Można pomyśleć, że historyczne odrzucenie w styczniu umowy ws. brexitu mogłoby wywołać głębszą refleksję. Otóż nie.

Dwa miesiące po tym wydarzeniu, z ledwo ponad dwoma tygodniami do godziny zero, kiedy to Wielka Brytania ma oficjalnie opuścić Unię Europejską, nie zmieniło się prawie nic. Rozmowy na ostatnią chwilę w szefem KE Jean Claude-Junckerem niewiele dały. Unia Europejska stała na stanowisku, że wynegocjowanego z Theresą May porozumienia nie należy zmieniać i późniejsze próby nic nie dały. Zasoby dobrej woli zostały wyczerpane. Choć może się to wydawać niezwykłe, to premier kraju wciąż nie jest w tanie opisać celów i rezultatów, które Wielka Brytania chce osiągnąć.

Brexit uderzy w polskich przewoźników [STUDIO DGP]

Dziś premier May będzie jeszcze raz przekonywać parlament do poparcia jej w gruncie rzeczy niezmienionej umowy z UE. Izba Gmin powinna odrzucić ten projekt z tych samych powodów: przyjęcie umowy bowiem wiązałoby się z utratą miejsc pracy, zmniejszeniem wzrostu gospodarczego, ograniczeniem konkurencyjności brytyjskiej gospodarki oraz naruszeniem suwerenności i osłabieniem pozycji Londynu w świecie. Każda poważna analiza tej propozycji pokazuje, że jej przyjęcie byłoby kosztownym błędem.

Pytanie jak zwykle w takiej sytuacji brzmi: co dalej?

Jeśli plan brytyjskiej premier zostanie odrzucony, May może chcieć jeszcze bardziej opóźniać brexit, a to oznacza kolejne miesiące cynizmu, niepewności, zaś zbliżający się termin wyjścia z UE mógłby ostatecznie uratować porozumienie. Taki scenariusz jednak wykraczałby daleko poza zwykły upór. Byłaby to próba umyślnego odrzucania rzeczywistości przy jednoczesnym powodowaniu jeszcze większych szkód Wielkiej Brytanii. Brytyjski parlament nie powinien się na to zgodzić.

Jeśli porozumienie Theresy May zostanie odrzucone, kolejne głosowania będą dotyczyły wydłużenia procedury art. 50 Traktatu o UE, co podkreślałoby brexit oraz wykluczenia bezumownego brexitu. Izba Gmin powinna poprzeć oba te rozwiązania, ale także, co najważniejsze, wykorzystać szansę na otwarcie nowej ścieżki.

Opóźnienie daty brexitu byłoby usprawiedliwione tylko wtedy, gdyby rząd chciał wykorzystać ten czas do przygotowania się do drugiego referendum.

Brytyjczycy powinni przyjrzeć się temu chaosowi i zobaczyć, że projekt brexit załamał się oraz wyciągnąć odpowiednie wnioski. Europa ze swojej strony nie powinna ulegać pokusie dodatkowego utrudniania spraw pamiętając, że bezumowny brexit odbyłby się ze szkodą nie tylko dla Brytyjczyków, ale także dla obywateli UE.

Co prawda drugie referendum byłoby kontrowersyjne, ale dałoby szansę Wielkiej Brytanii na uporządkowanie sytuacji. Bez względu na to, co się dziś stanie, zarówno parlament jak i premier May pokazywali jak dotąd, że nie są do tego zdolni. Tymczasem ponowne referendum bałoby przedsiębiorcom pewną jasność co do tego, w jakim kierunku zmierza Zjednoczone Królestwo. Z odrobiną szczęścia być może udałoby się zakończyć tę nieszczęsną przygodę.

>> Czytaj też: Jest porozumienie May i Junckera. "Albo ta umowa, albo Brexit może się nie wydarzyć"