W ramach badań przeanalizowano te miejsca w Niemczech, które propagowały używanie maseczek w czasie epidemii koronawirusa.

Po tym, jak 6 kwietnia w niemieckim mieście Jena, które zamieszkuje 106 tys. osób, zaczęto propagować noszenie maseczek w środkach komunikacji publicznej oraz w sklepach, liczba nowych zakażeń prawie zniknęła. Tymczasem w większości innych miejsc w landzie Turyngia oraz w Niemczech, gdzie politykę maseczkową przyjęto wiele dni i tygodni po wybuchu epidemii, liczba nowych zakażeń dalej rosła – wynika z badań Instytutu Ekonomii Pracy w Bonn.

Badacze porównali trajektorię nowych zakażeń w mieście Jena przed i po 6 kwietnia z innymi miastami w Niemczech, uwzględniając podobne demograficznie grupy, które funkcjonowały w porównywalnych pod względem ochrony zdrowia miejscach. Po tym, jak Jena wprowadziła politykę maseczkową, liczba nowych potwierdzonych przypadków zakażeń koronawirusem była o 25 proc. niższa niż w grupie kontrolnej. Różnica ta była jeszcze większa, gdy autorzy badania porównali społeczność Jeny do grup ludzi mieszkających w większych niemieckich miastach.

Wydaje się, że maseczki są bardzo efektywną i tanią metodą zmniejszenia rozprzestrzeniania się koronawirusa – stwierdzają autorzy badania, w tym Klaus Waelde z Uniwersytetu w Mainz. Ich projekt jest pierwszą analizą, która dostarcza dowodów terenowych na skuteczność maseczek w walce z epidemią.

Badacze zaznaczyli, że wyniki eksperymentu mogą się różnić w zależności od kraju oraz od rodzaju maseczek i wezwali do dalszych badań. Niemieccy naukowcy dodali, że w ramach ich badania brano pod uwagę różne rodzaje maseczek, gdyż niemieckie regiony nie precyzują, jakie konkretnie typy należy nosić.

>>> Czytaj też: Buchanan: Nie wierzcie teoriom spiskowym. Kwarantanna działa [OPINIA]