Decyzję podjęto po konsultacji z ekspertami. „Panel doradczy uzgodnił, że stan wyjątkowy nie musi już obowiązywać w żadnej z prefektur, a zniesienie go jest właściwe” - powiedział minister rewitalizacji gospodarczej Nishimura Yasutoshi.

Abe zastrzegł na konferencji prasowej, że restrykcje mogą zostać przywrócone, jeśli liczba infekcji ponownie wzrośnie. Oświadczył również, że rząd planuje dwa pakiety stymulacji gospodarczej o wartości ponad 200 bln jenów (1,85 bln USD).

Tokio i sąsiadujące z nim prefektury Kanagawa, Chiba i Saitama oraz wyspa Hokkaido na północy Japonii były ostatnimi obszarami w kraju, na których wciąż obowiązywały wprowadzone w kwietniu obostrzenia. W ciągu ostatnich dwóch tygodni zniesiono je już w 42 innych prefekturach.

W 14-milionowym Tokio, najbardziej dotkniętym pandemią mieście w Japonii, potwierdzono łącznie ponad 5,1 tys. zakażeń koronawirusem. W poniedziałek liczba ta wzrosła o osiem. W całym kraju wykryto łącznie 17,2 tys. przypadków infekcji i 853 zgony na Covid-19, uwzględniając ok. 700 zakażeń na statku wycieczkowym Diamond Princess - podała agencja Kyodo.

Władze Tokio zamierzają we wtorek rozpocząć stopniowe łagodzenie restrykcji dotyczących działalności kulturalnej i gospodarczej. W pierwszym etapie otwarte mają zostać muzea, biblioteki, a także hale sportowe, ale zawody mają się odbywać bez udziału publiczności. Bary i restauracje będą mogły pracować do godz. 22, czyli o dwie godziny dłużej niż obecnie – podała publiczna stacja NHK.

Reklama

Kina i sklepy sprzedające produkty niebędące towarami pierwszej potrzeby będą otwierane w drugiej fazie, która może się rozpocząć jeszcze przed końcem maja. Zamknięte mają na razie pozostać bary karaoke, lokale z muzyką na żywo i siłownie, oceniane jako miejsca wysokiego ryzyka przenoszenia wirusa.

Gubernator Tokio Yuriko Koike podziękowała mieszkańcom za wysiłki i przestrzegła przed utratą czujności. „Może wystąpić druga lub trzecia fala infekcji, więc muszę prosić mieszkańców Tokio o dalszą współpracę” - powiedziała.

Japonii udało się uniknąć wybuchowego wzrostu zachorowań na skalę odnotowaną w USA czy niektórych państwach europejskich. Komentatorzy zwracają jednak uwagę na stosunkowo niską liczbę wykonanych tam testów, niższą per capita niż choćby we Włoszech, Niemczech czy USA.

Andrzej Borowiak (PAP)