Śląskie Żory, które od stycznia przyszłego roku rezygnują z biletów w transporcie publicznym, wcale nie są wyjątkiem.

Żory tak to sobie wyliczyły: analiza kosztów komunikacji miejskiej przez ostatnie 10 lat pokazała, że systematycznie spada liczba pasażerów, co skutkuje podwyżkami cen biletów. Pociąga to za sobą wzrost dopłat z budżetu gminy do komunikacji. Obecnie stanowi ok. 72 proc. kosztów przewoźnika. Czyli miasto musi dopłacać do komunikacji publicznej (2,4 mln zł), choć teoretycznie jest ona płatna. Po tym, jak zlikwiduje bilety, dopłata wyniesie 3,3 mln zł.

Miasto uważa, że bezpłatne przejazdy mogą zachęcić część osób do pozostania w Żorach, które zdaniem demografów mają stać jednym z trzech miast, które do 2035 r. opuści najwięcej mieszkańców – aż 16 tysięcy.

Przykład idzie z Europy. We Francji obecnie komunikacja jest bezpłatna w 11 miejscowościach (najdłużej, bo od 1971 r. w Colomiers). Od ponad dwóch lat z autobusów bezpłatnie można korzystać w czeskim Frydek-Mistek, w stolicy Gibraltaru czy w Mons i Hasselt w Belgii. Od przyszłego roku bezpłatną komunikację wprowadza też estoński Tallin.

Praktycznie wszystkie tłumaczą swoje decyzje podobnie do Żor – poprawą warunków życia mieszkańców i niewielkimi kosztami utrzymania lokalnego transportu.

>>> Czytaj również: Komunikacja miejska: Jak rozwijać polskie aglomeracje?