Nic dziwnego więc, że zaczęły one przyciągać nie tylko równie zafascynowanych gotowaniem, lecz także reklamodawców i marketingowców, którzy chętnie zaprezentowaliby swoje produkty w takim otoczeniu. Tu jednak zaczynają się schody. – Są dwie główne przyczyny, dla których marketerom nie udało się do tej pory wykorzystać potencjału reklamowego blogosfery. Bloger, który chce zarobić na swoich treściach, ryzykuje obniżenie ich jakości oraz nadszarpnięcie reputacji. Natomiast marketerowi trudno się poruszać w tak rozproszonym środowisku. Mogą próbować samodzielnie nawiązywać współpracę z pojedynczymi blogami o znaczącym zasięgu, ale licząc się z wyższymi wymaganiami ich autorów przy braku wypracowanego modelu biznesowego – mówi Rutkowska. Cieślak tłumaczy na przykładzie: – Bardzo chętnie na blogach kulinarnych reklamowaliby się duzi producenci mrożonek, półproduktów dań instant. Tyle że to jest sprzeczne z naturą kulinarek, które promują naturalne produkty, jak najmniej chemii w żywności i slow food – mówi.

Co nie znaczy, że prób takiej monetyzacji sieciowej popularności nie było. Wprost przeciwnie. Wszystkim marzy się historia, jaką przeżyła Julie Powell. W 2002 r. ta początkująca pisarka rozpoczęła prowadzenie kulinarnego bloga: Julie/Julia Project. Przez rok gotowała, fotografowała i opisywała swoje doświadczenia z wykonywania potraw Julii Child, autorki niezwykle popularnych w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych książek przybliżających kuchnię francuską. Blog momentalnie zdobył ogromną popularność, a na jego podstawie Powell napisała książkę „Julie i Julia”, którą sfilmowano w 2008 r.

Znaleźć kulinarkę

W tym samym czasie i do polskich kulinarek coraz częściej zaczęli zgłaszać się marketerzy. Jeden z największych sukcesów odniósł wspomniany już White Plate. W 2008 r. w pięciu największych miastach Polski pojawiły się billboardy zachęcające, by go odwiedzić. W ciągu zaledwie dwóch tygodni outdoorowego istnienia liczba unikalnych odsłon wzrosła ponaddwukrotnie, a autorka White Plate Eliza Mórawska stała się znana także poza blogosferą. Szykuje się do napisania książki kucharskiej, a przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia została zaproszona do współpracy przy dodatku „Newsweeka”. Własną książkę kucharską udało się wydać popularnej blogerce Dorocie Świątkowskiej, jest ona zatutułowana oczywiście tak jak jej blog – „Moje wypieki”.

Inaczej zarabia małżeństwo Stępień z Kotlet.tv. Ich kanał na YouTubie zdobył taką popularność, że oboje rzucili pracę w korporacjach. Michał kręci i montuje filmy, Paulina występuje w nich i gotuje. Początkowo większość zysków czerpali ze swojej strony internetowej, a konkretnie z publikowanych na niej reklam display. Kiedy jednak rok temu YouTube uruchomił w Polsce program partnerski, polegający na tym, że serwis dzieli się wpływami z reklam z autorami filmików, wpływy twórców Kotlet.tv gwałtownie podskoczyły.

– To wciąż wyjątki – studzi entuzjazm Cieślak. – Naprawdę tylko nielicznym udaje się wybić na tyle, że mogą zacząć traktować swoją pasję jako główne źródło dochodu – dodaje. Według Rutkowskiej problemem jest rozdrobnienie tego rynku, a metodą na jego obejście „skupienie blogosfery kulinarnej w jednym miejscu porzez agregację treści, dostarczenie narzędzi i organizowanie wydarzeń dla blogerów oraz otwarcie kanału dotarcia do tej grupy dla marketerów”. Stąd pomysł na Durszlak.pl jako kanał do skupionej w jednym miejscu blogosfery kulinarnej z udostępnieniem marketerom możliwości mierzenia działań. – Odnajdzie się tu zarówno branża spożywcza, jak i marki luźno związane z gastronomią– zapewnia Rutkowska.

A nawet jeżeli nie uda się przekuć kulinarnej pasji w interes życia, to nikt blogerom nie odbierze przyjemności z gotowania.

Blogi kulinarne przyciągają nie tylko miłośników dobrej kuchni. Zainteresowanie nimi próbuje też wykorzystać branża reklamowa