Ogólnopolski Międzyszkolny Komitet Strajkowy podjął wczoraj decyzję o tym, by mimo strajku rady pedagogiczne klasyfikowały uczniów klas maturalnych, dając im szanse podejść do sprawdzianu dojrzałości. – Po raz kolejny polski rząd nie zdał egzaminu, zdaliśmy go my, nauczyciele – mówili przedstawiciele OMKS.

Jego decyzja może jednak nie rozwiązywać problemu. – Wiemy, że część szkół dopuści uczniów, ale są takie miasta jak Wrocław czy Olsztyn, które mówią wyraźnie „nie” – mówił wczoraj Sławomir Broniarz, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego, podczas obrad prezydium związku.

Dlatego, jak się dowiedział DGP, rząd ma już gotowy projekt zmian w prawie. Mają one sprawić, że nie będzie kłopotu z kwalifikacją tegorocznych maturzystów do egzaminu. Możliwe, że zostaną uchwalone na jutrzejszym posiedzeniu Sejmu. Wszystko zależy od tego, czy rząd uzna, że część matur jest zagrożona.

– Mamy się poddać dyktatowi? Zagrożenie co prawda dotyczy kilku procent szkół, ale gdyby się to zmaterializowało, to jaka byłaby sytuacja tych dzieci, które do matury nie przystąpią. Dlatego musimy działać – mówi nam osoba z rządu.

Zmiana ma dotyczyć głównie prawa do kwalifikacji uczniów do matury. W tym celu należałoby zmienić ustawę o systemie oświaty oraz prawo oświatowe w zakresie kompetencji i uprawnień dyrektora i rad pedagogicznych. Zmiana polegałaby na przekazaniu w wyjątkowych sytuacjach dyrektorowi szkoły uprawnień do klasyfikacji czy dopuszczenia do matury. Obecnie to kompetencja rady pedagogicznej. Jej zebrania odbywają się zgodnie z ustalonym regulaminem i zachowaniem zasady podejmowania uchwał zwykłą większością głosów w obecności co najmniej połowy jej członków.

Czasu na przeprowadzenie zmian jest niewiele. Do piątku, zgodnie z wytycznymi Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, powinny zakończyć się zajęcia w klasach maturalnych. Do tego czasu powinny też być wystawione oceny.

Marcin Smolik, szef CKE, podkreśla, że „plany maturalne” są jasno sprecyzowane przepisami.

– Do matury może podejść wyłącznie absolwent. Jeżeli ktoś, nawet tylko formalnie, absolwentem nie jest, nie może podejść do egzaminu ani w terminie głównym, ani w dodatkowym – tłumaczy Smolik. I dodaje, że nie ma również prawnej możliwości przesunięcia terminu egzaminu. – Kwestie związane z klasyfikacją lub zmianą ustaw nie są kompetencjami CKE – zaznacza szef komisji.

O tym, że losy maturzystów się jeszcze ważą, świadczy zindywidualizowane podejście szkół do tej kwestii. Protest zamienia się w strajk dwóch prędkości: nauczyciele przyznają, że w gronie strajkujących dochodzi do podziałów. Są tacy, którzy optują za ekstremalnymi formami – tzn. zablokowaniem maturzystów oraz odmową sprawdzania egzaminów (ósmoklasisty, gimnazjalnego oraz maturalnego). Część przekonuje, że uczniowie nie mogą ucierpieć z powodu protestu.

– My zdecydowaliśmy, że jednak część nauczycieli zawiesi strajk na czas wystawiania ocen. Klasyfikacji dokonaliśmy jeszcze przed świętami – mówi przewodniczący komitetu strajkowego jednego z wiodących liceów w Warszawie. Jak tłumaczy, pedagodzy mieli z tym duży zgryz, zanim podjęli decyzję.

Nie ma prawnej możliwości przesunięcia terminu egzaminu

– Nastroje są coraz bardziej minorowe, więc baliśmy się, że stawiając wszystko na jedną szalę i nie dopuszczając maturzystów do egzaminu, doprowadzimy do tego, że wielu strajkujących się wykruszy – przyznaje rozmówca DGP.

Dlatego w tej placówce wytypowano kilkoro nauczycieli, by wzięli udział w radzie pedagogicznej, tak aby zapewnić kworum i umożliwić wystawienie ocen. W planach jest tam również, żeby w piątek wychowawcy klas III zawiesili strajk i pożegnali się ze swoimi uczniami. Tego dnia, zgodnie z tradycją szkoły, odbywa się „ostatnia lekcja”. Dyrekcja pozwoliła, żeby przeprowadził ją szef komitetu strajkowego. Dostał on wolną rękę, czego będzie dotyczyć.

Jednak nie ma jasności, czy wszystkie szkoły w Polsce zrobią podobnie i wystawią oceny. Ostateczną decyzję podejmuje komitet strajkowy w danej placówce.

Rozwiązanie problemu matur nie jest jednoznaczne z zamknięciem strajku. Jego końca nadal nie widać. Cały czas nie został choćby rozwiązany problem ewentualnego buntu nauczycieli, którzy będą sprawdzać egzaminy.

– Sprawdzający prace mogą odmówić podpisania umowy, tu nie ma strajku, egzaminatorzy nie świadczą pracy w rozumieniu kodeksu pracy, to są umowy cywilnoprawne. Na razie mamy pojedyncze rezygnacje, ze względów losowych albo zdrowotnych. Przynajmniej oficjalnie tak podają osoby w e-mailach – tłumaczy Marcin Smolik.

Stanu napięcia między protestującymi a rządem nie zmniejszyła zapowiedź okrągłego stołu dotyczącego oświaty. Wczoraj nauczyciele protestowali przed Ministerstwem Edukacji Narodowej, zaś nauczycielskie związki ogłosiły, że nie wezmą udziału w dyskusji, którą na piątek planuje rząd. Chcą natomiast debatować pod patronatem prezydenta w ramach Rady Dialogu Społecznego.

Posiedzenie RDS zwołuje jej przewodniczący, którym obecnie jest pielęgniarka Dorota Gardias.

>>> Czytaj też: Prywatne przedszkola windykują gminy. Kwoty roszczeń sięgają milionów złotych