W swojej ponad 110-letniej historii turyński producent samochodów, samolotów, a nawet maszyn rolniczych przechodził wiele kryzysów. Doświadczenie w wychodzeniu z nich ma więc spore, tak jak jej ekscentryczny prezes – księgowy, prawnik i nałogowy palacz. Kiedy niespełna osiem lat temu wprowadzał się do gabinetu prezesa Fiata Auto, nie miał żadnego doświadczenia w branży motoryzacyjnej. Miał książkę Jeffreya Likera pt. „The Toyota Way”, ujawniającą 14 zasad zarządzania obowiązujących w wiodącej firmie produkcyjnej świata. Ta książka była dla Marchionnego biblią. Marzył, żeby Fiat był jak Toyota. Wtedy brak doświadczenia motoryzacyjnego do pary z idealizmem nowego prezesa były jego atutami, a świeże spojrzenie na rynek motoryzacyjny dawało szanse na rewolucyjne zmiany, których włoski producent takich marek, jak Alfa Romeo, Lancia czy luksusowe Meserati, potrzebował jak silnik paliwa.

Pierwsze decyzje księgowego były do przewidzenia. Marchionne skupił się na zmniejszeniu kosztów, przerośniętą administrację zredukował do minimum.

500 mln euro straty zanotował Fiat w ubiegłym roku w Europie

Fiat zmienił straty w zyski już po roku. Pozyskiwał nowych partnerów biznesowych zwykle do wspólnej produkcji pojedynczych modeli (Suzuki, Ford). Wszystko po to, by obniżyć koszty wytwarzania małych i niedrogich aut, które nie są szczególnie dochodowe, a w których Fiat się wyspecjalizował. Ale prawdziwym wywróceniem rynku do góry nogami było przejęcie przez Włochów w 2009 roku 20 proc. udziałów w Chryslerze, trzecim co do wielkości producencie amerykańskich samochodów. Otworzyło to Włochom drzwi na największe motoryzacyjne rynki świata m.in. dzięki przejęciu globalnej sieci dilerskiej Chryslera. W ubiegłym roku Fiat odkupił kolejne udziały i dziś rządzi Chryslerem samodzielnie.

Niestety, kryzys okazał się większy, niż sądzono. W Europie Fiat znowu zaczął tracić, a amerykański sen Marchionnego o wielkim sukcesie stylowej pięćsetki promowanej m.in. przez Jennifer Lopez się nie spełnił. Ale księgowy ma jeszcze kilka asów w rękawie. M.in. nowe modele Alfy Romeo oraz nową odsłonę kultowego w latach 60. i 70. ubiegłego wieku dla Amerykanów modelu Dodge’a Darta.

3 mld dol. przekroczył zysk Chryslera za 2011 rok

Ale to wciąż za mało, żeby zrobić z Fiata lidera rynku. Marchionne przekonuje od dawna, że w tym biznesie liczyć się będą tylko te koncerny, których roczna produkcja wyniesie co najmniej 6 mln aut. Do pełni szczęścia ciągle brakuje Włochom 1 – 1,5 mln aut. Dlatego prezes rozgląda się za kolejnymi partnerami, przekonując, że potrzebna jest kolejna runda światowej konsolidacji w branży.

Kogo złowi Marchionne, trudno dziś przesądzać, ale polowanie trwa. Wielu ekspertów rynku sugeruje prezesowi mariaż z którymś z dalekowschodnich partnerów, może Mazdą. Wtedy sen o pierwszej lidze w motoryzacji mógłby się w Turynie spełnić. Bo utrzymanie planu 6 mln aut w 2014 roku tylko na bazie Fiata i Chryslera, mimo planowanego sukcesu nowej, produkowanej we Włoszech Pandy, może być niemożliwe. A tego słowa prezes Marchionne bardzo nie lubi.

4,6 mln sprzedanych samochodów zakładają plany włoskiego koncernu na 2012 rok