Według danych Internal Revenue Service (IRS, Urząd podatkowy w USA), na które powołuje się redakcja Bloomberg, by zostawić za sobą 99 proc. amerykańskich podatników, należy osiągnąć dochód w wysokości 515 371 dolarów. To o 7,2 proc. więcej niż rok wcześniej – nawet po uwzględnieniu inflacji.

Bloomberg podaje, że od czasu, gdy w 2011 r. protestujący z Occupy Wall Street zebrali się pod hasłem „Jesteśmy 99 proc.”, próg dla górnego 1 proc. wzrósł o 33 proc. (skorygowane o inflację). Z kolei, by dołączyć do górnego poziomu 0,1 proc, trzeba było zarabiać 2,4 miliona dolarów w 2017 roku (o 38 proc. więcej niż w 2011 roku). Górny próg 0,01 proc. skoczył o 46 proc. Najbogatsi w USA – 0,001 proc. podatników, elitarna grupa 1433 Amerykanów – w 2017 r. zarobili co najmniej 63,4 mln dolarów, czyli o 51 proc. więcej od czasu protestów Occupy.

Rosnąca nierówność jest głównym tematem kampanii prezydenckiej Demokratów. Senator Bernie Sanders stwierdził, że Stany Zjednoczone nie mogą sobie pozwolić na utrzymanie tego poziomu nierówności dochodów i bogactwa: „Nie możemy sobie pozwolić na klasę miliarderów, której chciwość i korupcja toczą wojnę z pracującymi rodzinami tego kraju od 45 lat”. Bogaci w USA płacą największą część podatków. Najbogatszy 1 proc. zarobił 21 proc. dochodu kraju i zapłacił 38,5 proc. federalnych indywidualnych podatków dochodowych. Zapłacił też większy udział podatku dochodowego Skarbowi USA niż dolne 90 proc. łącznie (29,9 proc.). Przy czym podatnicy z klasy robotniczej płacą wiele innych podatków, m.in. federalne podatki od wynagrodzeń z tytułu ubezpieczeń społecznych i Medicare oraz podatki stanowe i lokalne. Prezydent USA Donald Trump pod koniec 2017 r. podpisał prawo obniżające indywidualne stawki podatku dochodowego, eliminujące sporo odliczeń i obniżające stawkę dla korporacji amerykańskich z 35 proc. do 21 proc.

>>> Czytaj też: Tak wygląda bieda w UE. Polska jednym z liderów zwalczania ubóstwa