Marcin Hadaj

Marcin Hadaj

źródło: DGP / Wojciech Gorski

Stworzyć wrażenie, że jest się tak dobrym gospodarzem, że nie tylko inwestuje się lokalne pieniądze, budując i remontując lokalną sieć dróg, ale również – co nawet ważniejsze – ma się takie przełożenie na Warszawę, że zapadają tam decyzje tylko dobre dla mieszkańców danego regionu.

Z taką narracją będziemy mieli do czynienia w ciągu najbliższych trzech tygodni, które dzielą nas od wyborów samorządowych, z punktu widzenia Polski lokalnej zdecydowanie najważniejszych. W nich bowiem wybiera się władze, które podejmują decyzje wpływające na życie każdego z nas na co dzień. A nie jakichś tam posłów i senatorów, z którymi w ogóle nie ma kontaktu, bo zamknięci w Sejmie wychodzą do ludzi raz na cztery lata.

Nie dziwi zatem, że lokalni włodarze staną teraz na głowie, by zapewnić sobie reelekcję, czyli utrzymanie wpływów własnych i wielu obsadzonych na synekurach znajomych. Zrobią to także, wypraszając przedwyborcze otwarcia dróg, szczególnie tych najważniejszych – autostrad i tras ekspresowych. Obyśmy tylko nie pożałowali, jadąc tymi arteriami, że otwierano je w tempie kształtowanym przez kalendarz wyborczy.