To tak, jak pójść do salonu Škody i kupić Octavię po to, żeby sprzedało się mniej Toyot – bez sensu. Dlatego wpadłem na pewien pomysł, który powinien mi (a może i wam) ułatwić podjęcie właściwej decyzji. Wyobraziłem sobie, że Polska to samochód, którego kierownicę trzeba oddać w ręce któregoś z kandydatów…

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP