Na tle państw tzw. starej Unii Europejskiej osiągnięcia Polski rzeczywiście prezentują się bardzo dobrze. W ciągu ponad 20 lat członkostwa w UE polska gospodarka wyraźnie zmniejszyła dystans rozwojowy względem krajów UE-15. Obraz zmienia się jednak, gdy europejską perspektywę zastąpimy globalną i punktem odniesienia staną się Stany Zjednoczone czy szybko rozwijające się gospodarki należące do takich ugrupowań jak ASEAN, BRICS lub Mercosur. W takim zestawieniu wyniki Polski pozostają dobre, ale trudno mówić o globalnym przywództwie pod względem tempa wzrostu.
Znaczenie ma również sposób mierzenia procesu doganiania bogatszych gospodarek. Jak podkreśla ekspert, obraz realnej konwergencji może różnić się w zależności od tego, czy wykorzystujemy dane oparte na parytecie siły nabywczej, czy na rynkowych kursach walutowych. Istotna jest także zmiana liczby ludności. PKB per capita jest bowiem relacją wielkości gospodarki do liczby mieszkańców, dlatego spadek populacji może ceteris paribus (przy innych czynnikach niezmienionych – red.) podnosić ten wskaźnik i poprawiać statystyczny obraz konwergencji. Dr Maszczyk wskazuje, że właśnie ten mechanizm miał znaczenie w państwach Europy Środkowo-Wschodniej. To, co krótkookresowo sprzyja wzrostowi PKB na mieszkańca, w długiej perspektywie staje się jednak wyzwaniem dla potencjału wzrostowego gospodarki.
Jeszcze ważniejsze jest więc pytanie o źródła wzrostu gospodarczego. Bowiem, dla dalszego zmniejszania dystansu wobec najbardziej rozwiniętych państw konieczna będzie zmiana dotychczasowego modelu. Ekspert SGH wskazuje przede wszystkim na potrzebę większego wykorzystania innowacji, rozwijania gospodarki opartej na wiedzy oraz zwiększania zasobu kapitału.