Forsal logo

Dlaczego ludzie zastygają w bezruchu, gdy słyszą strzały? Tak mózg reaguje na zagrożenie

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
dzisiaj, 10:26
Kraków
Kraków/PAP
Gdy pojawia się nagłe niebezpieczeństwo, nie wszyscy natychmiast uciekają. Niektórzy na kilka chwil nieruchomieją, choć wiedzą, że powinni działać. To nie musi oznaczać braku odwagi. Za taką reakcją stoją automatyczne mechanizmy układu nerwowego.

Nagły huk, krzyk lub widok uciekającego tłumu uruchamia w organizmie reakcję alarmową. Mózg próbuje w ułamku sekundy ocenić, czy sytuacja rzeczywiście zagraża życiu. Przyspiesza tętno, zmienia się oddech, uwaga skupia się na sygnałach zagrożenia. Nie zawsze jednak pierwszym efektem jest ruch. Czasem człowiek zamiera, aby zorientować się, co się dzieje i skąd nadchodzi niebezpieczeństwo. Taką krótką reakcję określa się jako „freezing”, czyli znieruchomienie.

Zastyganie nie jest świadomym wyborem

W potocznym wyobrażeniu człowiek w kryzysie powinien od razu uciekać albo walczyć. Rzeczywiste reakcje są bardziej złożone. Obok mobilizacji do ucieczki i obrony może pojawić się bezruch, dezorientacja czy trudność z podjęciem decyzji. W dużej mierze są to reakcje automatyczne, a nie rezultat chłodnej kalkulacji. Dlatego ocenianie świadków po fakcie słowami „dlaczego po prostu nie uciekli?” jest często niesprawiedliwe.

Dlaczego mózg potrzebuje chwili?

Podczas niespodziewanego zdarzenia informacje bywają sprzeczne. Huk może przypominać petardę, przewrócony przedmiot albo wystrzał. Człowiek szuka potwierdzenia: obserwuje otoczenie, twarze innych osób i kierunek, z którego dobiegł dźwięk. To naturalna próba zrozumienia sytuacji, lecz przy realnym zagrożeniu może kosztować cenny czas. Dodatkowo silny stres ogranicza zdolność przetwarzania wielu informacji naraz i utrudnia wybór spośród kilku możliwych działań.

Nie każdy reaguje tak samo

Na zachowanie wpływają między innymi stopień zaskoczenia, odległość od zagrożenia, wcześniejsze doświadczenia, dostępność drogi ewakuacji i zachowanie otaczających ludzi. Ta sama osoba w różnych okolicznościach może zareagować inaczej. Krótkie znieruchomienie nie oznacza też automatycznie długotrwałego paraliżu. U części osób po chwili pojawia się działanie, u innych dezorientacja utrzymuje się dłużej. Nie ma prostego testu, który pozwoli przewidzieć reakcję konkretnego człowieka.

Tłum może pomóc, ale może też opóźniać reakcję

W miejscach publicznych ludzie często spoglądają na innych, próbując ocenić powagę sytuacji. Jeżeli otoczenie pozostaje spokojne, łatwo uznać, że alarm jest fałszywy. Gdy inni zaczynają biec, może dojść do gwałtownego naśladowania ich zachowania. Żaden z tych mechanizmów nie gwarantuje bezpieczeństwa. Warto samodzielnie zwracać uwagę na sygnały zagrożenia i dostępne drogi wyjścia, zamiast wyłącznie kierować się zachowaniem tłumu.

Czy można przygotować się na taką sytuację?

Nie da się całkowicie wyłączyć odruchu zastygania. Można jednak zmniejszyć liczbę decyzji, które trzeba podejmować w stresie. Pomaga znajomość prostych zasad: jeśli istnieje bezpieczna droga, oddal się od zagrożenia; jeśli nie możesz uciec, ukryj się i wycisz telefon; gdy jesteś bezpieczny, zawiadom służby pod numerem 112. Warto też zauważać wyjścia ewakuacyjne w budynkach i uczestniczyć w rzetelnych szkoleniach z pierwszej pomocy oraz reagowania kryzysowego. Ćwiczenie scenariuszy może ułatwić przypomnienie sobie właściwych działań, ale nie daje gwarancji określonej reakcji.

Co zrobić, gdy ktoś obok zamarł?

Jeżeli można to zrobić bez narażania siebie, pomocne bywa krótkie, konkretne polecenie: „Tędy, do wyjścia” albo „Schowaj się za tą ścianą”. W silnym stresie proste komunikaty mogą być łatwiejsze do zrozumienia niż długie tłumaczenia. Nie należy jednak zatrzymywać się w niebezpiecznym miejscu ani podejmować prób pomocy, które zwiększą liczbę poszkodowanych. Priorytetem pozostaje własne bezpieczeństwo i możliwość wezwania służb.

Po wszystkim reakcja może wrócić we wspomnieniach

Osoby, które przeżyły nagłe zagrożenie, czasem odtwarzają w myślach każdą sekundę i obwiniają się za to, że nie zareagowały szybciej. Tymczasem automatyczny bezruch nie jest dowodem słabości. Po dramatycznym zdarzeniu mogą wystąpić problemy ze snem, napięcie, natrętne wspomnienia czy nadmierna czujność. Jeśli objawy są silne, utrzymują się lub utrudniają codzienne funkcjonowanie, warto skorzystać z pomocy psychologa lub lekarza.

Najważniejsze: rozumieć reakcję, nie oceniać ludzi

Głośne zdarzenia z użyciem broni skłaniają do pytania, dlaczego jedni uciekają natychmiast, a inni pozostają nieruchomi. Odpowiedź nie sprowadza się do odwagi lub jej braku. W obliczu zagrożenia mózg może na moment zatrzymać działanie, próbując ocenić sytuację. Wiedza o tym mechanizmie pomaga rozsądniej oceniać zachowania świadków i lepiej przygotować się na kryzys. Najbardziej praktyczny wniosek jest prosty: warto wcześniej znać podstawowe zasady bezpieczeństwa, bo w chwili silnego stresu na spokojne analizowanie sytuacji może zabraknąć czasu.

Źródło: forsal.pl
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Zapisz się na newsletter
Zapisz się na newsletter Forsal.pl „Bezpieczeństwo” i otrzymuj najważniejsze informacje dotyczące bezpieczeństwa w Polsce i na świecie.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj