Przychylność osób, z którymi spotyka się po raz pierwszy, Krzysztof Zborowski zdobywa anegdotą o produkcji energii. Skomplikowany proces wytwarzania elektryczności opisuje przy pomocy historyjki z czajnikiem, gwizdkiem i wiatraczkiem. – I wszystko staje się jasne jak słońce – żartuje osoba z branży, która przeszła ten chrzest na własnej skórze.

W zarządzie Enei, trzeciego pod względem wielkości koncernu energetycznego w Polsce, kontrolowanego przez resort skarbu, Zborowski odpowiada za wytwarzanie energii. Kierując Elektrownią Kozienice, skupia w swoim ręku niemal 10 proc. produkowanej w Polsce energii. Nad Wisłą nie ma elektrowni opalanej węglem kamiennym, która byłaby większa od Kozienic.

A będzie jeszcze większa. Właśnie rozpoczął się wyścig o budowę bloku o mocy 1000 MW. Kozienice szykowały się do niego wyjątkowo starannie. Zdaniem niektórych aż zanadto. Z trójki wykonawców zaproszonych do składania ofert na budowę nowego bloku Alstom zrezygnował bez walki. Powód – zbyt wyśrubowane warunki przetargu.

Na Zborowskim nie robi to wrażenia. – Warunki przetargu mają zapewnić inwestorowi jak największe bezpieczeństwo zrealizowania inwestycji zgodnie z założeniami i są równe dla każdego – tłumaczy.

Szef Kozienic gra o wysoką stawkę. Gdy nowy blok zostanie oddany do użytku, produkcja kierowanej przez niego elektrowni zwiększy się o ok. 30 proc., a jego pozycja wzrośnie. W przypadku energetycznych inwestycji łatwo jednak o spektakularną porażkę. Wzrost cen materiałów albo problemy techniczne z produkcją podzespołów mogą na dobre storpedować albo drastycznie podnieść koszty inwestycji. Wtedy winny będzie tylko jeden – Zborowski.

Jeśli dojdzie do perturbacji, Zborowskiemu pomóc mogą wrodzone zdolności. Sternik Kozienic znany jest w branży jako twardy negocjator. Kiedy nie układały się rozmowy na linii Kozienice – PKP Cargo w sprawie transportu węgla do elektrowni, nieoczekiwanie na rynku pojawiła się plotka o możliwości uruchomienia przez Kozieniece i kopalnię Bogdanka własnego, alternatywnego transportu. Porozumienie z kolejowym kolosem od razu stało się bliższe.

Najbliżsi współpracownicy Zborowskiego opowiadają, że bardzo ceni lojalność. Za punkt honoru stawia sobie wypełnienie danego komuś słowa. Te cechy w połączeniu z branżowym wykształceniem sprawiają, że Zborowski cieszy się poparciem tzw. średniego szczebla elektrowni. I związków zawodowych. – Związkowcy nie mogą ścierpieć, kiedy na kierowniczych stanowiskach zasiadają nowicjusze, a Zborowski to energetyk – mówi jeden z pracowników Enei.

Pozycja Zborowskiego jest mocna dzięki doświadczeniu zebranemu na kilku kontynentach. W latach 1987 – 2004 kierował rozruchem, ruchem i testami bloków energetycznych, pracując dla największych światowych firm energetycznych. Lista, na której znajdują się: Elektrim (Indie), Aalborg Boilers (Egipt), ABB Numberg Turbinem (Sudan), Ansaldo Energia (Egipt), Ansaldo Energia (Grecja), Austrian Energy (Chorwacja), Babcock Borsig Power (Cypr) i Turbotach (Polska), robi wrażenie nawet na oponentach. Z Elektrownią Kozienice Zborowski związał się już w 1981 r. Na szczyty wspiął się w 2008 r., kiedy objął funkcję prezesa. Szybko awansował w strukturach centralnych, obejmując dwa lata później fotel wiceprezesa Enei ds. wytwarzania.

Urlopy najchętniej spędza na nartach albo na wodzie. – Ale swojej łódki nie mam – mówi. Jeśli z sukcesem dokończy rozbudowę Kozienic, to może sobie ją kupi.