"Stanowisko rządu jest przeciwko nauczycielom. W tegorocznym budżecie pieniądze na różne rzeczy się znajdowały (...) Rząd twardo mówi nauczycielom, że nie ma dla nich pieniędzy. Wcześniej mówił to opiekunom osób niepełnosprawnych, które protestowały w Sejmie. Mam wrażenie, że rząd chce wziąć nauczycieli na przeczekanie od samego początku" - powiedział Neumann w radiu TOK FM.

Jego zdaniem, rząd nie chce porozumienia ze strajkującymi nauczycielami, o czym świadczyć mają - jak ocenił - niektóre wypowiedzi polityków PiS, które zaogniały sytuację. "Pełną odpowiedzialność za ten chaos, który jest w oświacie, ponosi rząd Mateusza Morawieckiego, wcześniej Beaty Szydło i minister (edukacji) Anna Zalewska. Najgorsze jest to, że oni nie chcą wcale tej odpowiedzialności brać na swoje barki (...) Rząd nie bierze odpowiedzialności za największy kryzys w oświacie, który (sam) spowodował" - podkreślił.

Według posła PO-KO, jeżeli nauczyciele zawieszą strajk, ze względu na święta, czy matury - to nie będzie to żadne rozwiązanie problemu. "Te wszystkie problemy wrócą ze zdwojoną siłą we wrześniu, kiedy to podwójny rocznik - dzięki reformie, którą rząd PiS wprowadził w oświacie, czyli likwidacji gimnazjum - zbije się we wrześniu w szkołach. To będzie prawdziwy Armagedon" - ocenił.

Neumann podkreślił, że nauczyciele muszą czuć wsparcie. "Będą je czuli. Bo oni maja racje" - zadeklarował.

Przypomniał, że Koalicja Europejska, zadeklarowała, że po dojściu do władzy, zostaną zrealizowane postulaty zgłaszane przez nauczycieli w strajku. "Te tysiąc złotych podwyżki zrealizujemy, kiedy wygramy wybory. I będzie można taką podwyżkę realizować w przyszłości, zaraz po wyborach" - dodał Neumann.

Zdaniem przewodniczącego klubu PO-KO, matury są ważne i kluczowe w tym sporze. "Matury nie mogą się nie odbyć w Polsce. To byłoby coś niewyobrażalnego" - ocenił Neumann. Jego zdaniem, "ktoś musi wziąć odpowiedzialność za sytuację w oświacie w Polsce". "Jeśli nie bierze tego (odpowiedzialności - PAP) rząd, to musi wziąć opozycja, która aspiruje do przejęcia władzy i odsunięcia tego rządu od władzy. I jakiś pakt społeczny trzeba zawrzeć" - podkreślił.

Czwartek będzie 11. dniem strajku nauczycieli prowadzonego przez Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych. Propozycję wznowienia rozmów ze strajkującymi nauczycielami złożyły we wtorek ZNP i FZZ do Rady Dialogu Społecznego. Ta przedstawiła propozycję stronie rządowej, która propozycję czwartkowych rozmów przyjęła.

Zorganizowany przez ZNP i FZZ strajk w szkołach trwa od 8 kwietnia. Przystąpiła do niego też część nauczycieli z oświatowej Solidarności.

Poprzedziły go negocjacje rządu ze związkami zawodowymi nauczycieli, które trwały od 25 marca do 7 kwietnia. ZNP i FZZ podczas negocjacji zmodyfikowały oczekiwania (początkowo żądały tysiąca złotych podwyżki), teraz domagają się 30-proc. podwyżki rozłożonej na dwie tury: 15 proc. od 1 stycznia i 15 proc. od 1 września br. Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" negocjowała m.in. podwyżkę wynagrodzeń w wysokości 15 proc. od stycznia 2019 r. oraz zmianę systemu wynagradzania, według którego pensje nauczycieli byłyby bezpośrednio powiązane z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce narodowej.

7 kwietnia porozumienie z rządem zawarła tylko oświatowa Solidarność. ZNP i FZZ odrzuciły propozycje rządu. Następnego dnia rozpoczął się strajk nauczycieli. Porozumienie zawarte przez rząd z "S" zakłada prawie 15 proc. podwyżki w 2019 r. (9,6 proc. we wrześniu plus już wypłacona 5-proc. podwyżka od stycznia), skrócenie stażu, ustalenie dodatku za wychowawstwo na nie mniej niż 300 zł, zmianę w systemie oceniania nauczycieli i zmniejszenie biurokracji.

>>> Czytaj też: Nauczyciele składają broń. Będzie porozumienie z rządem?