Pomoc dla przedsiębiorców wprowadzono ustawą z 20 lipca 2018 r. o zmianie niektórych ustaw w celu obniżenia składek na ubezpieczenia społeczne osób fizycznych wykonujących działalność gospodarczą na mniejszą skalę (Dz.U. poz. 1577), która weszła w życie 1 stycznia 2019 r. Zgodnie z nią najniższa podstawa wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe zależy od przychodu, który nie może przekroczyć 30-krotności kwoty minimalnego wynagrodzenia obowiązującego w grudniu poprzedniego roku. Obecnie z tej formy pomocy korzysta 188,3 tys. firm, podczas gdy w marcu było ich 142 tys. Rząd szacował, że będzie to 173,1 tys.

Dużym zainteresowaniem cieszy się też ulga umożliwiająca opłacenie składek od zadeklarowanej kwoty, która nie może być niższa niż 30 proc. kwoty minimalnego wynagrodzenia. Pod koniec sierpnia korzystało z niej 260,8 tys. osób. Z kolei z tzw. Ulgi na start, która weszła w życie 30 kwietnia 2018 r. (została opisana w art. 18 ustawy – Prawo przedsiębiorców, polega na niepłaceniu składek na ubezpieczenia społeczne przez 6 miesięcy), korzysta 97,8 tys. osób.

– Jak ktoś dobrze zaplanuje swoją działalność, to przez 5,5 roku może nie płacić pełnych składek na ZUS. I co gorsza, właściciele firm robią, co mogą, żeby po zakończeniu korzystania z preferencji nadal płacić jak najmniej – podkreśla Bogdan Grzybowski, dyrektor wydziału polityki społecznej OPZZ i członek Rady Nadzorczej ZUS.

Okazuje się bowiem, że według najnowszych danych ZUS tylko niecały 1 proc. osób prowadzących działalność gospodarczą płaci składki wyższe niż obowiązkowy ryczałt.

Rachunki ZUS

Z informacji uzyskanych z ZUS (dane za okres rozliczeniowy na koniec marca 2019 r.) wynika, że na 1,465 mln prowadzących firmy aż 1,05 mln osób deklaruje opłacanie składek od kwoty ryczałtu. Natomiast podstawa wymiaru powyżej 120 proc. do 180 proc. przeciętnego wynagrodzenia ma zastosowanie wobec 1,4 tys. osób. Do 0,8 tys. (z 0,9 tys. rok wcześniej) zmniejszyła się liczba przedsiębiorców opłacających składki od powyżej 180 proc. i poniżej 250 proc. przeciętnego wynagrodzenia. A zaledwie 0,9 tys. osób decydowało się na zapłacenie maksymalnych składek w wysokości 250 proc. przeciętnego wynagrodzenia.

– To prawda, że 99 proc. wszystkich prowadzących działalność gospodarczą opłaca składki na ubezpieczenie społeczne od obowiązkowej wysokości, nie decydując się na wyższe wpłaty do ZUS – komentuje Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Brak zaufania

Przedsiębiorcy nie mają wątpliwości, że główną przyczyną takiej sytuacji jest brak zaufania do państwa.

– Jesteśmy społeczeństwem jeszcze na dorobku, więc prowadzący działalność gospodarczą niechętnie wydają więcej, niż muszą – podkreśla Marek Kowalski. – A opłacanie składek na ZUS nie jest traktowane w kategoriach oszczędzania na przyszłość, tylko obowiązku, z którego pod groźbą kar trzeba się wywiązać – dodaje.

Najbardziej boleśnie braku trwałości systemu ubezpieczeniowego doświadczyli Polacy w latach 2011–2014. W wyniku zmian prawnych zlikwidowany został kapitałowy II filar systemu emerytalnego. To zaś spowodowało przeniesienie 153,2 mld zł z OFE na rzecz Skarbu Państwa i częściowo Funduszu Rezerwy Demograficznej. A po wprowadzeniu mechanizmu suwaka bezpieczeństwa okazało się, że uczestnik OFE osiągający wiek emerytalny nie posiada żadnych środków kapitałowych w II filarze.

– I takie doświadczenie powoduje, że szczególnie osoby prowadzące małe i średnie firmy oszczędzają na ZUS, jak tylko mogą – podkreśla Bogusława Nowak-Turowiecka, niezależny ekspert ubezpieczeniowy.

Akcja „Brzuszki”

Także Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, członek Rady Dialogu Społecznego, zwraca uwagę na niski poziom zaufania do instytucji publicznych.

– Przedsiębiorcy, z którymi rozmawiam, wręcz obawiają się, czy w przyszłości otrzymają jakiekolwiek emerytury z ZUS – podkreśla. – A to wynika z faktu przyznawania różnym grupom zawodowym przywilejów emerytalnych. I zawsze dzieje się to kosztem przedsiębiorców – dodaje.

Eksperci podkreślają, że wpływ na niechęć do płacenia wyższych składek ma sam ZUS.

– Wszyscy pamiętamy słynną akcję Zakładu pod kryptonimem „Brzuszki” – przypomina Dorota Wanda Wolicka, przedsiębiorca z Wrocławia. – Te panie, które zdecydowały się na zadeklarowanie wyższej podstawy wymiaru niż ryczałt, a później urodziły dzieci, były kontrolowane przez ZUS. Podobnie jest w przypadku osób przebywających na długich zwolnieniach. Dzieje się tak dlatego, że jako przedsiębiorcy jesteśmy traktowani przez urzędników ZUS jak złodzieje. Więc nie ma się co dziwić, że tylko ułamek płaci wysokie składki – dodaje.

Złoto i domy

Sami przedsiębiorcy nie ukrywają, że część z osób opłacających zryczałtowane składki ma środki pozwalające na dodatkowe oszczędzanie. – Ale nikt nie chce się nimi dzielić z ZUS – podkreśla Marek Kowalski. – Wielu właścicieli firm inwestuje w nieruchomości, złoto czy przedmioty kolekcjonerskie. Ale niewiele osób decyduje się na oszczędzanie na starość na indywidualnym koncie emerytalnym czy indywidualnym koncie zabezpieczenia emerytalnego – dodaje.

Innym sposobem na zaoszczędzenie na starość jest inwestowanie w rozwój swojej firmy.

– Stworzenie dobrze działającego przedsiębiorstwa może przynosić pieniądze przez wiele lat po przejściu na emeryturę – zauważa Jeremi Mordasewicz. – Nie tylko jeśli dzieci czy wnuki będą nim zarządzać, ale także wówczas, kiedy taka firma zostanie sprzedana, a sam zainteresowany będzie żyć z kapitału zgromadzonego np. w banku – dodaje.

Działacze chcą zmian

Modyfikacji w systemie domagają się związkowcy. Ich zdaniem zachowanie ryczałtu dla firm jest z gruntu niesprawiedliwe, bo w ten sposób na barki pracujących został przeniesiony ciężar utrzymania Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

– Uważamy, że obecny system ubezpieczeń trzeba uprościć – wskazuje Henryk Nakonieczny, członek prezydium NSZZ „Solidarność” odpowiedzialny za dialog i negocjacje w Komisji Trójstronnej. – I każdy bez względu na tytuł ubezpieczeniowy powinien płacić składki od wszystkich swoich wpływów. Także przedsiębiorcy – dodaje.

Zdaniem Solidarności należy jak najszybciej zlikwidować wszelkie wyłączenia z opłacania składek.

– Konieczna jest kumulacja dochodów, i to zarówno w przypadku pracowników, jak i prowadzących działalność gospodarczą – dodaje Henryk Nakonieczny. – Ale w poszukiwaniu dodatkowych wpływów do FUS nie zgadzamy się na likwidację 30-krotności, bowiem zniesienie tego ograniczenia spowoduje powstanie kominów emerytalnych – dodaje.

Natomiast Bogdan Grzybowski zwraca uwagę, że opłacanie tylko przez 1 proc. prowadzących działalność gospodarczą składek wyższych niż ryczałt jest poważnym sygnałem dla rządu.

– To jest ostrzeżenie, żeby nie wprowadzać dobrowolności opłacania składek na ZUS – podkreśla Bogdan Grzybowski. – Bo skoro teraz przedsiębiorcy nie płacą większych składek, chociaż mogą, to w przyszłości tym bardziej nie będą płacić, jeśli nie będzie przymusu – dodaje.

>>> Czytaj też: Kto ochrania Mariana Banasia? [OPINIA]