Demograficzny rozwój kraju idzie w parze z liczbą urodzeń. Aby populacja mogła stabilnie się rozwijać, współczynnik dzietności nie powinien spadać poniżej poziomu 2,1. Oznacza to, że na każde 100 kobiet w wieku rozrodczym powinno przypadać średnio 210–215 urodzeń. Niestety pomimo poprawy obserwowanej w ostatnich latach, polski współczynnik dzietności jest ciągle daleki od ideału: w 2017 r. wynosił 1,45. Ale nie zawsze tak było.

Historyczne dane GUS o dzietności w Polsce pokazują, że od trzech dekad liczba urodzeń jest na poziomie, który w żadnym stopniu nie gwarantuje prostej zastępowalności pokoleń. Ostatnim rokiem, w którym współczynnik dzietności był na poziomie powyżej 2, był rok pierwszych częściowo wolnych wyborów - 1989. To właśnie wtedy urodziło się ponad 564 tys. dzieci, a współczynnik dzietności wynosił 2,06. Natomiast począwszy od 1990 roku wartość współczynnika dzietności wciąż znajdowała się poniżej wartości 2.

Ostatni wyż demograficzny z czasów PRL, ze szczytem przypadającym na 1983 r., miał miejsce na przełomie lat 70. i 80. XX wieku. W roku zniesienia stanu wojennego na świat przyszło 723,6 tys. młodych Polaków, a współczynnik dzietności wynosił 2,42. W kolejnych latach dzietność gwałtownie spadała. Według demografów faza wychodzenia z niżu demograficznego miała rozpocząć się w połowie lat 90. XX wieku, czyli kilka lat po wyborach z 1989 r., gdy dziewczęta z wyżu demograficznego z drugiej połowy lat 70. zaczęły osiągać wiek najwyższej płodności. Niestety oczekiwany po 2010 roku baby boom nie nastąpił. Zamiast tego obserwowaliśmy głęboki spadek liczby urodzeń trwający aż do 2003 r. Zarówno współczynniki urodzeń jak i dzietności osiągnęły wówczas najniższe poziomy w powojennej historii Polski. W 2003 roku urodziło się tylko 351 tys. dzieci, współczynnik urodzeń wyniósł 9,2 promile (na 1000 kobiet w wieku 15-49 lat przypadało zaledwie 9,2 urodzeń żywych), a współczynnik dzietności był na poziomie 1,22.Dopiero po dołku z 2003 roku widać było powrót falowania demograficznego (naprzemienne wyże i niże demograficzne). Jednak poziom współczynnika dzietności wciąż utrzymuje się na dramatycznie niskim poziomie, co grozi wejściem w tzw. pułapkę niskiej płodności.

DEMOGRAFIA "POŁOŻY" RYNEK NIERUCHOMOŚCI W POLSCE

Decydującym momentem kryzysu demograficznego, w którym Polska nadal się znajduje, był rok 1989. Po wyborach Polacy, a przede wszystkim młode Polki znalazły się w nowym otoczeniu politycznym, w którym prokreacja odeszła na dalszy plan. W pierwszej kolejności młodzi skupili się na zdobyciu określonego poziomu wykształcenia i uregulowaniu pozycji zawodowej w celu osiągnięcia poczucia bezpieczeństwa ekonomicznego.

"Podstawowymi przyczynami słabszego i późniejszego wystąpienia kolejnej fali urodzeń, będącej wynikiem powojennego baby-boomu wzmocnionego na początku lat 80. wzrostem współczynnika dzietności, są odraczanie decyzji prokreacyjnych i zmiana modelu rodziny. Z uwagi na niepewną sytuację w pierwszych latach pracy zawodowej oraz dłuższe pozostawanie w systemie szkolnym, młodzi mieszkańcy naszego kraju później niż ich rodzice podejmują decyzję o formowaniu związków i wydaniu na świat potomstwa" - uważa dr hab. Piotr Szukalski, demograf i gerontolog z Uniwersytetu Łódzkiego.

Zmiana priorytetów widoczna jest na przykładzie wieku matek rodzących dzieci. W 1989 r. przeciętny wiek kobiet wydających na świat potomstwo wynosił 26,8 lat, a matek pierwszego dziecka 23,6 lat, podczas gdy w 2017 r. matka rodząca pierwsze dziecko miała przeciętnie 27,8 lat, a wiek wszystkich rodzących kobiet wzrósł do ponad 30 lat.

Nastąpiło również przesunięcie wieku najwyższej płodności kobiet. W 1989 r. najbardziej płodne kobiety były w grupie wiekowej 20–24 lat, podczas gdy obecnie najwięcej dzieci na 1000 kobiet rodzi się w grupie wiekowej 25–29 lat. Widoczny jest też znaczący wzrost płodności wśród kobiet w grupie 30–34 lata.

Statystyki dotyczące liczby kobiet w wieku rozrodczym też nie są optymistyczne. Od wielu lat liczba kobiet w przedziale wiekowym 15-49 lat spada. Po wyborach w 1989 r. liczba kobiet w wieku rozrodczym rosła w miarę, jak roczniki dziewcząt z wyżu demograficznego z przełomu lat 70/80 wchodziły w dorosłe życie. Jednak od 2000 r. liczba potencjalnych matek już tylko malała, osiągając najniższą wartość w 2017 r.

Wydaje się, że na powrót do wysokiego współczynnika dzietności, sięgającego ponad wartość 2, trzeba będzie długo czekać. Choć jeszcze niedawno wydawało się, że widoczne są nieśmiałe, pierwsze jaskółki poprawy. W 2016 r. urodziło się 382 tys. żywych dzieci (o 13 tys. więcej niż rok wcześniej). W 2017 r. liczba urodzeń wzrosła o kolejne 20 tys. do prawie 402 tys., co dało współczynnik dzietności na poziomie 1,45 (czyli na 100 kobiet w wieku rozrodczym przypadało 145 dzieci), najwyższy od dołka z 2003 roku.

Niestety najnowsze dane przedstawione przez GUS w "Informacji o sytuacji społeczno-gospodarczej kraju w 2018 roku" nie dają powodów do optymizmu. W ubiegłym roku urodziło się 388 tys. dzieci, to o ok. 14 tys. mniej niż rok wcześniej. Współczynnik urodzeń żywych na 1000 ludności spadł do 10,1 z 10,5 w 2017 r. W 1990 roku, czyli w pierwszym roku po transformacji politycznej w Polsce, wskaźnik ten był na poziomie 14,4.

Czy jest zatem szansa, aby w krótkim czasie sytuacja demograficzna w Polsce uległa widocznej poprawie? Będzie to bardzo trudne.

"Upowszechniają się - zwłaszcza na wczesnych etapach dorosłości - takie formy intymnego pożycia, które prowadzą do mniejszej liczby potomstwa czy nawet bezdzietności. Pomijając tu kwestię świadomego życia w pojedynkę i związków tej samej płci, nawet w przypadku związków heteroseksualnych widoczne jest częstsze i dłuższe występowanie takich ich form, które budują poczucie mniejszej pewności - jak to się dzieje w związkach nieformalnych. Dodatkowo odraczanie urodzeń prowadzi do narastania skali problemów z niepłodnością i bezpłodnością, co również prowadzi do zmniejszania się spodziewanej fali urodzeń" - mówi dr hab. Piotr Szukalski.

Więcej o zmianie modelu rodziny w Polsce i mitach z tym związanych przeczytasz TUTAJ.

4 czerwca 1989 r. odbyły się w Polsce pierwsze po II wojnie światowej częściowo wolne wybory. Zapoczątkowały one proces przemian politycznych, który doprowadził do zmiany ustroju. W tym roku mija 30 lat od tego wydarzenia. #30LatWolności to cykl, w którym chcemy pokazać, jak na przestrzeni tych lat zmieniała się Polska. Pokażemy m.in. jaką transformację przeszły miejsca, w których żyjemy, jak zmieniało się prawo czy gospodarka. Wreszcie, jak zmieniliśmy się my sami.