Rozmowa, która odbyła się podczas Kongresu MŚP we Wrocławiu poświęcona była jednemu z kluczowych wyzwań transportu publicznego: perspektywie 2030 roku oraz wdrażaniu czwartego pakietu kolejowego. Choć liberalizacja uchodzi powszechnie za szansę, Wojciech Zdanowski zaznacza, że rzetelna ocena sytuacji wymaga spojrzenia na specyfikę dotychczasowego polskiego sukcesu. Ostrzega w ten sposób przed podejmowaniem pochopnie kroków.
Spektakularny wzrost na Dolnym Śląsku
Wojciech Zdanowski zaznaczył, że ostatnie dwie dekady w przewozach regionalnych to czas ogromnego skoku. Po głębokim regresie lat 90. nastąpiło odrabianie strat. Na Dolnym Śląsku w niespełna 20 lat liczba połączeń wzrosła aż czterokrotnie. Było to możliwe przede wszystkim dzięki usamorządowieniu kolei oraz bezpośredniemu powierzaniu zadań spółkom samorządowym przez władze województw. Taki model dał swobodę kształtowania oferty i elastycznego reagowania na potrzeby pasażerów. Efekt wzmocniły zakupy nowoczesnego taboru oraz modernizacje torów, pozwalające pociągom osiągać prędkości do 160 km/h. Pasażerowie dzięki tym zamiano masowo wrócili do kolei, co dodatkowo potęgują jeszcze rosnące ceny paliw. Dziś kluczowym zadaniem, jak zauważa wiceprezes Kolei Dolnośląskich jest to, by wprowadzając nowe unijne reguły, „nie wylać dziecka z kąpielą”.
Problem z prawem unijnym
Główną obawą związaną z czwartym pakietem kolejowym jest narzucenie formalnego obowiązku przetargowego wyboru przewoźnika. Wojciech Zdanowski zwraca uwagę, że modele przetargowe mogą drastycznie ograniczyć elastyczność oferty. Co więcej, rozwój transportu staje dziś przed fizyczną barierą przepustowości sieci. Dawniej problemem był nienajlepszy stan torów i niska prędkość. Dziś na kluczowych węzłach w Polsce powstają zatory kolejowe przypominające drogowe korki. Swobodne dodawanie kolejnych pociągów bywa niemożliwe, dlatego priorytetem przed otwarciem rynku powinno być udrożnienie infrastruktury i zapewnienie niezawodności kursów.
Doświadczenia kolei w Europie
Wiceprezes Kolei Dolnośląskich przestrzega przed bezkrytycznym kopiowaniem zagranicznych schematów, wskazując, że w Europie nie ma jednego modelu działania. Wskazuje, że jest wiele krajów, które zdecydowały się na liberalizację i dziś płacą za to wysoką cenę. W Niemczech przewoźnicy borykają się z licznymi kłopotami i przeciążeniem sieci. W Czechach, gdzie rynek zliberalizowano, dynamika wzrostu liczby pasażerów jest wyraźnie niższa niż w Polsce. W małych krajach, takich jak Belgia, funkcjonuje w zasadzie jeden podmiot, a hiszpański sukces konkurencji dotyczy segmentu dalekobieżnego.
Wojciech Zdanowski przypomina także zbyt gwałtowne próby wejścia na rynek czeskiego przewoźnika, które zakończyły się poważnymi perturbacjami. Zwraca jednocześnie uwagę, że Koleje Dolnośląskie zbliżają się w tym roku do granicy 30 milionów pasażerów i podkreśla, że przewoźnik nie boi się konkurencji. Firma stale inwestuje w tabor i pilnuje dyscypliny kosztowej. Jednak aby kolejowa rewolucja nie stanęła na czerwonym świetle, zdaniem Wojciecha Zdanowskiego prawo musi zagwarantować samorządom pełną swobodę wyboru modelu organizacji przewozów.
PAO