- Zyskają osoby najniżej zarabiające i o najniższych kwalifikacjach zawodowych, a w najtrudniejszej sytuacji znajdą się najmniejsze firmy, bo będą zwalniać pracowników, gdy nie będzie ich stać na podwyższenie najniższej płacy, ale jednocześnie pracownicy o wyższych kwalifikacjach będą się przenosić do firm średnich i dużych, bo płace są tam o 2 tys. zł wyższe – mówi w rozmowie z MarketNews24 Monika Fedorczuk, ekspert ds. rynku pracy Konfederacji Lewiatan.

MAŁE FIRMY BĘDĄ ZWALNIAĆ PRACOWNIKÓW Z POWODU WZROSTU PŁACY MINIMALNEJ

Najmniejsze firmy będą przenosić się do szarej strefy, aby nie podwyższać wynagrodzeń, co oznacza, że będzie rosnąć co najmniej oficjalne bezrobocie. Jeżeli w 2024 r. zgodnie z rządowymi obietnicami wzrośnie do 4 tys. zł, to skala tego zjawiska będzie dużo większa.

Przy takim scenariuszu zmian w wynagrodzeniach wzrost najniższej płacy okaże się coraz większym problemem dla osób właśnie o najniższych kwalifikacjach.

- Tak duży wzrost minimalnego wynagrodzenia wymusi na firmach inwestycje w robotyzację, ze względu na coraz wyższy koszt funduszu wynagrodzeń – ocenia ekspertka Lewiatana.

>>> Czytaj też: Bershidsky: Europa Wschodnia obudziła się z koszmaru. Pracownicy w końcu zaczęli zarabiać [OPINIA]