Mówi się, że demokracja narodziła się w Grecji, jednak ostatnio Ateny walczą o to, aby ten grecki wynalazek działał bez zarzutu. Podczas wyborów 7 lipca głosujący odesłali lewicowy rząd Syrizy kierowany przez Alexisa Tsiprasa z kwitkiem. Wybrali Kyriakosa Mitsotakisa i jego konserwatywną Nową Demokrację. Niestety, najpewniej Greków czekają kolejne rozczarowania. Nowy przywódca dostaje w spadku problemy, które będą niezwykle trudne do rozwiązania. A to rodzi pytania dla całej Europy.

Pomimo kryzysu, podczas którego PKB spadł o jedną czwartą, a realne dochody Greków o wiele więcej, wzrost gospodarczy jest wciąż powolny. Zbyt wolny, by zaradzić stopie bezrobocia na poziomie 18 proc. i stosunku długu do PKB powyżej 180 proc. Wychodzenie z tak poważnej sytuacji jest wystarczająco trudne; a zachowanie cierpliwości podczas powolnej regeneracji może być jeszcze trudniejsze. Największym wyzwaniem nowego rządu będzie przekonanie wyborców, że Nowa Demokracja spełni nadzieje pokładane w swojej nazwie i zadba o interesy Greków. Biorąc pod uwagę tło, trudno uznać, że tak w istocie będzie.

Wybory parlamentarne nie są jedynym wyrazem opinii publicznej. Nie tak rzadko pojawiały się referenda na temat kolejnych kroków ku „ściślejszej Unii”. Wyborcy wielokrotnie sprzeciwiali się pomysłom; nie bacząc na to – UE zawodziła. Stało się tak w Danii, Francji, Irlandii i Holandii, ale jednym z najbardziej jaskrawych przykładów pytania o opinię, a następnie ignorowania odpowiedzi wyborców była Grecja. W 2015 r. wyborcy zostali zapytani, czy warunki „ratunkowe” nałożone przez tak zwaną trojkę Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego są do przyjęcia.

>>> Czytaj też: W UE mieszka coraz więcej osób, ale populacja Polski się zmniejsza [INFOGRAFIKA]

Wyborcy powiedzieli „nie”. I to stanowczo: 61 proc. głosowało tak, jak chciał rząd Syrizy, czyli za odrzuceniem warunków. W ciągu 24 godzin Tsipras przeprowadził rozmowy z liderami partii, którzy poparli głosowanie i zgodzili się na żądania trojki. W tej sytuacji Yanis Varoufakis zrezygnował z funkcji ministra finansów, mówiąc: „Dziś wieczorem byliśmy świadkami niebywałego zjawiska obalenia rządu przez rząd”. Tydzień później grecki rząd przyjął plan ratunkowy wymagający jeszcze większych cięć emerytur i podwyżek podatków niż projekt, który wyborcy chwilę wcześniej odrzucili.

Skrajnie krytyczna opinia Varoufakisa dotyczy wydarzeń, które miały miejsce po tym, jak ustąpiłem z funkcji gubernatora Banku Anglii. Niechęć uznania długu Grecji za niemożliwy do utrzymania oraz nieupublicznienie tego faktu przez MFW poskutkowało nałożeniem drakońskich oszczędności. Doprowadziło to do załamania jeszcze gorszego niż Wielki Kryzys w Stanach Zjednoczonych w latach trzydziestych.

Końca greckiej tragedii nie widać. Kwota niespłaconych pożyczek greckich banków w ostatnich latach spadła, ale spowolnienie gospodarcze spowodowało, że udział kredytów nierentownych jest nadal niepokojąco wysoki – wynosi ponad 40 proc. ogółu. Populacja Grecji spadła od czasu kryzysu, który wybuchł pod koniec 2009 r., głównie z powodu emigracji wielu najbardziej utalentowanych i wykształconych młodych ludzi. W ten sposób inne długoterminowe perspektywy Grecji stają się wątpliwe.

>>> Czytaj też: Chorwacja chce euro. Kraj złożył wniosek o przyjęcie do mechanizmu ERM II

Błędem było sądzić, że możliwe jest pozostanie w strefie euro podczas restrukturyzacji długu narodowego. Chociaż restrukturyzacja zadłużenia była – i jest – konieczna, to i tak nie wystarczy: powrót do pełnego zatrudnienia doprowadziłby do kolejnego dużego deficytu na rachunku bieżącym bez możliwości jego sfinansowania. Grecja dołączyła do strefy euro po znacznie przewartościowanym kursie walutowym. Aby zwiększyć popyt zewnętrzny i zrównoważyć nieunikniony spadek popytu krajowego, konieczna była duża deprecjacja. Jednak trojka, a zwłaszcza EBC, była zdecydowana utrzymać euro.

Trojka nałożyła trudne wymagania innym krajom. Kontynuowanie tej polityki byłoby niemożliwe, gdyby zaoferowano Grecji wyjście awaryjne w postaci umorzenia długów. Przedstawiciele UE nie przebierali w słowach w prywatnych listach do premierów kilku krajów w kłopotach. Tak więc UE i MFW, za pośrednictwem trojki, wymogły niepotrzebny i nazbyt dotkliwy stopień oszczędności.

Czy była jakaś alternatywa? Tak. W dowolnym momencie między 2010 a 2015 rokiem Niemcy i Grecja mogły wspólnie zdecydować, że Grecja opuści strefę euro, z obietnicą, że będzie mogła do niej powrócić. Varoufakis sugeruje, że niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble pomógłby wdrożyć takie rozwiązanie. Zgadzam się z tą koncepcją. Jednak niemiecka kanclerz Angela Merkel i EBC woleli nie próbować. To był dobry ruch dla nich, ale nie dla Grecji. Na długiej liście przywódców politycznych poświęconych na ołtarzu euro jest i Tsipras, i Varoufakis.

>>> Czytaj też: "Sueddeutsche Zeitung" o wyborach w Grecji: To tęsknota za normalnością

To nie tylko problem Grecji. Żadna unia walutowa nigdy nie przetrwała bez przekształcenia się w unię polityczną. Kłopotem dla UE jest to, że idea ta nie ma ogólnego poparcia. Unia Europejska – zarówno jej przywódcy, jak i instytucje – próbowała stworzyć unię polityczną pod sztandarami „państwowej administracji”. Jest to ryzykowne, a nawet jeśli się powiedzie, nałoży ogromne koszty na członków UE z południa Europy.

Populizm na Zachodzie rośnie, choć jego przyczyny są różne. W dużej części Europy nasilający się populizm to konsekwencja oszczędności ekonomicznych w obliczu walki o utrzymanie euro. (Wyprzedzając fakty, opór w Niemczech wobec europejskiej unii fiskalnej będzie kluczowym czynnikiem decydującym o losie euro.) W Stanach Zjednoczonych populizm wynika ze stagnacji płac realnych (która trwa przez ostatnie co najmniej ćwierć wieku) i coraz krótszej średniej długości życia. W Wielkiej Brytanii zaś wynika to z tego, że główne partie polityczne nie powiedziały całej prawdy o konsekwencjach członkostwa w UE, a także z powodu bierności wobec wyniku referendum w 2016 roku. We wszystkich przypadkach odzwierciedla to jednak głęboką nieufność większości obywateli wobec motywów i działań elity politycznej.

To żadna nowość. E. R. Dodds, uczony z Oksfordu, powiedział o starożytnej Grecji: „Całe klasy społeczeństwa zostały zrujnowane przez wielki kryzys gospodarczy w VII wieku p.n.e., a to z kolei doprowadziło do wielkich konfliktów politycznych VI wieku p.n.e., co przekształciło ów kryzys gospodarczy w morderczą wojnę klasową”. Obecnie – jak i wtedy – elity polityczne zbyt opieszale zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, że ich brak zrozumienia podsyca rozczarowanie i zamęt.

W całej UE tożsamość europejska pozostaje popularna – ale nie sama Unia i jej państwo administracyjne. Podczas gdy trudności Grecji się przeciągają, a polityka europejska staje się coraz bardziej chaotyczna i rozgorączkowana, przywódcy UE  muszą zadać sobie fundamentalne pytanie: jaki jest sens demokracji, jeśli poglądy wyborców są ignorowane?

>>> Czytaj też: Wybory w Grecji. Aleksis Tsipras: Populista, który stał się reformatorem