Nie znaczy to jednak, że się nie stara. Rutynowa procedura w takich sytuacjach polega na uzupełnieniu ubytku. Pacjentowi pobiera się nerw z innej części ciała – najczęściej czuciowy – a potem skleja za jego pomocą przerwane końcówki.

Wadą tego sposobu jest to, że trzeba uszkodzić system nerwowy pacjenta w innym miejscu niż to, w którym traci czucie.

Ten stan rzeczy nie odpowiadał Wiesławowi Marcolowi, neurochirurgowi ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Lekarz wiedział, że od jakiegoś czasu naukowcy na świecie eksperymentują z protezami, które mają wspomagać regenerację przerwanych nerwów. Próby te, choć obiecujące, nie dawały w pełni zadowalających efektów. Udało się dopiero dr. hab. n. med. Marcolowi. – Nasza proteza jest najlepsza na świecie. Lepsza od komercyjnie dostępnych produktów. To rewolucja – zarzeka się badacz, który nad wynalazkiem pracował razem z prof. Joanną Lewin-Kowalik oraz dr. Adamem Właszczukiem.

W Polsce co roku kilka tysięcy osób doznaje urazów, w których dochodzi do zmiażdżenia lub przerwania nerwów. Osobom, które ich doznały, grozi utrata lub ograniczenie czucia, utrata lub ograniczenie możliwości ruchu, zanik odnerwionych mięśni, odporne na leczenie farmakologiczne bóle. Pół biedy, jeśli przerwa w nerwie jest niewielka – wtedy chirurg po prostu dwa kikuty zszywa. Gorzej, jeśli ubytek ma ok. 2 cm. Wtedy trzeba zastosować opisaną wyżej procedurę. Ta jest jednak niewystarczająca w sytuacjach, gdy potrzebne jest włókno nerwowe o długości 5 cm lub więcej.

>>> Czytaj też: Diagnostyka zdalna to konieczność? Możemy zaoszczędzić 5 mld zł rocznie i skrócić kolejki 

– Jednym z największych problemów chirurgii jest brak dostępności materiałów do przeszczepów. Idealnie byłoby więc wykorzystać naturalne procesy regeneracyjne układu nerwowego. Z różnych względów dotychczas było to jednak bardzo ciężkie – tłumaczy dr Marcol. Trudności nastręcza przede wszystkim kontrola sposobu, w jaki nerwy odrastają. Naukowcy dotychczas starali się robić to za pomocą tuneli: jeden kikut wsadzali z jednej strony, a drugi z drugiej. Nerwy nie odrastały jednak w całości tak, jak powinny: pojawiło się przekonanie, że tunel powinien im także zapewnić rusztowanie, które prowadziłoby ich wzrost. I najlepiej byłoby, gdyby takie rusztowanie miało dla siebie każde włókno nerwu.

Nikt jednak nie wie, jak wykonać taki przedmiot. Zamiast tunelu dziurawy jak sito walec? W ten sposób każdy nerw miałby własny tunel. Ale grubsze wiązki składają się z kilkuset tysięcy pojedynczych nerwów. Nie istnieje technologia, dzięki której można byłoby wykonać tyle mikroskopijnych odwiertów w tak małym przedmiocie.

Wtedy dr Marcol wpadł na pomysł, że lepiej byłoby wykonać protezę z materiału, który też składa się z tysięcy włókien. Każde z nich mogłoby wtedy stanowić rusztowanie, wzdłuż którego odbywałaby się regeneracja uszkodzonego nerwu. Pytanie jednak brzmiało: jaki materiał można byłoby zastosować do produkcji takiej protezy? – Musi nie tylko tworzyć gęsty warkocz ultracieńkich włókien, ale też ulegać biodegradacji w ciele pacjenta – mówi dr Marcol.

Lekarzowi przypomniało się wówczas, że Instytut Biopolimerów i Włókien Chemicznych w Łodzi ma doświadczenie z chitozanem – pochodną chityny wykorzystywanej w świecie zwierząt do produkcji pancerzyków. Łódzka placówka opracowała nawet na jego bazie specjalną gąbkę do tamowania krwotoków wewnętrznych, na którą patent zakupiła amerykańska armia. Zadania produkcji chitozanowego warkocza podjął się prof. Dariusz Wawro z Instytutu Biopolimerów, który w tym celu skonstruował specjalne urządzenie, dzięki któremu powstała proteza wymyślona przez dr. Marcola.

Lekarz zapewnia, że wyniki badań przeprowadzonych na zwierzętach są bardziej niż obiecujące i że śląska proteza zapewnia znacznie lepsze wyniki niż stosowane obecnie alternatywy (włącznie z dostępnymi od niedawna na rynku produktami z Niemiec i Holandii, także z chitozanu). Uczelnia wystąpiła w związku z tym nawet o patent europejski, co przez wzgląd na koszty nie zdarza się zbyt często. Jednak komercjalizacja, pomimo zainteresowania, się ślimaczy. A konkurencja nie śpi.

>>> Czytaj też: Epidemie kosztują globalną gospodarkę coraz więcej, choć ofiar jest coraz mniej 

Eureka! DGP

Trwa szósta edycja konkursu „Eureka! DGP – odkrywamy polskie wynalazki”, do którego zaprosiliśmy polskie uczelnie, instytuty badawcze i jednostki naukowe PAN. Do 17 maja w Magazynie DGP będziemy opisywać wynalazki nominowane przez naszą redakcję do nagrody głównej, wybrane spośród 54 prac nadesłanych przez uczelnie oraz instytuty.
Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi 22 maja podczas kongresu Impact'19 w Krakowie. Nagrodami są 30 tys. zł dla zespołu, który pracował nad zwycięskim wynalazkiem, ufundowane przez Mecenasa Polskiej Nauki – firmę Polpharma, oraz kampania promocyjna dla uczelni lub instytutu o wartości 50 tys. zł w mediach INFOR Biznes (wydawcy Dziennika Gazety Prawnej), ufundowana przez organizatora.