Nowy szef lubelskiej kopalni z Bogdanką związany jest od początku swojej pracy zawodowej. Przeszedł wszystkie szczeble kariery w spółce: od stażysty pod ziemią, przez nadsztygara górniczego, do kierownika działu robót górniczych. Kiedy w połowie ubiegłej dekady zostawał szefem pola wydobywczego Nadrybie, niewielu stawiało na to, że po niespełna roku wejdzie do zarządu spółki i stanie na czele całego wydobycia. – Dostał szansę i ją wykorzystał – mówi osoba z najbliższego otoczenia Stopy.

Od 2006 r. był w spółce numerem dwa. Z drugiego planu wydostał się dopiero pod koniec listopada 2012 r., kiedy wygrał konkurs na nowego szefa Bogdanki. Kilka dni wcześniej Witold Daniłowicz, szef rady nadzorczej spółki, opowiadał DGP, że na czele kopalni musi stanąć prawdziwy lider. Wskazywał, że spółka potrzebuje charyzmatycznej osobowości będącej w stanie szybko przyćmić odejście żywej legendy, jaką dla Bogdanki był Mirosław Taras.

Dwa dni przed nominacją Stopa wziął udział w uroczystym wmurowaniu kamienia węgielnego pod budowę największego bloku węglowego w Polsce w Elektrowni Kozienice. Był w świetnym nastroju i dopisywał mu humor. Początek realizacji kozienickiej inwestycji oznaczał, że bajeczny kontrakt z Eneą, do której należy elektrownia, wszedł w życie. Pierwsze dostawy węgla ruszą w 2017 r. i potrwają przynajmniej do końca 2036 r. Szacunkowa wartość umowy to 11,25 mld zł.

W polowaniu na długoterminowe umowy Bogdanka jest zresztą absolutnym numerem jeden. Lubelska kopalnia zgarnęła trzy największe umowy na rynku na dostawy węgla kamiennego dla Kozienic, pomorskiej elektrowni Jana Kulczyka i siłowni Energi w Ostrołęce. Ten ostatni projekt został ostatnio zawieszony, a właściciel przebąkuje o zmianie paliwa na gaz. W Bogdance odetchnęli z ulgą. Realizacja wszystkich trzech umów i dotychczasowych zamówień i tak byłaby niemożliwa. Branża czeka teraz na rozstrzygnięcia w sprawie elektrowni Północ.

Analitycy od dawna wskazują, że spółka – której głównymi akcjonariuszami są nastawione na osiągnięcie jak najwyższej stopy zwrotu fundusze emerytalne – jest zagrożona wrogim przejęciem. Jedno wezwanie do sprzedaży akcji kopalni już było – ponad dwa lata temu lubelską spółkę chciał przejąć czeski miliarder Zdenek Bakala. O możliwości kolejnego – tym razem ze strony Jastrzębskiej Spółki Węglowej – pisał niedawno DGP.

Zdaniem specjalistów w Polsce i regionie znalazłoby się więc kilku graczy gotowych wyłożyć nawet 5 mld zł dla ok. 400 mln zł zysku operacyjnego rok w rok pewnego niemal jak w banku. To dlatego sam Stopa mówi DGP, że kolejne wezwanie na 100 proc. akcji Bogdanki nie byłoby dla niego zaskoczeniem.

Odważny, konsekwentny, opanowany, innowacyjny – w ten sposób najczęściej określają charakter Stopy ludzie z jego otoczenia. Szef kopalni z wieloma członkami 4-tysięcznej załogi jest na „ty”. Nawet będąc członkiem zarządu, potrafił zrzucić marynarkę i zjechać pod ziemię. Jako byłemu szefowi dozoru technicznego do dziś zostało mu surowe podejście do zasad przestrzegania przepisów bhp. Już po objęciu stanowiska prezesa nie ugiął się przed wstawiennictwem związków zawodowych za kilkoma górnikami, którzy z przepisami byli na bakier. Złamali zasady – musieli ponieść konsekwencje.

Prywatnie szef Bogdanki jest zapalonym kibicem piłki nożnej. Podczas studiów na krakowskiej AGH zakochał się w „Białej Gwieździe”, czyli Wiśle Kraków. Ostatnio nie ma jednak powodów do zadowolenia. – To już nie jest drużyna na mistrzostwo. Muszą się przyzwyczajać do gry w środku ligi. Dobre czasy już były – kwituje.