Tymi słowami przywódca antysystemowego Ruchu wyraził sprzeciw wobec koncepcji rozpisania przedterminowych wyborów, o które zaapelował szef Ligi Matteo Salvini, ogłaszając koniec współpracy koalicyjnej, co w konsekwencji doprowadziło do upadku rządu Giuseppe Contego.

"Rozpoczęły się rozmowy na temat trwałej większości" - mówił Di Maio po rozmowie z prezydentem w ramach prowadzonych przez niego konsultacji w sprawie rozwiązania kryzysu rządowego.

"Obywatele, którzy głosowali na nas 4 marca zeszłego roku, zrobili to, by zmienić kraj, a nie Ruch. Odwagę ma nie ten, kto ucieka, ale kto próbuje do samego końca zmienić rzeczy, także popełniając przy tym błędy" - oznajmił.

"Nie chcemy zatopić statku, bo Włochy to my wszyscy" - powiedział dotychczasowy wicepremier.

Reklama

Ocenił, że kryzys rządowy "zaszkodził milionom Włochów".

"Wystarczy pomyśleć o tym - dodał - że z powodu kryzysu Rada Ministrów nie może zaaprobować ustaw, które potrzebne są milionom Włochów".

Zdaniem Di Maio nie chodzi o ryzyko powrotu do stanu rzeczy sprzed zeszłorocznych wyborów parlamentarnych, ale - jak zaznaczył - "do sytuacji nieróżniącej się od tej z czasu kryzysu 2008 roku".

Wśród postulatów, których realizacji Ruch oczekuje od przyszłego rządu, wymienił reformę telewizji publicznej RAI na wzór BBC.

Pałac Prezydencki ogłosił po zakończeniu konsultacji, że Sergio Mattarella przedstawi ich wynik w czwartek około godziny 20.

>>> Czytaj też: Salvini: Najlepszym rozwiązaniem kryzysu rządowego są wybory