Forsal logo

Macie rynnę przy domu? Można za to zapłacić 10 tysięcy złotych kary. Kontrolerzy nie mają litości

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
33 minut temu
Macie rynnę przy domu? Można za to zapłacić 10 tysięcy złotych kary. Kontrolerzy nie mają litości
Macie rynnę przy domu? Można za to zapłacić 10 tysięcy złotych kary. Kontrolerzy nie mają litości/Shutterstock
Wtłaczają dym do studzienki kanalizacyjnej, a potem sprawdzają, czy wydostaje się z rynien lub kratek przy domach. W ten sposób pracownicy wodociągów namierzają właścicieli posesji, którzy nielegalnie odprowadzają deszczówkę do kanalizacji sanitarnej. Problem jest poważny, bo takie praktyki mogą prowadzić do awarii, podtopień i wyższych kosztów odbioru ścieków. Grozi za to wysoka grzywna.

Dym z kanalizacji zdradza nielegalne przyłącze

Nie każdy właściciel domu zdaje sobie sprawę, że sposób odprowadzania wody deszczowej z dachu może narazić go na poważne konsekwencje. Tymczasem nielegalne kierowanie deszczówki do kanalizacji sanitarnej jest problemem, z którym mierzy się coraz więcej samorządów.

Dlaczego wodociągi tak stanowczo reagują na takie praktyki? Kanalizacja sanitarna jest przeznaczona do odprowadzania ścieków bytowych, a nie dodatkowych ilości wody opadowej. Jej przeciążenie może prowadzić do awarii i podtopień, szczególnie wtedy, gdy do systemu trafia więcej wody, niż jest on w stanie bezpiecznie odprowadzić.

Dlatego przedsiębiorstwa wodociągowe i komunalne prowadzą kontrole, które mają wykrywać nielegalne przyłącza. Jedna ze stosowanych metod może zaskoczyć właścicieli nieruchomości. Do studzienki kanalizacyjnej wtłaczany jest dym, a pracownicy obserwują, gdzie się wydostaje. Jeżeli pojawia się w przydomowych rynnach lub kratkach odwodnieniowych, może to wskazywać na nieprawidłowe połączenie instalacji.

Kanalizacja sanitarna nie jest przystosowana do deszczówki. Skutki mogą być kosztowne

Nielegalne odprowadzanie wody opadowej do kanalizacji sanitarnej to nie tylko problem formalny. Takie działanie może powodować konkretne szkody, za które pośrednio płacą również pozostali mieszkańcy. Jak wyjaśniają fachowcy, kanalizacja sanitarna ma mniejsze średnice rur niż kanalizacja deszczowa. Kiedy trafiają do niej dodatkowe, duże ilości wody opadowej, system może zostać przeciążony. W efekcie rośnie ryzyko awarii i podtopień.

Problemem są również zanieczyszczenia niesione przez deszczówkę. Piasek, kamienie i inne drobne zanieczyszczenia mogą przyspieszać zużycie urządzeń kanalizacyjnych. Do tego dochodzą wyższe koszty energii elektrycznej, ponieważ konieczne staje się pompowanie dodatkowych ilości wody.

Takie obciążenie nie pozostaje bez wpływu na finanse przedsiębiorstw komunalnych. Utrzymanie i eksploatacja systemu kosztują więcej, a dodatkowe wydatki mogą ostatecznie przełożyć się na cenę odbioru ścieków sanitarnych.

To właśnie dlatego samorządy coraz większą wagę przywiązują do wykrywania nielegalnych przyłączy. Właściciele posesji nie mogą zakładać, że skoro instalacja znajduje się na ich terenie, nikt nie sprawdzi, dokąd trafia woda z dachu.

Wpuszczają dym do studzienki i sprawdzają, gdzie się wydostaje

Jak wygląda taka kontrola w praktyce? Jedną z metod stosowanych przez przedsiębiorstwa komunalne jest wtłaczanie dymu do studzienki kanalizacyjnej. Następnie pracownicy sprawdzają, czy wydostaje się on z rynien, kratek odwodnieniowych lub innych elementów instalacji na kontrolowanej posesji.

Taką metodę stosuje między innymi Przedsiębiorstwo Inżynierii Komunalnej w Pszczynie. Informował o tym portal Samorządowy, czyli portalsamorzadowy.pl. Do przeprowadzania kontroli wykorzystywana jest specjalna wytwornica, która produkuje białą mgłę z roztworu płynu posiadającego odpowiednie atesty do stosowania w pomieszczeniach zamkniętych.

Wytwarzany dym jest bezwonny i nieszkodliwy dla ludzi oraz zwierząt. Jego zadaniem jest ujawnienie nieprawidłowości w połączeniach instalacji, a nie powodowanie zagrożenia dla mieszkańców. Dzięki tej metodzie można sprawdzić, czy woda opadowa z dachu lub odwodnienia posesji nie trafia do systemu przeznaczonego do odbioru ścieków sanitarnych. Nielegalne przyłącze, które na co dzień pozostaje niewidoczne, może w ten sposób zostać wykryte podczas kontroli.

Najpierw wezwanie do usunięcia nieprawidłowości. Potem może być znacznie drożej

Co grozi właścicielowi nieruchomości, u którego kontrola wykaże nielegalne odprowadzanie deszczówki do kanalizacji sanitarnej? W pierwszej kolejności może otrzymać pismo zobowiązujące go do usunięcia nieprawidłowości. Konieczne jest trwałe odcięcie nielegalnego przyłącza, a następnie zapewnienie zgodnego z przepisami sposobu zagospodarowania wody opadowej.

Możliwości jest kilka. Właściciel posesji może zastosować drenaż, zamontować zbiornik na deszczówkę, którą później wykorzysta na przykład do podlewania ogrodu, albo skierować wodę do odpowiedniej kanalizacji deszczowej, jeżeli istnieje taka możliwość.

Jak wyjaśniał portal Samorządowy, takie rozwiązania pozwalają usunąć problem bez konieczności dalszego korzystania z nielegalnego połączenia. Nie oznacza to jednak, że każdy przypadek zakończy się wyłącznie na wezwaniu. Za nielegalne odprowadzanie deszczówki do kanalizacji sanitarnej może grozić również grzywna sięgająca nawet 10 tys. zł.

Dla właścicieli domów oznacza to, że warto sprawdzić sposób podłączenia rynien i odwodnienia posesji, zanim nieprawidłowość zostanie ujawniona podczas kontroli. Pozornie niewielkie rozwiązanie techniczne może bowiem doprowadzić do poważniejszych problemów, a jego usunięcie po interwencji przedsiębiorstwa komunalnego może okazać się znacznie bardziej kłopotliwe.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Jagienka Michalik
Jagienka Michalik

Absolwentka politologii i dziennikarstwa na  Uniwersytecie Jagiellońskim, także PR-owiec.  Przez blisko dziesięć lat jej pasją było radio, gdzie prowadziła audycje i robiła reportaże,  ostatecznie zwyciężyła magia mediów  internetowych. Bliskie są jej tematy związane z rynkiem pracy i przedsiębiorczością. Lubi rozmawiać z ludźmi i opisywać ich historie, także  te biznesowe, prowadzące do sukcesu. Prywatnie wielbicielka psów i kotów, górskich wędrówek, jazdy na nartach i podróży w miejsca nieoczywiste. 

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraMacie rynnę przy domu? Można za to zapłacić 10 tysięcy złotych kary. Kontrolerzy nie mają litości »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj