Nie cichną kontrowersje wokół firmy Amber Gold. Działalnością tego gdańskiego pośrednika finansowego zajmowała się już prokuratura, a KNF wciągnął Amber Gold na tzw. czarną listę (listę ostrzeżeń publicznych). Dzisiaj media zastanawiają się, czy Amber Gold upadnie.

Równie kontrowersyjna, jak działalność samej firmy, okazała się przeszłość jej prezesa Marcina Plichty. Pomimo młodego wieku, Plichta jeszcze przed Amber Gold prowadził działalność w branży finansowej. Jego pierwsza firma, Multikasa, prowadziła punkty kasowe, w których klienci mogli, jak zapewniała spółka, opłacać rachunki z niższymi niż poczta prowizjami i zniżkami dla emerytów. Okazało się jednak, że pieniądze nigdy nie trafiły do właściwych odbiorców.

Sprawa trafiła do UOKiK, który w czerwcu 2004 r. zdecydował, że spółka narusza zbiorowe interesy konsumentów. Plichta, używający wtedy nazwiska Stefański, został skazany na karę roku i dziesięciu miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata za przywłaszczenie ponad 174 tys. zł, wpłaconych przez około 400 klientów Multikasy.

Plichta tak tłumaczy tamtą sprawę: „Faktycznie zostałem skazany prawomocnym wyrokiem sądu. Broniłem się, ale sąd nie podzielił moich racji. Wyrok się uprawomocnił, należy go zaakceptować. Naprawiłem wyrządzoną szkodę wszystkim pokrzywdzonym”.

Plichta szybko powrócił do działalności w branży finansowej. W styczniu 2009 roku, razem z zoną Katarzyną, założył Grupę Inwestycyjną Ex, która pół roku później zmieniła nazwę na Amber Gold. Jak doszło do tego, że osoba, która prowadziła już sieć pośrednictwa finansowego i której udowodniono oszukiwanie klientów, mogła bez problemów wrócić do pracy w tej branży? Byłoby to niemożliwe, gdyby chodziło na przykład o bank lub fundusz inwestycyjny, ponieważ nadzór finansowy stawia wymóg niekaralności dla osób opiekujących się pieniędzmi klientów tych instytucji. Jednak pośrednicy finansowi, a taką działalność miała świadczyć Amber Gold, nie podlegają kontroli KNF i ich te wymogi nie dotyczą.

Sam Plichta deklarował, że Amber Gold jest pierwszym w Polsce domem składowym i zgodnie z przepisami podlega jurysdykcji ministerstwa gospodarki. Jednak okazało się, że polskie prawo zabrania prowadzenia domu składowego osobie, która jest skazana prawomocnym wyrokiem za przestępstwo finansowe, dlatego w czerwcu 2010 roku minister gospodarki odebrał spółce Plichty ten status. W tym samym czasie KNF wciągnął Amber Gold na listę ostrzeżeń, a jej działalnością zajęła się prokuratura.

Kolejne restrykcje nie zmusiły jednak Plichty do zamknięcia spółki. Co więcej, firma rozwijała się w zawrotnym tempie. Jak podaje „Puls Biznesu”, w 2009 roku przy przychodach 1,5 mln zł Amber Gold zarobiła połowę tej kwoty. Jeszcze ambitniejsze plany spółka miała na 2010 rok – przychody na sumę „około 60 mln zł”, a zysk na „około 48 proc. przychodów”.

Nie wiadomo jednak, czy plany te udało się zrealizować, ponieważ Amber Gold nie składa sprawozdań finansowych w KRS. Dopiero teraz gdański sąd wezwał spółkę do złożenia sprawozdania za 2010 rok pod rygorem grzywny.