Dziwne przecieki to motyw przewodni kilku krajowych afer korupcyjnych, ale palma pierwszeństwa należy z pewnością do afery gruntowej. Sprawa zaczęła się niemal równo sześć lat temu, w lipcu 2007 r., niespodziewaną dymisją szefa Samoobrony Andrzeja Leppera ze stanowiska wicepremiera i szefa resortu rolnictwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. – Jest wystarczająco dużo przesłanek, by sądzić, że Andrzej Lepper jest w kręgu podejrzanych. Chodzi o wielomilionową łapówkę – tłumaczył premier nie tylko obywatelom, lecz także zdumionym kolegom z własnej partii, którzy sądzili, że po aferach z taśmami Beger i seksem za pracę koalicja wypłynęła na spokojniejsze wody.

Okazało się, że zdymisjonowanie Leppera to efekt wielomiesięcznej operacji CBA w związku z podejrzeniem korupcji przy odrolnianiu gruntów należących do Ministerstwa Rolnictwa. Trzy dni wcześniej, 6 lipca, w jej ramach aresztowano dwóch mężczyzn: byłego dziennikarza TVP Piotra Rybę i prawnika Andrzeja Kryszyńskiego, których prokuratura oskarżała o powoływanie się na wpływy w resorcie Leppera. Funkcjonariusze CBA mieli wręczyć im 3 mln zł kontrolowanej łapówki za pomoc w przekwalifikowaniu ziemi w Mrągowie. Ale choć Kryszyński liczył już banknoty, z których jedna trzecia miała, według jego późniejszych zeznań, pójść dla Leppera, bo „poniżej miliona z nim się nie rozmawia”, nagle – po telefonie od Ryby – wycofał się z przyjęcia pieniędzy. Ryba zaś w ogóle nie pojawił się na spotkaniu. CBA uznało więc, że fiasko operacji to wynik przecieku: ktoś ostrzegł Leppera, on z kolei ostrzegł Rybę.

>>> Czytaj też: Afery hazardowe III RP: nie uczymy się na błędach

Choć w mediach krążyły spekulacje, kim mógł być tajemniczy wybawca szefa Samoobrony, nikt nie wskazywał na szefa MSWiA Janusza Kaczmarka, uznawanego za zaufanego człowieka braci Kaczyńskich. Tymczasem 8 sierpnia Kaczmarek został odwołany ze stanowiska, gdyż znalazł się „w kręgu podejrzeń w sprawie przecieku”. Wraz z nim stanowisko utracił jego bliski współpracownik, szef policji Konrad Kornatowski. Wkrótce potem nastąpiła seria spektakularnych zatrzymań: oprócz Kaczmarka ABW zapukała także do drzwi prezesa PZU Jaromira Netzela, byłego już komendanta głównego Kornatowskiego i jednego z najbogatszych biznesmenów Ryszarda Krauzego. Ten ostatni był jednak akurat za granicą. Wszyscy usłyszeli zarzuty składania fałszywych zeznań, a Kaczmarek dodatkowo utrudniania śledztwa w sprawie przecieku, bo prokuratura nie była pewna, czy zdoła udowodnić mu ujawnienie tajemnicy państwowej.

Podczas konferencji prasowej jeszcze tego samego dnia zastępca prokuratora generalnego Jerzy Engelking pokazał nagrania z kamer monitorujących hotel Marriott w Warszawie i przedstawił następującą wersję wydarzeń: 5 lipca w nocy, w przeddzień akcji CBA, Kaczmarek w hotelu dał cynk Krauzemu, ten z kolei poinformował o sprawie swego byłego pracownika, posła Samoobrony Lecha Woszczerowicza. Następnego dnia rano Woszczerowicz widział się z Lepperem, po czym ten wpadł w panikę, zaczął opowiadać o prowokacji i odwołał spotkanie z Rybą, podczas którego miał dostać pieniądze. Jak powiedział prokurator, Kaczmarek zeznał, że poszedł do Marriottu spotkać się z Netzelem, co Neztel potwierdzał. Ich spotkania nie zarejestrowały jednak kamery. Rola Kornatowskiego miała polegać na tym, że ostrzegał innych o działaniach CBA i namawiał szefa PZU do dania alibi swojemu szefowi. Wszyscy zatrzymani zaprzeczali tej wersji, a sam Lepper już wcześniej oświadczył, że o szykowanej przez niego prowokacji został, owszem, ostrzeżony, ale przez... ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę. Jednak Ziobro często nagrywał prowadzone przez siebie rozmowy i był w stanie wykazać, że został oskarżony fałszywie, za co Lepper miał zresztą później sprawę w sądzie.

>>> Czytaj też: Największe afery III RP: afera Pineiry, czyli jak Żemek „dulary” Glapińskiemu przekazywał

W samej aferze gruntowej Lepper zarzutów nigdy nie usłyszał, w przeciwieństwie do dwóch domniemanych wspólników. Mimo że ostatecznie nie przyjęli oni łapówki, sąd w pierwszej instancji skazał ich za samo powoływanie się na wpływy: Rybę na 2,5 roku więzienia, Kryszyńskiego – który przyznał się do winy – na 45 tys. zł grzywny. Nie jest to jednak ostateczny wyrok, bo po apelacji sprawa została skierowana do ponownego rozpoznania.

Innych skazanych w aferze gruntowej nie było, bo po przegranej PiS w wyborach szybciutko umorzono śledztwa przeciwko domniemanym sprawcom przecieku o akcji CBA. Prokuratura Apelacyjna nakazała też sprawdzenie innych możliwych źródeł przecieku: że pochodził on jednak od Ziobry, ale przy innej okazji, niż wskazał Lepper, że jego mimowolnym sprawcą był Przemysław Gosiewski lub inny jakiś polityk PiS, że Leppera ostrzegli BOR-owcy, którzy zorientowali się, że coś się wokół niego dzieje, i wreszcie – że przecieku w ogóle nie było. Jednak ani prokuratura, ani sejmowa komisja śledcza ds. nacisków, która zajmowała się tą sprawą, nie znalazły odpowiedzi.

I nic dziwnego, jeśli wierzyć najnowszej interpretacji tamtych wydarzeń, którą zaproponował w wydanej właśnie książce Bogdan Święczkowski, szef ABW z czasów afery gruntowej. Jego zdaniem Leppera mogły ostrzec rosyjskie specsłużby, które liczyły, że dzięki temu informacje o nieudanej akcji CBA w resorcie rolnictwa nie wyjdą na jaw, a gabinet Kaczyńskiego nie upadnie. Potrzebowały bowiem spokoju na polskiej scenie politycznej, bo w tym samym czasie na warszawską giełdę miała wejść pewna duża spółka z branży paliwowo-energetycznej i chodziło o jej jak najlepszy debiut. Wszystko mogłoby się udać, gdyby nie to, że Lepper stracił nerwy i „sprawa się rypła”.

Czy okoliczności tajemniczego przecieku zostaną zatem kiedyś wyjaśnione przez śledczych? Byłoby to możliwe, bo sprawa się jeszcze nie przedawniła. Ale czy komuś na tym zależy?