Jak wynika z pozwu, 50-letni kierowca Jeremy Banner zmarł w wyniku obrażeń poniesionych w wypadku sedana Tesla Model 3. Pozostawił żonę i troje dzieci. Podczas jazdy Banner korzystał z zaawansowanego systemu wspomagania kierowcy o nazwie "Autopilot", który nie zdążył zahamować ani ominąć naczepy ciągnika siodłowego. Wypadek miał miejsce na autostradzie na Florydzie. Banner włączył system autopilota około 10 sekund przed kolizją.

Przedstawiciele Tesli nie odpowiedzieli od razu na prośbę o komentarz w sprawie pozwu, w którym znajduje się sugestia, że firma wiedziała, że jej produkt jest wadliwy.

W maju Krajowa Rada Bezpieczeństwa Transportu wydała wstępny raport na temat wypadku. Dane z pojazdu wykazały, że w momencie zdarzenia autopilot był aktywny. Wstępne ustalenia wskazywały, że ani kierowca, ani system autopilota nie wykonali manewrów omijających.

>>> Czytaj też: Eksperci: Upadek Tesli wzmocniłby europejskich producentów. Głównie niemieckich

„Nie mówimy tylko o konsekwencjach tej wady dla rodziny Bannera, która jest przerażająca” - powiedział Trey Lytal, prawnik rodziny podczas konferencji prasowej. „Te produkty są wadliwe”. 

Banner jest czwartą ofiarą śmiertelną wypadku samochodu z systemem "Autopilot", a jego rodzina jest drugą, która pozywa Teslę w związku z katastrofą związaną z tą technologią.

Lytal porównał wypadek Bannera z katastrofą Joshua Browna, właściciela Tesli Model S, który stracił życie w podobnej kolizji w 2016 roku. Rodzina Waltera Huanga, inżyniera Apple Inc., który zginął w Modelu X w zeszłym roku w Mountain View w Kalifornii, pozwała firmę w maju.

>>> Czytaj też: Tesla otwiera fabrykę w Chinach. Ile musi za to zapłacić?