W I kwartale 2019 r. miesięcznie wypłacano 2,08 mln zł zasiłków rodzinnych. Najnowsze dane Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) pokazują, że po przejściowym wzroście liczby uprawnionych do tego świadczenia w latach 2016–2018 ponownie zaczyna ona maleć.

Efekt 500+

Zasiłki przysługujące na podstawie ustawy z 28 listopada 2003 r. o świadczeniach rodzinnych (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 2220 ze zm.) były do momentu wprowadzenia rządowego programu 500+ podstawową formą wsparcia finansowego dla osób wychowujących dzieci. Tyle że od samego początku dostęp do nich był ograniczony z uwagi na kryterium dochodowe. Wprawdzie powinno być ono co trzy lata weryfikowane, ale od 2004 r., kiedy zaczęła obowiązywać wspomniana ustawa, próg był podnoszony tylko dwa razy – w 2012 i 2015 r. Obecnie wynosi on 674 zł na osobę w rodzinie lub 764 zł, gdy wychowuje się w niej niepełnosprawne dziecko. W efekcie z roku na rok coraz mniej dzieci otrzymuje zasiłki, i to nawet mimo podwyżek kryteriów.

– Gospodarka znajduje się w bardzo dobrej sytuacji, bezrobocie jest rekordowo niskie, a wynagrodzenia pracowników stale rosną, co pozytywnie wpływa na budżety domowe rodzin. W sytuacji gdy kryterium dochodowe jest ustalone na dość niskim poziomie, zwiększa się liczba tych, które go nie spełniają. Zasiłek stał się więc świadczeniem o charakterze socjalnym, adresowanym do osób o najniższych dochodach – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Co ciekawe, obecne statystyki dotyczące zasiłków wskazują na to, że praktycznie powróciły one do poziomu z 2015 r., kiedy było ich 2,03 mln. W 2016 r. nastąpił wzrost uprawnionych do 2,2 mln, a w 2017 i 2018 r. ich liczba wynosiła 2,19 mln. Duży wpływ na to miał m.in. start programu 500+ w kwietniu 2016 r.

– Okazało się, że część osób wnioskujących wtedy o świadczenie wychowawcze na pierwsze dziecko miało dochody pozwalające im na uzyskanie zasiłku na dziecko, a do tej pory z niego w ogóle nie korzystały. Dlatego składały wtedy drugi wniosek – tłumaczy Marzena Szuleta, kierownik działu świadczeń rodzinnych Urzędu Miasta w Kaliszu.

Obniżone świadczenie

Drugim powodem odnotowanego wzrostu było to, że od 2016 r. przy ustalaniu prawa do zasiłku zaczęła obowiązywać „zasada złotówka za złotówkę”, która pozwala otrzymywać pomoc finansową mimo przekroczenia kryterium dochodowego (wtedy jednak w niepełnej wysokości). W uproszczeniu sprowadza się ona do tego, że zasiłki wraz z przysługującymi do nich dodatkami są obniżane o taką kwotę, o jaką został przekroczony ten próg. O ile jeszcze w pierwszym roku, gdy ten mechanizm zaczął być stosowany, liczba świadczeń wypłacanych na jego podstawie wynosiła 62 tys., o tyle w 2017 r. było ich już 121 tys., a w ubiegłym roku 156 tys. W okresie styczeń – marzec br. ich liczba wzrosła do 163 tys.

Widać więc, że zasada złotówka za złotówkę – choć krytykowana przez gminy oraz często niezrozumiała dla samych rodziców – przynosi korzyści, bo bez niej więcej osób byłoby w ogóle pozbawionych zasiłku.

– Trzeba jednak pamiętać, że ta reguła może być wykorzystana tylko wtedy, gdy przekroczenie kryterium jest niższe od kwoty należnych rodzinie świadczeń. Jeśli rodzic ma prawo tylko do samych zasiłków bez żadnych dodatków, to często przekracza próg tak znacznie, że nie możemy przyznać wsparcia – wyjaśnia Magdalena Rynkiewicz-Stępień, zastępca dyrektora Miejskiego Centrum Świadczeń w Opolu.

Wygasająca pomoc

Zdaniem Łukasza Kozłowskiego wszystko wskazuje na to, że tendencja spadkowa będzie utrzymywać się w przyszłości, bo nawet jeśli w następnym terminie weryfikacji progów dochodowych (przypada na 2021 r.) rząd zdecyduje się na ich podniesienie, to nie musi przełożyć się to na zwiększenie liczby wypłacanych zasiłków. Nie wiadomo zresztą, czy taka decyzja zostanie podjęta. Priorytetem jest bowiem program 500+, który jest znacznym obciążeniem dla budżetu państwa, szczególnie że od lipca świadczenie będzie przysługiwać na każde dziecko w rodzinie. W konsekwencji zasiłki rodzinne będą systematycznie wygasać.

– Od przyszłego miesiąca będzie można składać wnioski o zasiłki na nowy okres ich wypłaty, który ruszy 1 listopada. Będą wtedy uwzględniane dochody za 2018 r. Zobaczymy też, ile dzieci będzie dalej uzyskiwać wsparcie – wskazuje Magdalena Rynkiewicz-Stępień.

Dodaje, że możliwy jest scenariusz, w którym rodzice nie będą tak chętni jak dotychczas do wnioskowania o pieniądze z ustawy o świadczeniach rodzinnych, skoro od lipca w prosty i szybki sposób – bez konieczności składania obszernej dokumentacji dochodowej, która obowiązuje w jej przypadku – będą mogli uzyskać 500+.

– Należy się spodziewać dalszego spadku liczby zasiłków, ale cały czas będziemy mieli do czynienia ze stałą grupą beneficjentów, która nie pracuje i od lat korzysta z naszej pomocy finansowej. Ta grupa na pewno będzie spełniać kryteria dochodowe – podkreśla Przemysław Andrysiak, kierownik działu świadczeń Zabrzańskiego Centrum Świadczeń Rodzinnych.

>>> Czytaj też: Koniec chwilówek i rozrost szarej strefy? Rząd postanowił pozbyć się firm pożyczkowych z rynku