Dla sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw znaczenie ma stabilność oraz ograniczenie barier administracyjnych, które od lat hamują inwestycje i bieżący rozwój. Mariusz Filipek wskazuje, że zostały już wdrożone rozwiązania, które mają ułatwić prowadzenie biznesu, a kolejne są w planach. Nadrzędnym celem rządu ma być stworzenie warunków, w których przedsiębiorca nie boi się wizyty w urzędzie ani nie zostaje przytłoczony formalnościami, skomplikowanymi procedurami i tonami papieru.
Wśród zmian, które już weszły w życie i przynoszą firmom ulgę, Mariusz Filipek wskazuje reformę systemu kontroli. Dotychczasowy limit czasu kontroli u mikro, małych i średnich przedsiębiorców został zredukowany o połowę, z 12 do 6 dni w ciągu roku. Nowością jest też wymóg ich zapowiadania. Organ planujący wizytę w firmie ma obecnie obowiązek uprzedzenia o inspekcji, precyzując przy tym jej dokładny zakres i przedmiot.
Dwie strony podatków
Mimo tych ułatwień przedsiębiorcy wciąż mierzą się z licznymi przeszkodami. Najczęściej zgłaszanym postulatem pozostają podatki. Jak zauważa Mariusz Filipek, oczekiwanie maksymalnego uproszczenia zasad i obniżenia danin jest z perspektywy biznesu całkowicie naturalne. Zwraca on jednak uwagę na drugą stronę medalu, czyli na to, że stabilne funkcjonowanie państwa i całego systemu publicznego zależy od wpływów budżetowych. Dlatego konieczne jest wyważenie interesów obu stron.
Wskazuje też na problem przewlekłości procedur i konieczność rozróżnienia pojęć nadregulacji oraz biurokracji. W ocenie Mariusza Filipka biurokracja bywa w dużej mierze przywarą samych urzędników, w których tkwi obawa przed podejmowaniem decyzji i otwartą interpretacją przepisów na korzyść petenta. Postuluje w związku z tym, by urzędnik nie ponosił kar za ewentualne rozstrzygnięcia sprzyjające firmie. Warunkiem koniecznym do skrócenia procedur jest także stosowanie wiążących interpretacji ogólnych, tak, aby przedsiębiorca z tym samym problemem nie spotykał się z odmienną wykładnią w urzędach.
Odnosząc się do nadprodukcji prawa, Mariusz Filipek przypomniał słynną ustawę ministra Wilczka, która liczyła zaledwie 54 artykuły. Dzisiejszy gąszcz regulacji wynika m.in. z implementacji przepisów Unii Europejskiej, która choć strategicznie korzystna dla Polski, generuje dodatkowe obowiązki. Deregulacja ma usuwać zbędne przepisy i upraszczać pozostałe.
Cyfryzacja ułatwia
Odpowiedzią na zatory i braki kadrowe w administracji staje się postępująca cyfryzacja, spopularyzowana w okresie pandemii. Obok e-rozpraw w sądach powszechnych, kluczowym krokiem dla firm było uruchomienie rozpraw online przed Krajową Izbą Odwoławczą. W realiach rynku zamówień publicznych, którego roczna wartość sięga 600 mld zł, zdalne procedowanie oznacza oszczędność czasu i kosztów.
Mariusz Filipek deklaruje, że usprawnienia mają wynikać ze stałego dialogu. Lokalne i ogólnopolskie zrzeszenia pracodawców na bieżąco przekazują w związku z tym postulaty władzom samorządowym oraz rządowi w ramach Rady Dialogu Społecznego i zespołów resortowych. Sam proces deregulacji ma mieć natomiast charakter ciągły. Jak wskazał Mariusz Filipek, zaledwie dzień przed rozmową na Kongresie MŚP (8 października) zespół deregulacyjny przyjął kolejny pakiet propozycji, które wkrótce trafią do projektów ustaw.
PAO