Jeździł pan hulajnogami elektrycznymi?

Tak, zarejestrowałem się w jednej w wypożyczalni i zrobiłem kilka rundek po warszawskim Śródmieściu. Rozumiem tych, którym jazda takimi urządzeniami sprawia przyjemność i chcą sobie ot tak po prostu pojeździć. Większość jednak używa hulajnogi, by dotrzeć do obranego celu – na uczelnię, do pracy, do szkoły, na spotkanie.

A z punktu widzenia pieszego jak pan odbiera te urządzenia?

Z punktu widzenia pieszego mogą sprawiać zagrożenie, dlatego postanowiliśmy jako Ministerstwo Infrastruktury wziąć się za bary z tym tematem i zakończyć wolnoamerykankę. Nasza propozycja jest taka, by hulajnoga była traktowana jako pojazd – konkretnie rower – a jej użytkownik miał co do zasady takie prawa, ale również obowiązki jak rowerzysta.

Przejdźmy zatem do szczegółów. Propozycja jest taka, żeby wprowadzić ograniczenie prędkości, jaką mogą rozwijać te urządzenia, do 25 km/h.

Oczywiście będzie to przedmiotem konsultacji i dyskusji. Zaproponowaliśmy 25 km/h, ponieważ w naszej ocenie ktoś, kto traktuje hulajnogę elektryczną jako poważny środek transportu i korzysta z niej codziennie, to będzie chciał sprawnie dojechać do celu i ponieść jak najmniejsze koszty. Korzystanie z wypożyczonej hulajnogi nie jest takie tanie, kosztuje więcej niż przejazd środkiem komunikacji miejskiej, więc im szybsze dotarcie do celu, tym mniejsza opłata. A maksymalna prędkość 25 km/h, ścieżką rowerową, jest w naszej ocenie prędkością bezpieczną, niestwarzającą zagrożenia ani dla użytkowników UTO, ani dla rowerzystów.

Jednak o ile użytkownik hulajnogi będzie zobowiązany do poruszania się po ścieżce rowerowej, to w przypadku jej braku będzie musiał jechać jezdnią, o ile dopuszczalna prędkość na takiej drodze nie przekracza 30 km/h, a jeśli jest wyższa, to chodnikiem. Biorąc pod uwagę, że zarówno dróg dla rowerów, jak i ulic, na których można poruszać się tak wolno, jest bardzo mało, hulajnogi elektryczne będziemy spotykali głównie na chodnikach.

Infrastruktury rowerowej jest coraz więcej i to bardzo pozytywny trend. Oczywiście są miejsca, które ze względu na brak terenu nie są uzbrojone w ścieżki rowerowe. Pozostaje więc jezdnia lub chodnik. W takich sytuacjach proponujemy, by użytkownik UTO mógł korzystać z chodnika na takich samych zasadach, na jakich obecnie z chodnika korzysta rowerzysta. Artykuł 33 ust. 6 ustawy – Prawo o ruchu drogowym stanowi, że kierujący rowerem, korzystając z chodnika lub drogi dla pieszych, jest obowiązany jechać powoli, zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym. Na chodniku więc to pieszy nadal będzie uprzywilejowany.

Tak, z tym że sprowadza się to do tego, że w zasadzie hulajnoga powinna poruszać się z prędkością pieszego.

Nie ma takiego przepisu, gdyż piesi poruszają się z różną prędkością – jedni szybciej, inni wolniej. Powtórzę więc – kierujący rowerem, a po nowelizacji również hulajnogą elektryczną, korzystając z chodnika lub drogi dla pieszych, jest obowiązany jechać powoli, zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym. W sytuacjach, kiedy użytkownik hulajnogi nie będzie miał innego wyjścia jak tylko skorzystać z chodnika, będzie musiał stosować się do tych ograniczeń. Jeśli tego nie zrobi, odpowiednie organy będą mogły go za to ukarać. Do tej pory te przepisy nie wzbudzały kontrowersji w stosunku do rowerów, więc nie powinny rodzić wątpliwości co do hulajnóg elektrycznych.

W Niemczech, gdzie hulajnogi elektryczne mogą jeździć z maksymalną prędkością do 20 km/h, wprowadzono przepis, zgodnie z którym po chodnikach można poruszać się tylko urządzeniami, których prędkość nie przekracza 12 km/h. Dlaczego zatem nie wprowadzono dwóch limitów w prędkości, skoro wiele hulajnóg ma dwa tryby? Oszczędny, pozwalający np. na prędkość do 15 km/h, i normalny, np. do 25 km/h.

A jak tę prędkość zmierzymy? Jeśli ustalimy sztywną granicę na poziomie np. 15 km/h, to kto zmierzy, czy dana osoba porusza się z prędkością 14 km/h czy 16 km/h? Nawet gdybyśmy zobligowali go do zmiany trybu na wolniejszy, to kto sprawdzi, czy użytkownik UTO taki tryb ustawi? Chcemy stworzyć prawo, które będzie praktyczne zarówno w stosowaniu, jak i egzekwowaniu. Oczywiście żadne przepisy nie zastąpią zdrowego rozsądku, wzajemnego szacunku, ostrożności, uwagi i świadomości, że na drodze dla rowerów czy chodnikach są też inni użytkownicy. Szczególnie w dużych miastach.

Dopóki nie dojdzie do kolizji czy to z rowerem, czy z pieszym, te przepisy będą martwe.

Do tej pory te przepisy nie były martwe w stosunku do rowerzystów, nie będą też martwe w stosunku do jeżdżących na hulajnogach elektrycznych. W sytuacji niedostosowania się do tego przepisu policja i Straż Miejska mają instrumenty do nałożenia odpowiednich kar. Mam jednak nadzieję, że każdy użytkownik UTO będzie przestrzegał ustalonych reguł.

Przecież teraz po chodnikach porusza się bardzo wiele hulajnóg elektrycznych, mimo że nie mogą. Wielu ekspertów zajmujących się prawem o ruchu drogowym stoi na stanowisku, że hulajnogi elektryczne jako urządzenia napędzane silnikiem są pojazdami, choć przepisy nie definiują ich warunków technicznych. I osoby jadącej hulajnogą elektryczną, w odróżnieniu od kierującego hulajnogą tradycyjną napędzaną siłą mięśni, nie można uznać za pieszego. A skoro tak, to w obecnym stanie prawnym takim osobom nie wolno poruszać się po chodnikach, czego nikt nie egzekwuje.

W świetle obecnych przepisów hulajnogi nie są pojazdami. Nie muszą być dopuszczone do ruchu, nie ma obowiązku poddawania ich badaniom technicznym, dlatego można z nich korzystać w sposób dowolny. Gdyby obecnie istniały regulacje, które pozwalałyby na ograniczenie z korzystania z hulajnóg albo określały, w jaki sposób taki użytkownik ma się zachować, nie byłoby problemu. Obecny brak przepisów sprzyja sytuacjom niebezpiecznym. Ekstremalnie niebezpieczna była ta, w której dwóch młodych ludzi jechało hulajnogą drogą ekspresową. Szczyt bezmyślności. Chcemy takie przypadki wyeliminować i temu służy propozycja resortu infrastruktury.

Widzę, że inaczej definiujemy problem. Ja, że ludzie jeżdżą po chodnikach, choć nie mogą, pan, że jeżdżą po chodnikach, bo mogą. Niezależnie od diagnozy sytuacja ma być uregulowana. Jednak czy nie stworzymy nowego problemu? Ustawa nie zmienia przepisów kodeksu karnego, co może spowodować, że tak jak kilka lata lat temu mieliśmy kłopot z pijanymi rowerzystami, którzy tysiącami zapełniali nam więzienia, tak może się okazać, że jazda na hulajnodze elektrycznej w stanie nietrzeźwości będzie stanowić przestępstwo, podczas gdy jazda na rowerze w takim stanie jest wykroczeniem.

Nie ma takiego zagrożenia. Hulajnoga elektryczna, czyli jedno z urządzeń transportu osobistego, zostanie prawnie uznana za szczególny rodzaj roweru. Zarówno rowerzysta, jak i użytkownik UTO, jeśli będzie jeździł w stanie nietrzeźwości, popełni wykroczenie i będzie musiał ponieść tego konsekwencje. Paleta kar jest różna – grzywna, kara aresztu, a nawet zakaz jazdy pojazdem niemechanicznym. Decyzje o tym, jaki środek karny zastosować, podejmie sąd.

Jednak art. 178a kodeksu karnego posługuje się pojęciem pojazdu mechanicznego. Hulajnoga elektryczna, pomimo że będzie rowerem, to jednocześnie, z uwagi na to, że jest napędzana silnikiem, nie będzie mogła być tak jak rower uznana za pojazd niemechaniczny. Wynika to choćby z orzecznictwa Sądu Najwyższego.

Orzecznictwo SN odnoszące się do definicji pojazdu niemechanicznego pochodzi z czasów, kiedy jeszcze nie było hulajnóg elektrycznych. Poza tym dzięki zmianie definicji roweru unikamy niebezpieczeństwa w tym zakresie.

Pierwsze podejście do uregulowania kwestii urządzeń transportu osobistego w prawie o ruchu drogowym miało miejsce trzy lata temu. Były nawet gotowe przepisy, lecz wówczas plany ministerstwa były bardziej ambitne. Dziś mówimy tylko o tych urządzeniach transportu osobistego, które są zasilane silnikiem. W efekcie osoby jeżdżące na rolkach nadal będą musiały poruszać się po chodnikach, nie mogąc korzystać ze ścieżek rowerowych.

Wstrzymanie się z uregulowaniem kwestii UTO wyszło na dobre, ponieważ ingerencja ustawodawcy zostanie ograniczona do obszarów, w których występują rzeczywiste problemy. A te związane są z boomem na elektryczne hulajnogi. Nie uważam, by dobrym pomysłem było nakazanie jazdy np. hulajnogami napędzanymi siłą mięśni po ścieżkach dla rowerów, po których pojazdy poruszają się ze znaczenie większą prędkością. Oznaczałoby to, że np. dziecko, które podczas spaceru z mamą jedzie na dziecięcej hulajnodze, musiałoby korzystać ze ścieżki rowerowej, co byłoby dla niego dużo bardziej niebezpieczne.

Czy wśród wymogów technicznych, jakie będą musiały spełnić hulajnogi elektryczne, pojawią się te dotyczące baterii, tak by powstrzymać zalew najtańszych i najbardziej nietrwałych i nieekologicznych produktów niskiej jakości?

Wszystkie wymogi dotyczące UTO dotyczyć będą dopuszczalnych wymiarów, wagi i prędkości. Nie przewidujemy określania dozwolonych typów baterii. Natomiast pamiętajmy, że mówmy o propozycji, która jest dopiero na samym początku procesu legislacyjnego. Czekamy na opinie składane w ramach konsultacji społecznych czy uwagi innych resortów. Jeśli pojawią się propozycje sensowne, na pewno zostaną rozważone, tak by stworzyć przepisy optymalne z punktu widzenia bezpieczeństwa wszystkich użytkowników dróg.

>>> Czytaj też: Elektryczne hulajnogi będą wolniejsze? MI chce ograniczeń