Będzie mi brakować nie tego, co daliśmy sobie nawzajem, lecz tego, co jeszcze moglibyśmy sobie dać” – napisała na swoim koncie na Instagramie Elisa Isoardi, włoska dziennikarka telewizyjna i eksmodelka. Był to cytat z popularnego we Włoszech poety Gio Evana. To zdanie Isoardi uzupełniła jeszcze słowami od siebie. „Z ogromnym szacunkiem dla prawdziwej miłości, która była. Dziękuję, Matteo” – dodała, a całość zilustrowała swoim selfie w łóżku. Na zdjęciu dziennikarka uśmiecha się delikatnie, a na jej ramieniu śpi nagi Matteo Salivini, wicepremier i minister spraw wewnętrznych Włoch. W ten sposób Isoardi zakończyła swój intymny związek z najpotężniejszym obecnie politykiem we Włoszech, który – na co wielu ma nadzieję – stanie się wkrótce liderem odnowionej Europy.

To włoskie love story dobiegło końca w listopadzie ubiegłego roku. Wielu politykom takie publiczne rozstanie zapewne by zaszkodziło. Mogło zaszkodzić także samemu Salviniemu. Przez lata budował on przecież wizerunek twardego mężczyzny, któremu podporządkowują się polityczni przeciwnicy i ulegają piękne kobiety. Obraz człowieka bezbronnego i opuszczonego nie jest tym, czego mógłby sobie życzyć jakikolwiek macho. Włochów jednak w żaden sposób nie zraziło to do Salviniego. Wielu odczuwało nawet współczucie wobec polityka, który przebywał wówczas w Afryce i zajmował się możliwościami ograniczenia nielegalnej imigracji do Europy. „Kiedy on dla nas pracuje, ona porzuca go w tak upokarzający sposób” – zapewne myśleli. Po raz kolejny okazało się, że to, co miało być ciosem w Salviniego, jeszcze go wzmocniło. Tym bardziej że wicepremier okazał się prawdziwym cavaliere i po rycersku zrzekł się jakiejkolwiek publicznej zemsty, wyznając przy tym, że prawdziwie kochał, ale też popełniał błędy.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP