Zapowiedziane pod koniec marca dopłaty do wynagrodzeń mają chronić przed zwolnieniami, zachęcić firmy do zatrudnienia już zwolnionych i „utrzymać związki z miejscami pracy” - zapowiedział premier Justin Trudeau.

Jeśli przychody firmy spadły o 15 proc. w marcu br. w porównaniu ze średnią w styczniu i lutym br. lub z marcem ub.r., pracodawca będzie mógł wystąpić o dopłaty na pierwszy okres subsydiów. To elastyczne rozwiązanie ma zapewnić szerszy dostęp do pomocy. Jeśli w kwietniu i maju br. przychody spadną o 30 proc. w porównaniu z analogicznymi okresami ub.r. lub pierwszymi dwoma miesiącami br., pracodawca będzie kwalifikował się do drugiej i trzeciej transzy subsydiów.

Z ustawy będą mogły korzystać także organizacje non-profit i charytatywne. Za wyłudzenia będą kary więzienia, a za sztuczne zaniżanie przychodów w celu otrzymania subwencji grozić będzie grzywna w wysokości 25 proc. przekazanej kwoty.

Reklama

>>> Czytaj też: Kalkulować po ludzku. Jak wycenić życie człowieka? [WYWIAD]

Jak podkreślał Trudeau po rozpoczęciu debaty, kryzys wywołany pandemią to „największe wyzwanie dla naszego pokolenia”, a działania na rzecz gospodarki podejmowane przez rząd mają największą skalę od czasów drugiej wojny światowej. Przypomniał, że 103 lata temu podczas pierwszej wojny światowej miała miejsce bitwa o Wzgórze Vimy, jedno z najważniejszych wydarzeń definiujących kanadyjską tożsamość. „Teraz znów stajemy wobec próby, ale nie jest to wojna (...) linia frontu jest wszędzie” - przypomniał Trudeau, wskazując na działania chroniące zdrowie, podejmowane tak w domach, jak w szpitalach, sklepach czy stacjach benzynowych. „Ci, którzy tam pracują, są naszymi współczesnymi bohaterami” - powiedział.

Skierowanie pomocy bezpośrednio do Kanadyjczyków było jedną z najważniejszych kwestii w pracach nad ustawą. Jak mówił lider Bloc Quebecois Yves-François Blanchet, współpraca opozycji z rządem to „czujna współpraca”, a pomoc to „remedium zapobiegające strachowi”. Szef lewicowej Nowej Partii Demokratycznej Jagmeet Singh podkreślał, że „chodzi o to, by każdy dolar publicznej pomocy docierał do pracowników, a nie do szefów firm”. „Te pieniądze muszą być wykorzystane tylko w tym celu” - odpowiedział minister finansów Bill Morneau. „Dlatego nasze wysiłki koncentrują się na pomocy Kanadyjczykom, a nie korporacjom jako +mglistym jednostkom+” - dodał Trudeau.

Rząd federalny przekazał opozycji projekt w poniedziałek, jeszcze przed jego złożeniem w parlamencie, ostateczna wersja uwzględniła także propozycje partii opozycyjnych, m.in. poszerzające dostęp do pomocy. Izba Gmin przyjęła ustawę w sobotę, podczas nadzwyczajnego posiedzenia. Senat przeprowadził głosowania i debatę niezwłocznie po Izbie Gmin.

Wcześniej w marcu parlament przyjął zmiany, umożliwiające pomoc o łącznej wartości 107 mld dol. kan., m.in. wypłaty Canadian Emergency Response Benefit (CERB) w kwocie 8 tys. dol. przez 16 tygodni osobom zwolnionym z pracy i części osób samozatrudnionych. Przyjmowanie wniosków zaczęło się w miniony poniedziałek i pierwsze wypłaty już przekazano. Rząd zapowiedział dalsze zmiany, by do CERB kwalifikowały się też osoby, które pracują, choć w ograniczonym zakresie, czy też np. artyści.

W marcu br. jak podała w czwartek Statistics Canada, bezrobocie wzrosło do 7,8 proc. a 3,1 mln Kanadyjczyków straciło pracę lub zaczęło pracować w mniejszym wymiarze godzin w związku z pandemią. Według czwartkowego raportu parlamentarnego urzędu obserwującego realizację budżetu, deficyt budżetowy w roku budżetowym 2020-2021 przekroczy 184,2 mld, a kanadyjska gospodarka będzie potrzebować wsparcia po zakończeniu pandemii.

Ostatni raz parlament Kanady obradował w sobotę wielkanocną w 1896 r.

>>> Czytaj też: Nadchodzi generacja Flex. Elastyczna praca stanie się nową normą