Inżynier z szerokim spojrzeniem
Zdaniem prof. Andrzeja Szaraty, teza o nieinnowacyjnej Polsce nie wytrzymuje konfrontacji z dorobkiem krajowych uczelni technicznych i przemysłu. Polskie szkoły kształcą inżynierów szerzej niż wynikałoby to z ich wąskiej często specjalizacji. Studenci nie zawsze doceniają dodatkowe dziedziny, ale właśnie dzięki nim mają potem szerokie horyzonty, potrafią spojrzeć na problem przekrojowo, połączyć wiedzę z różnych obszarów i szybciej odnaleźć się w firmie. To daje im przewagę w pędzącym świecie.
Rektor Politechniki Krakowskiej podkreślał, że absolwenci polskich uczelni są cenieni przez międzynarodowych pracodawców, tworzą patenty i rozwiązania wykorzystywane w wielu miejscach świata, a często i globalnie. Jako przykłady wskazał technologie rozwijane przez firmy takie jak Newag czy Fakro. W jego ocenie, przejawem innowacyjności jest nie tylko wynalazek, lecz także umiejętność skutecznego zastosowania wiedzy w produkcie, procesie i dużym przedsięwzięciu infrastrukturalnym.
Drogi i tunele jako test kompetencji
Prof. Szarata za jeden z najważniejszych dowodów uznał cywilizacyjny skok w infrastrukturze. Polska zbudowała w ostatnich dwóch dekadach około 5,5 tys. km dróg szybkiego ruchu, a rodzimi specjaliści zdobyli kompetencje potrzebne do realizacji tuneli i innych trudnych inwestycji. Pracowali przy nich w firmach z kapitałem niemieckim, austriackim, hiszpańskim czy chińskim, lecz to ich wiedza przesądzała o wykonaniu projektów.
Rozwój kompetencji ma także wymiar ekonomiczny. Rektor zwrócił uwagę, że koszt rozważanego dziś metra w Krakowie jest zbliżony do wycen sprzed dekady, mimo inflacji i wzrostu cen robót. Tłumaczył to istnieniem w Polsce firm i zespołów, które nauczyły się budować tunele. W takim ujęciu innowacyjność nie jest abstrakcyjnym wskaźnikiem, ale zdolnością do wykonywania coraz bardziej złożonych zadań taniej, sprawniej i własnymi siłami.
Kapitał powinien dzielić ryzyko z innowatorami
Największą barierą pozostaje jednak niedobór kapitału gotowego zaakceptować wysokie ryzyko. Startupy technologiczne wymagają wielu inwestycji, a sukces osiąga tylko część. Andrzej Szarata przywołał przykład Creotech, firmy działającej w zaawansowanych technologiach satelitarnych oraz polskich producentów autobusów — Solarisa i NesoBusa. Ten ostatni w krótkim czasie zaprojektował od podstaw autobus wodorowy, uzyskał homologację i zbudował zakład zdolny do produkcji 300 pojazdów rocznie.
Rozmówca DGP przekonywał, że państwo powinno wskazać kilka obszarów, w których Polska może osiągnąć światową przewagę, zamiast próbować być najlepszą we wszystkim. Jako przykład podał wodór: od elektrolizerów i energooszczędnej produkcji przez magazynowanie i dystrybucję po autobusy oraz konwersję silników. Wsparcie nie może kończyć się na grantach badawczych. Potrzebne są zamówienia publiczne i mechanizmy przejmujące część ryzyka, by przedsiębiorstwa nie wybierały automatycznie gotowych technologii z zagranicy.
Bez takiego impulsu polskie rozwiązania mogą przegrać nie dlatego, że są słabsze, lecz dlatego, że ich pierwszy nabywca obawia się awarii i kosztów wdrożenia. Jeśli jednak państwo pomoże firmom przejść ten etap, mogą one skalować produkcję, zatrudniać kolejnych inżynierów i zwiększać wpływy podatkowe. Dla profesora Szaraty byłaby to nie dotacja, lecz inwestycja w długofalowy rozwój gospodarki.
ZB