Gazeta powołała się na funkcjonariuszy administracji, którzy pragną pozostać anonimowi.

Program ten od 2013 roku był jednym z filarów polityki byłego prezydenta Baracka Obamy w Syrii, której celem było zmuszenie Asada do ustąpienia. Jednakże od momentu rozmieszczenia w tym kraju wojsk rosyjskich, sensowność programu i jego skuteczność były kwestionowane nawet przez początkowych zwolenników tej strategii.

Pracownicy administracji dodali, że rezygnacja z dalszego prowadzenia programu odzwierciedla chęć współpracy Trumpa z Rosją, która uważała działania USA w Syrii za szkodliwe dla Asada.

Decyzja miała zostać podjęta około miesiąc temu, po spotkaniu w Białym Domu między Trumpem, dyrektorem CIA Mikem Pompeo oraz doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego H.R. McMasterem. Całkowite zakończenie wszystkich operacji zajmie parę miesięcy. Możliwe jest także, że część aktywności zostanie przekierowana na inne misje, np. walkę z Państwem Islamskim (IS).

Reklama

Według źródeł zakończenie programu nie było warunkiem zawarcia zawieszenia broni w Syrii, które zostało wynegocjowane podczas spotkania prezydentów USA i Rosji na szczycie G-20 w Niemczech.

Podjęte kroki nie będą miały wpływu na oddzielne działania prowadzone przez Pentagon, w ramach których Stany Zjednoczone współpracują ze wspieranymi przez Syrię rebeliantami przeciwko bojownikom IS.

Z Waszyngtonu Joanna Korycińska (PAP)