wprowadził premię w wysokości 60 tys. koron (około 23,8 tys. zł) przy zakupie auta elektrycznego i planuje dalsze zwiększanie dotacji.

Wzrost dotacji rządowych spowodował gwałtowny skok sprzedaży bezemisyjnych aut. W ciągu pierwszych pięciu miesięcy tego roku sprzedaż takich pojazdów poszybowała w górę o 253 proc. Większa liczba elektrycznych aut na drogach to większe zapotrzebowania na moc, której jak się okazuje nie ma. I nie chodzi o to, że Szwecja produkuje zbyt mało prądu, bo w ubiegłym roku Skandynawowie wyeksportowali ponad 10 proc. swojej produkcji energii elektrycznej. Po prostu zapotrzebowanie na energię elektryczną w Sztokholmie i innych miastach przerasta możliwości starzejących się lokalnych sieci. Według Ellevio AB, lokalnego zarządcy sieci, budowa nowych kabli może potrwać nawet 10 lat, a to oznacza, że Sztokholm nie będzie w stanie znacząco zwiększyć zużycia energii do 2030 r.

Dlatego, by uzyskać dostęp do sieci energetycznej, nowe sieci ładowania samochodów muszą konkurować z innymi projektami - od budownictwa mieszkaniowego począwszy, na linii metra kończąc.

>>> Czytaj też: Gigantyczny sukces Tesli w Norwegii staje się jej problemem. Klienci masowo skarżą się na obsługę

Grupa przemysłowa Power Circle twierdzi, że aby osiągnąć rządowy cel neutralizacji emisji dwutlenku węgla do 2045 r., do końca następnej dekady liczba hybryd i pojazdów elektrycznych jeżdżących po drogach największej gospodarki regionu nordyckiego musi wzrosnąć do około 2,5 mln z 70 tys. obecnie. Cześć z nich będzie wykorzystywana do jazdy na krótkich odcinkach i te będą ładowane w domach właścicieli. Jednak potrzebna jest też sieć stacji ładowania, która zapewni zasilanie aut kierowcom w czasie dłuższej podróży i z której będą korzystać profesjonalni taksówkarze i przewoźnicy.

Power Circle ma pomysł na to jak opanować dynamiczny wzrost liczby pojazdów elektrycznych pomimo braku mocy. Grupa sugeruje, że właściciele powinni otrzymywać zachęty, aby w godzinach porannych i popołudniowych, gdy deficyt mocy jest największy, nie ładowali swoich aut, a nawet przesyłali energię z powrotem do sieci. Gdyby w przyszłości wystarczająca liczba samochodów była połączona i gotowa dzielić swoje akumulatory z siecią, wtedy większa liczba pojazdów elektrycznych zmniejszyłaby problem deficytu mocy, zamiast go pogłębiać.  

Pomimo dynamicznego wzrostu sprzedaży w tym roku, pod względem całkowitej liczby samochodów elektrycznych Szwecja jest daleko za sąsiadem z północy. Norwegia, kraj bogaty w ropę, do końca maja miał zarejestrowanych ponad 10 razy więcej pojazdów na prąd niż Szwecja.

Oczekuje się, że w tym roku w całym regionie sprzedanych zostanie około 500 tys. takich pojazdów. W pierwszym kwartale dostawy aut elektrycznych do Europy wzrosły o 40 proc., głównie dzięki Niemcom, gdzie trafiła jedna trzecia wszystkich nowych samochodów - wynika z raportu BloombergNEF. Mimo to nowe auta elektryczne stanowiły mniej niż 4 proc. wszystkich nowych samochodów sprzedawanych w Niemczech. W Szwecji co piąte nowe auto było napędzane bateriami. Natomiast w Norwegii odsetek nowych aut na prąd wyniósł aż 56 proc.

Co sprawia, że w Norwegia jest jednym z największych rynków aut na baterie na świecie? Być może dbałość Norwegów o środowisko, ale na pewno w dużej mierze zachęty finansowe w postaci niższych podatków oraz inne dodatkowe korzyści, takie jak bezpłatny parking i specjalne zezwolenie na jazdę po pasach autobusowych.

W Norwegii samochód elektryczny kosztuje mniej więcej tyle samo, co podobne wersje benzynowe, ponieważ podatki są ustalane tak, by wyrównać różnice cenowe na korzyść droższych samochodów zasilanych akumulatorowo. W Szwecji, mimo wprowadzenia w ubiegłym roku dotacji, samochody elektryczne nadal będą kosztować prawie dwa razy więcej niż samochody zasilane benzyną.

>>> Czytaj też: Wojna o metale ziem rzadkich. Decyzja sprzed 30 lat pomaga dziś Chinom wygrywać z USA