Ekspert ds. historii współczesnej madryckiego uniwersytetu CEU San Pablo prof. Jose Luis Orella w rozmowie z PAP przyznaje, że choć długoletni okres samodzielnego sprawowania władzy przez poszczególne rządy Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE) lub Partii Ludowej (PP) odchodzi do przeszłości, to wciąż one dominują.

Orella przypomina, że ośrodki badania opinii publicznej słusznie wskazywały, iż w niedzielnych wyborach parlamentarnych ani PSOE, ani PP nie uzyskają wystarczającej przewagi do sformowania stabilnego gabinetu. Choć głosowanie wygrali socjaliści, ze 120 mandatami są dalecy od większości w 350-osobowym Kongresie Deputowanych, niższej izbie Kortezów Generalnych (parlamentu).

W ocenie znawcy hiszpańskiej polityki utrzymywanie się podobnego układu sił jak w poprzednich wyborach parlamentarnych z 28 kwietnia br. "wcale nie musi negatywnie wpływać na scenę polityczną".

"To nie jest zła sytuacja. Skłania ona bowiem ugrupowania polityczne do pracy nad budowaniem rządów koalicyjnych. Nie postrzegam tej tendencji jako czegoś negatywnego. Przeciwnie, sytuacja ta może nasilić działania partii do poszukiwania stabilności, czego przejawem są m.in. zabiegi o jedność terytorialną kraju. To zagadnienie dotyczy wszystkich ugrupowań i żadna partia nie ma tu monopolu" - powiedział PAP prof. Orella.

Ekspert zaznacza, że system dwóch silnych partii, utrzymujący się od czterech dekad w Hiszpanii, osłabł w ostatnim czasie, czego dowodzą nieudane próby sformowania większościowego rządu przez premiera Pedra Sancheza. Wprawdzie jego ugrupowanie wygrało kwietniowe wybory, ale 123 mandaty uzyskane przez socjalistów okazały się niewystarczające do zapewnienia większości w Kongresie, a negocjacje z blokiem Unidas Podemos zakończyły się fiaskiem.

Orella zaznacza, że wprawdzie PSOE i PP pozostaną w najbliższych latach głównymi ugrupowaniami wygrywającymi głosowania do parlamentu, ale będą musiały liczyć na wsparcie mniejszych partii. W przypadku socjalistów, jak wskazuje, najbardziej naturalnym sojusznikiem wydaje się być obecnie lewicowy Mas pais, zaś dla Ludowców – skrajnie prawicowy Vox.

Wykładowca madryckiego uniwersytetu wskazuje, że właśnie te dwa ugrupowania są ciekawostką wśród nowych partii europejskich, gdyż nie są antysystemowe, a raczej mają rolę "satelitów dużych partii", takich jak PP i PSOE.

"Vox i Mas pais walczą z rodzącymi się populizmami. Vox nie przedstawia żadnej reformy społecznej, a jedynie wspiera już istniejące instytucje w walce z nacjonalizmami. Z kolei Mas pais próbuje przeciwdziałać radykalizmowi Unidas Podemos, będąc ugrupowaniem gotowym do wsparcia PSOE w jej zabiegach o zdobycie parlamentarnej większości" - uważa Orella.

Także inny ekspert z uniwersytetu CEU San Pablo Juan Carlos Jimenez wskazuje w rozmowie z PAP na konieczność stworzenia przez socjalistów warunków do sformowania koalicyjnego rządu, przy coraz bardziej podzielonym parlamencie.

Politolog również uważa, że choć rola dwóch dużych partii, PSOE i PP, nieco w ostatnim czasie zmalała, to właśnie one wciąż nadają ton hiszpańskiej polityce.

Ekspert wskazuje, że już przed niedzielnymi wyborami spodziewano się, iż wynik wyborów nie zapewni socjalistom większości parlamentarnej, a teraz konieczne jest, by siły polityczne dogadały się w sprawie gabinetu koalicyjnego.

"Partie muszą porozumieć się, aby poprzeć lidera socjalistów, gdyż opcja trzecich w tym samym roku wyborów parlamentarnych byłaby nie do zaakceptowania przez hiszpańskie społeczeństwo" - dodał prof. Jimenez.

Socjaliści zdobyli w niedzielę 120 mandatów w 350-osobowym Kongresie. Na kolejnych pozycjach uplasowały się PP, Vox i UP, zapewniając sobie odpowiednio 87, 52 i 35 mandatów w niższej izbie hiszpańskiego parlamentu.

Nowe ugrupowanie Mas pais uzyskało w niedzielę trzy mandaty w Kongresie Deputowanych.

Z Walencji Marcin Zatyka (PAP)