W ramach comiesięcznych badań GUS pyta reprezentatywną grupę osób o ich oczekiwania dotyczące zmian w sytuacji ich gospodarstw domowych i całej gospodarki. Pada też pytanie o rynek pracy.

Od 2017 r. większość badanych odpowiada, że bezrobocie będzie maleć. Rekordowo duża przewaga optymistów nad pesymistami w tej kwestii była w kwietniu 2018 r. Jeszcze miesiąc temu wynosiła blisko 10 pkt proc., ale w październiku spadła do 2,5 pkt proc. – najniższego poziomu od stycznia 2017. To w gronie osób badanych przez GUS najgwałtowniejsza jednorazowa zmiana poglądów na temat bezrobocia od lipca 2016 r., czyli od ponad trzech lat.

Oceny tego, co w najbliższych miesiącach może dziać się ze stopą bezrobocia, zmieniają się także wśród profesjonalistów. Ostatnie dane rządowe pokazały jej spadek do rekordowo niskiego poziomu 5,1 proc., ale komentując ten fakt, analitycy Banku Pekao napisali, że „2019 będzie prawdopodobnie ostatnim rokiem istotnego spadku bezrobocia”.

Dotarliśmy do ściany

– Nie postawiłbym dużych pieniędzy na zakład, że bezrobocie może jeszcze w Polsce istotnie spaść. Koniunktura ewidentnie słabnie – nie ma recesji, ale schodzimy z potężnej górki cyklicznej. Z bezrobociem dotarliśmy chyba do ściany – mówi jeden z analityków.

Tuż po wyborach parlamentarnych część polityków PiS przyznawała w mediach, że niepotrzebnie wystraszyli część elektoratu zapowiedziami szybkich podwyżek płacy minimalnej i przez to utracili część poparcia – część osób mogła się obawiać, że firmy zamiast podnosić płace, zaczną zwalniać ludzi, przez co bezrobocie po kilku latach spadków znów zacznie rosnąć.

Bezrobocie może zacząć rosnąć nie tylko z tego powodu. – Wpływ podwyżek płacy minimalnej na ogólny poziom bezrobocia jest zazwyczaj niewielki – mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Banku Handlowego. – Jednak w przypadku osób o niskich kwalifikacjach i pracujących na umowach czasowych można spodziewać się zwolnień.

Negatywny wpływ na zatrudnienie może być bardziej widoczny od 2021 r., gdy kolejna faza podwyżek nałoży się na spowolnienie gospodarcze. Na razie to, co widzimy na rynku, to zdaniem Kalisza raczej efekt słabszej koniunktury i wcześniejszych wzrostów kosztów pracy, które rozpoczęły się jeszcze przed pojawieniem się zapowiedzi kolejnych podwyżek płacy minimalnej.

W danych GUS widać, że czynniki, o których mówią ekonomiści, mają większy wpływ na te branże, w których zarabia się poniżej krajowej średniej.

Od stycznia do września zatrudnienie w firmach, w których pracuje co najmniej 10 osób, zwiększyło się łącznie o 18 tys. osób. 5 tysięcy znalazło pracę w dziale „informatyka, komunikacja”, gdzie mamy najwyższy w Polsce poziom średniego wynagrodzenia (8679 zł brutto we wrześniu). W trzech działach o najniższych wynagrodzeniach zatrudnienie od stycznia do września spadło o 7 tys. osób – chodzi o produkcję odzieży (średnia płaca 3008 zł brutto), skór i wyborów skórzanych (3283 zł) oraz „administrowanie i działalność wspierającą” (3738 zł), do której GUS zalicza między innymi sprzątanie czy utrzymywanie porządku w budynkach.

Chcą zwalniać

Z badań koniunktury w firmach przemysłowych wynika, że we wrześniu, pierwszy raz od stycznia 2017 r., większość przedsiębiorców zaczęła przewidywać ograniczanie zatrudnienia. W październiku to zjawisko się nasiliło. Teraz przewaga firm planujących cięcia kadrowe wynosi ponad 4 pkt proc. To samo widać w transporcie – tu przewaga firm, które planują zwolnienia, to mniej niż punkt procentowy. Równocześnie to jednak najgorszy wynik od 2014 r. W handlu detalicznym odsetek firm oczekujących ograniczenia zatrudnienia jest największy od 2016 r., a w handlu hurtowym od 2017 r.

Jednocześnie we wszystkich tych branżach większość firm pytanych o najważniejsze bariery w ich działalności wskazuje na rosnące koszty zatrudnienia. Takie odpowiedzi pojawiają się w przypadku 52 proc. firm hurtowych, 59 proc. w handlu detalicznym i aż 65 proc. w sektorze budowlanym. W przypadku budownictwa i handlu detalicznego są to poziomy rekordowe w kilkunastoletniej historii badań.

– Warunki się zmieniają. Płaca minimalna w relacji do średniej już jest relatywnie wysoka, a jej wzrost staje się bardzo wyraźny. Istnieje więc niebagatelne ryzyko, że jej wpływ na stopę bezrobocia będzie inny niż w przeszłości – stanie się dodatni – wskazuje jeden z rozmówców DGP.

Nie tylko minimalna

Sygnały zaniepokojenia płyną też ze strony konkretnych firm. Najwięcej obaw o przyszłość mają ci, gdzie płace niewiele odbiegają od minimalnego wynagrodzenia. Mowa m.in. o branży ochrony.

– W ubiegłym roku płaca minimalna wzrosła o nieco ponad 7 proc. Ostatnia propozycja rządu idzie jednak jeszcze dalej, bo wzrost wysokości płacy minimalnej wynosi już teraz ponad 11 proc. Jeśli tempo zwiększania płacy minimalnej będzie coraz wyższe, możemy być wręcz pewni, że usługi ochrony fizycznej znacznie częściej zastępowane będą systemami zabezpieczeń technicznych, coraz bardziej zaawansowanymi technologicznie – podkreśla Radosław Busiło z zarządu RR Security.

Podobne opinie słychać od innych firm z sektora, które planują w związku z tym zwolnienia. Jak tłumaczą, już mają sygnały od klientów, że ci będą pracowników ochrony zamieniać na kamery.

– Wzrost płacy minimalnej wpływa na wielu naszych dostawców, od przedsiębiorstw sprzątających, ochroniarskich począwszy, po firmy wykonujące prace związane z inwestycjami – mówi Iwona Jacaszek-Pruś, dyrektor ds. korporacyjnych w Kompanii Piwowarskiej. – Musimy się przyjrzeć, jak ewentualnie optymalizować koszty w tym zakresie, a więc jakie usługi nam są niezbędne i czy na pewno na dotychczasowym poziomie. To oznacza ewentualny spadek zamówień dla współkooperantów.

Marek Piechocki, prezes firmy odzieżowej LPP, twierdzi, że dziś wzrost kosztów pracy związany z planowanym wzrostem płacy minimalnej jest największym wyzwaniem dla jego biznesu. Zarząd stara się w związku z tym szybciej zamykać nierentowne sklepy, a także zwiększać produktywność poprzez wprowadzanie nowych technologii w dziedzinie logistyki.

Ten sam trend w logistyce widzi Grzegorz Lichocik, prezes Dachser w Polsce, który dodaje, że automatyzacja coraz śmielej ingeruje w branżę – w wielu przypadkach ludzie i maszyny funkcjonują już równolegle.

Dla krajowych firm znaczenie mają nie tylko zapowiedzi wyższej płacy minimalnej. Inne czynniki również stanowią problem. Sytuację utrudnia na przykład wdrażanie pracowniczych planów kapitałowych, które dla przedsiębiorstw oznaczają wzrost kosztów pracy. Niepewność budzi też kwestia zniesienia rocznego limitu wysokości składek na ZUS. Dziś to 30-krotność prognozowanej średniej płacy w gospodarce. Ostatnio minister przedsiębiorczości Jadwiga Emilewicz mówiła o możliwości zastąpienia starego limitu nowym na poziomie 45-krotności. Finalnej decyzji nie podjęto, co dla biznesu oznacza, że czynnik niepewności pozostaje.

Według najnowszego badania Konfederacji Lewiatan 53 proc. firm, w tym 57 proc. małych przedsiębiorstw deklaruje, że w najbliższych miesiącach będzie im trudniej rozwijać biznes. Rok temu takie obawy miało niecałe 40 proc. firm.

>>> Czytaj też: Bershidsky: Europa Wschodnia obudziła się z koszmaru. Pracownicy w końcu zaczęli zarabiać [OPINIA]