Liczbę tę w wypowiedzi dla gazety podała prof. Krystyna Iglicka - ekonomistka i ekspert ds. demografii warszawskiego Centrum Stosunków Międzynarodowych, doradca polskiego rządu.

Według jej obliczeń utrata pracy w związku z recesją, spodziewaną w obu krajach w 2009 r., grozi ok. 400 tys. Polakom. Jej zdaniem niektórzy będą szukali pracy w innych krajach UE, a reszta wróci do Polski, gdzie skutki krachu na międzynarodowych rynkach finansowych nie wystąpiły w zakresie porównywalnym do krajów zachodnich, a gospodarka nadal rośnie.

"Polacy są szczególnie narażeni na skutki hamowania gospodarki brytyjskiej, ponieważ w ogromnej większości wykonują prace nie wymagające kwalifikacji lub wymagające niskich kwalifikacji w segmencie rynku pracy, który nie daje im bezpieczeństwa zatrudnienia" - pisze "Daily Telegraph".

"Rosnący kurs złotego wobec funta powoduje, że wielu Polaków wykonujących w W. Brytanii prace poniżej zawodowych kwalifikacji i umiejętności, nie czuje potrzeby pracy w długich godzinach i na złych warunkach" - dodaje dziennik.

Gospodarka brytyjska odczuje wyjazd wykwalifikowanych polskich pracowników, a ich niedobór odbije się na niektórych prestiżowych projektach budowlanych, takich jak inwestycje realizowane z myślą o olimpiadzie w 2012 r. Wkład polskich imigrantów do kasy brytyjskiego fiskusa oceniany jest na 1,9 mld funtów rocznie.

Zdaniem prof. Iglickiej fala powrotów Polaków może mieć również negatywne skutki dla polskiej gospodarki, ponieważ rynek pracy będzie miał trudności z wchłonięciem tak dużej liczby ludzi w krótkim czasie, tym bardziej że gospodarka, choć wciąż prężna, spowalnia. Dlatego prof. Iglicka radzi, by rząd przygotował się na ewentualność ich powrotu.

T.B.,(PAP)