Co wyróżnia wyborcę lewicowej koalicji na tle zwolenników innych partii?

To konglomerat lewicy sentymentalnej skupionej wokół SLD, socjalnej reprezentowanej przez Adriana Zandberga i kulturowej - sympatyków Roberta Biedronia. Zwolennicy PO czy PiS mieli lata na ukształtowanie swoich poglądów. Ten elektorat jest w procesie.

Coś jednak musi być łącznikiem, inaczej inicjatywa nie miałaby większych szans powodzenia.

Badania pokazują, że to najbardziej proeuropejski elektorat. Liczba zwolenników pogłębiania integracji z UE zdecydowanie przewyższa liczbę przeciwników. Innym wspólnym mianownikiem jest dystans do szczególnej roli Kościoła katolickiego w Polsce. Z pewnym rozróżnieniem, bo zwolennicy SLD są sceptyczni wobec instytucji, nie wspólnoty. I w tym podejściu nie różnią się szczególnie od ogółu elektoratu. Wyborcy Roberta Biedronia, głównie osoby młode, deklarują już antyklerykalizm lub ateizm zdecydowanie częściej od innych. W trzech elektoratach przeważa także akceptacja dla związków partnerskich, jednopłciowych, a także – dla liberalizacji tzw. ustawy antyaborcyjnej. Moje badania pokazują dodatkowo, że to osoby nastawione na współpracę, a w wymiarze osobowościowym – ugodowe (co zbliża je do elektoratu PO). Wiedzą, że konflikty są nieuniknione, ale dominującą formą relacji społecznych powinna być współpraca oraz szukanie kompromisu.

Urodzeni optymiści?

Niekoniecznie, bo badania CBOS z 2019 r. ujawniły w elektoracie Wiosny wyższy od przeciętnego poziom pesymizmu. Ci ludzie są także ponad przeciętność wyalienowani (co ciekawe, podobnych odczuć nie mają wyborcy SLD czy Razem). Wynika to najprawdopodobniej z ich przeświadczenia, że partia, z którą sympatyzują, nie ma władzy ani szansy na władzę. Trzy mandaty zdobyte w Parlamencie Europejskim nie poprawiły im nastrojów. Myślę, że sporo tu winy samego lidera. Nie wystarczy, żeby Robert Biedroń raz na jakiś czas wystąpił z płomienną mową. Na tym etapie potrzeba mozolnej pracy u podstaw, tworzenia struktur.

Czyli tego, co ma SLD?

Tak, Sojusz jest przeciwieństwem Wiosny i Razem. Ma rozbudowany aparat partyjny, jest dobrze strukturalnie zakotwiczony w regionach. Jest bardziej, za przeproszeniem, zdyscyplinowany, karny. A to prowadzi do kolejnej różnicy w ramach zwolenników komitetu: elektorat SLD jest w stanie zgodzić się na pewne ograniczenia swobód obywatelskich, by mieć większe poczucie bezpieczeństwa. Dotyczy to np. kontroli w internecie, na lotniskach. Na takie ustępstwa zdecydowanie nie chcą iść zwolennicy Wiosny i Razem.

A co z podejściem do lidera? Czy znajdzie się jeden, który skupi na sobie uwagę wszystkich potencjalnych wyborców?

Początkowo szansę na to miał Robert Biedroń, bo jest postrzegany jako osoba, która mobilizuje do działania w sytuacjach nagłych. Ale liderem budzącym zaufanie, który po wyborach ma szansę budować trwałe koalicje, jest już Włodzimierz Czarzasty. Albo raczej, co ciekawe, każdy inny lider SLD, który znalazłby się na jego miejscu. Adrian Zandberg nie ma w sobie tej spontaniczności Biedronia, ani cech urodzonego lidera. Jest intelektualistą. Przy tym rozkładzie sił pozostaje swego rodzaju tłem. Ważnym, bo uwiarygadniającym światopoglądowo i merytorycznie.

Ilu jest potencjalnych lewicowych wyborców?

10 – 15 proc. ludzi chodzących na wybory. Owszem, jesteśmy konserwatywnym narodem. Jednocześnie jednak jesteśmy wrażliwi na zmiany kulturowe i religijne zachodzące w Europie. Część z nas chce mieć poczucie, że jesteśmy modernistyczni, że parada równości może przejść także ulicami polskich miast. Uosobieniem w ten sposób rozumianej nowoczesności ma być właśnie lewica.

A co z podejściem do gospodarki?

Trzy czwarte zwolenników SLD sądzi, że większość przedsiębiorstw powinna być w rękach państwa. A 90 proc. – że państwo powinno pełnić funkcje opiekuńcze. To zbliża ich do Partii Razem. Wspólne są też hasła bezpłatnej służby zdrowia i edukacji, leków za 5 zł, a także podatku progresywnego. Zwolennicy Wiosny są jednak zdecydowanie bardziej wrażliwi na ekologię, odnawialne źródła energii, politykę międzynarodową. Pod tym względem wyborca SLD nie wyróżnia się szczególnie na tle przeciętnego wyborcy w Polsce.

Naturalnym wyborcą lewicowego komitetu powinny być kobiety, które chodzą na Czarne Marsze, uczestniczki Strajku Kobiet. To nie do końca się udało.

Na listach tego komitetu powinno być dużo kobiet. Jednak działaczki, choćby z Inicjatywy Feministycznej, mają za złe liderom, że nie wychodzą poza sferę deklaracji mówiąc o emancypacji, wyrównywaniu zarobków, szans w polityce i na rynku pracy. Część kobiet już zadeklarowała, że nie pójdzie na wybory i w ten sposób zamanifestuje swoje poglądy. Dlaczego? Bo wiele z nich nie wyobraża sobie również oddania głosu na PO – KO, która nie dotrzymywała słowa, jeśli np. chodzi o ustawę antyaborcyjną czy rozwiązania antyprzemocowe. Taka dezaktywizacja kobiet byłaby groźna dla demokracji. Liderzy Lewicy powinni wziąć to pod uwagę na ostatniej prostej przed wyborami. Ale to niejedyne ryzykowne zagranie tego komitetu, który za sprawą Wiosny i Razem, adresuje swój przekaz głownie do młodych ludzi, do 24. roku życia. Tymczasem w tej grupie nasilenie identyfikacji lewicowych jest nikłe, ustępuje centrowej i prawicowej. Jednym z rozwiązań mogłoby być zmobilizowanie wyborców niezdecydowanych, którzy nie mając dotąd swojego kandydata, określali się mianem umiarkowanego centrum.

>> Czytaj też: Neurotycy z poczuciem wyjątkowości [PORTRET WYBORCY PIS]