Giuliani powiedział, że zamierza udać się Kijowa w najbliższych dniach, by spotkać się z Zełenskim i nakłonić go, by nie odwoływał ze stanowiska prokuratora generalnego Jurija Łucenki, który ma zamiar przeprowadzić i nadzorować śledztwa mogące - zdaniem adwokata - zainteresować prezydenta USA Donalda Trumpa i przynieść mu korzyści.

"NYT" podkreśla, że jest "rzeczą bardzo zdumiewającą, iż prawnik urzędującego prezydenta ma zamiar wywrzeć naciski na rząd obcego państwa (...), aby prowadziło śledztwa, które mogą (...) pomóc w jego reelekcji". Co więcej - zwraca uwagę dziennik - Giuliani podejmuje się takiej misji, mimo iż Trump "spędził ponad połowę swej prezydentury odpowiadając na zarzuty, że jego sztab wyborczy w 2016 roku konspirował z obcym mocarstwem".

Giuliani tłumaczy to tak: "Ktoś mógłby powiedzieć, że to jest niewłaściwe. Ale to nie jest polityka zagraniczna. Poproszę ich (władze Ukrainy), by przeprowadzili dochodzenie, które już wszczęto, a które inni chcą przerwać. I podam im powody, dla których nie powinni go zatrzymywać, bo ta informacja może być bardzo, bardzo pomocna dla mojego klienta i mojego rządu" - powiedział Giuliani.

Dodał również, że kroki, jakie ma zamiar podjąć na Ukrainie, mają pełne poparcie prezydenta.

Giuliani chce, po pierwsze, zbadać sprawę zaangażowania syna byłego wiceprezydenta USA Joe Bidena we współpracę z firmą gazową należącą do ukraińskiego oligarchy; po drugie, chce znaleźć dowody na poparcie tezy, że podczas wyborów prezydenckich w USA w 2016 roku rząd Ukrainy stanął po stronie Hillary Clinton, bowiem zwrócił uwagę na ukraińsko-rosyjskie powiązania Paula Manaforta, ówczesnego szefa sztabu wyborczego Trumpa.

Biden ubiega się o mandat Demokratów w nadchodzących wyborach prezydenckich w 2020 roku.

Manafort, który był dawniej lobbystą pracującym dla ukraińskich oligarchów oraz byłego, prorosyjskiego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza, musiał zrzec się funkcji szefa sztabu Trumpa, gdy wyszły na jaw informacje o jego zawodowej przeszłości.

Jak pisze "NYT", Giuliani szuka informacji, które miałyby pokazać w innym świetle aferę Russiagate, czyli sprawę domniemanej współpracy ludzi z otoczenia Trumpa z przedstawicielami Kremla. Chodzi o uwiarygodnieni tezy, że Kijów wsparł w 2016 roku sztab rywalki Trumpa, Hillary Clinton, przekazując Amerykanom informacje kompromitujące Manaforta.

W Kijowie dochodzenie w tej sprawie, a także w sprawie Huntera Bidena, syna byłego wiceprezydenta, wszczął prokurator generalny Łucenko, który wielokrotnie spotykał się z Giulianim oraz innymi formalnymi i nieformalnymi pracownikami Trumpa. Teraz Zełenski ma zamiar zwolnić Łucenkę ze stanowiska, a Giuliani próbuje do tego nie dopuścić.

"Powiem mu (Zełenskiemu), co wiem o otaczających go ludziach i jak ważne jest, by przeprowadzić pełne śledztwo" - oznajmił Giuliani.

Osobą, która zaaranżowała spotkania Giulianiego i innych osób z bliskiego otoczenia Trumpa z Łucenką, a teraz organizuje wizytę prawnika w Kijowie, jest amerykański biznesmen ukraińskiego pochodzenia Lev Parnas, który wyłożył na kampanię wyborczą Trumpa 325 tys. dolarów.

"NYT" przypomina, że adwokat prezydenta pracował już na Ukrainie: w 2007 roku wynajął go rosyjsko-ukraiński deweloper Paweł Fuks. Sam Giuliani twierdzi, że był to konsulting związany z "sytuacjami awaryjnymi", ale Fuks powiedział w wywiadzie, że były burmistrz Nowego Jorku został zatrudniony jako "lobbysta na rzecz Charkowa i Ukrainy". "Tak jest to opisane w kontrakcie" - dodał.

Nowojorski dziennik wyjaśnia, że Giuliani stara się przedstawić w innym świetle sprawę Manaforta, który odsiaduje teraz wyrok m.in. za utrudnianie działania wymiaru sprawiedliwości i działanie jako niezarejestrowany lobbysta na rzecz innego państwa.

Manafortowi udowodniono też, że ujawniał strategie wyborcze i wewnętrzne partyjne sondaże swojemu ukraińsko-rosyjskiemu partnerowi Konstantinowi Kilimnikowi, a nawet rozmawiał z nim kilka razy o powołaniu na wschodzie Ukrainy przyjaznych Rosji władz regionalnych.

Adwokat Trumpa i inne osoby z jego otoczenia chcą też znaleźć informacje na temat syna Joe Bidena, które zaszkodzą jego ojcu; były wiceprezydent jest już faworytem sondaży dotyczących demokratycznych kandydatów w wyborach prezydenckich w 2020 roku.

Giuliani liczy też na to - wyjaśnia dziennik - że informacja na temat ewentualnego przekazania Demokratom przez władze Ukrainy informacji o Manaforcie przykryłaby niejako sprawę raportu prokuratora specjalnego Roberta Muellera w sprawie Russiagate.

Kongres domaga się obecnie od resortu sprawiedliwości przekazania mu tego raportu; nie zgadza się na to Trump i powołuje się na przywilej władzy wykonawczej, który pozwala prezydentom zatajać przed Kongresem, sądem i opinią publiczną poufne informacje dotyczące procesów decyzyjnych Białego Domu. (PAP)

fit/ mal/