Członkowie zarządu NBP i ich kadencje
Ustawa o NBP mówi, że „ustalenia Rady podejmowane są w formie uchwał”. Mówi także, że zarząd NBP „realizuje uchwały Rady”. Faktycznie więc RPP podejmuje decyzje w sprawie stóp procentowych (i nie tylko), ale w życie te uchwały wciela zarząd banku centralnego. Jednak 4 listopada kończy się kadencja II wiceprezesa NBP Adama Lipińskiego i w efekcie liczba członków zarządu spadnie poniżej wymaganej ustawowo liczby. Ustawa o NBP mówi, że zarząd banku centralnego składa się z prezesa i 6–8 członków, w tym dwóch wiceprezesów, tymczasem po zakończeniu kadencji Lipińskiego członków zarządu będzie tylko pięciu, no i na dodatek nie będzie żadnego wiceprezesa (kadencja Marty Kightley, I wiceprezes NBP, upłynęła w marcu tego roku).
Aktualny skład zarządu NBP wraz z upływem kadencji to: Adam Lipiński - wiceprezes NBP - kadencja do 4 listopada 2026 r., Marta Gajęcka - kadencja do 1 stycznia 2027 r., Paweł Mucha - kadencja do 1 września 2028 r., Artur Soboń - kadencja do 6 grudnia 2029 r., Rafał Sura - kadencja do 28 lipca 2028 r., Paweł Szałamacha - kadencja do 12 października 2028 r.
Uchwała ws. zmiany stóp procentowych nie zostanie wprowadzona w życie?
Brak dostatecznej liczby członków zarządu NBP może sprawić, że ewentualna uchwała RPP o zmianie stóp po prostu nie zostanie wprowadzona w życie. Wprawdzie członek Rady Ludwik Kotecki powiedział PAP, że decyzje RPP wchodzą w życie automatycznie. W jego opinii, „kiedy jest podejmowana decyzja, publikowany jest komunikat i każdy zainteresowany wie, jaki jest poziom stóp NBP”. Podkreślił, że „wiedzą to przede wszystkim odpowiedzialni za codzienną realizację polityki pieniężnej pracownicy NBP”.
Rzeczywiście, przyjęte przez RPP w 2008 r. zasady prowadzenia operacji otwartego rynku mówią, że „rentowność operacji podstawowych jest równa obowiązującej stopie referencyjnej NBP, ustalonej przez Radę Polityki Pieniężnej”. Sugerowałoby to, że pracownicy NBP odpowiedzialni za operacje otwartego rynku, powinni automatycznie stosować się do decyzji RPP, jednak faktycznie RPP ma prawo ustalania jedynie ram operacji otwartego rynku, a zarząd te operacje nadzoruje. I decyduje o szczegółach – o wartości operacji podstawowych, o tym, czy konieczne są operacje dostrajające oraz jaka stopa powinna być zastosowana przy tym rodzaju operacji.
Czy NBP może prowadzić operacje otwartego rynku?
Jeśli nie będzie nadzorcy – czyli zarządu – to czy w ogóle ktokolwiek będzie prowadził jakieś operacje otwartego rynku? Takich decyzji nie może podjąć ani dyrektor, ani nawet członek zarządu, nie ma też takich uprawnień sam prezes NBP. Ta działalność jest zarezerwowana ustawowo dla zarządu, czyli ciała kolegialnego.
A więc od 4 listopada nie tylko może się okazać, że decyzje RPP nie są realizowane, bo nie ma kto ich realizować, ale przede wszystkim pod znakiem zapytania stanie to, czy NBP wolno w ogóle prowadzić operacje otwartego rynku, które są solą polityki pieniężnej i podstawową częścią działalność banku centralnego.
Aczkolwiek operacje otwartego rynku są prowadzone mniej więcej w rymie tygodniowym (te podstawowe – co tydzień, a dostrajające – nieco rzadziej), tymczasem kurs złotego jest ustalany w sposób ciągły. Oczywiście, w reżimie kursu płynnego bank centralny nie jest obecny na rynku, jednak w ostatnich latach kilkakrotnie dochodziło do interwencji, kiedy – jak swego czasu wyjaśniał to prezes NBP Adam Glapiński – kurs złotego zmieniał się zbyt szybko. NBP interweniował np. wkrótce po napaści Rosji na Ukrainę, gdy złoty mocno się osłabiał.
Zakres działań zarządu NBP
Nadzór nad rynkiem walutowym – a więc i decyzje o interwencjach – są domeną zarządu NBP. Ustawa mówi bowiem, że zarząd odpowiada za „realizowanie zadań z zakresu polityki kursowej”. Gdyby więc okazało się, że w najbliższym czasie doszło do pogłębienia widocznego od kilku miesięcy trendu osłabienia złotego, może pojawić się problem z ewentualnym ratowaniem złotego. Aczkolwiek w tym zakresie NBP może zostać zastąpione przez Ministerstwo Finansów, które już prowadziło takie interwencje, polegające na rezygnacji z wymiany walut w banku centralnym i przepuszczenie np. euro z UE przez rynek walutowy.
Skoro już mowa o MF, to zarząd NBP odpowiada także za sporządzanie rocznego sprawozdania finansowego banku centralnego. A to na tej podstawie obliczany jest roczny wynik NBP. Wprawdzie w ostatnich latach bank centralny notował ujemne wyniki finansowe, ale w roku 2026 – paradoksalnie – może mieć wynik dodatni. To efekt osłabienia złotego. Jeśli złoty do końca roku będzie słaby jak obecnie, to może się okazać, że NBP wygeneruje zysk. Tyle że bez zarządu w ustawowej liczbie członków tego zysku nikt nie wyliczy, a więc i nie będzie wpłaty do budżetu.
Działania prezydenta Nawrockiego
Ten problem może zostać rozwiązany. Paweł Szefernaker informował w październiku, że prezydent Karol Nawrocki ponownie skierował do premiera Donalda Tuska postanowienie o powołaniu czterech członków zarządu NBP. Chodzi o Martę Kightley, do marca I wiceprezes NBP, a także trzech obecnych członków RPP Ludwika Koteckiego, Przemysława Litwiniuka i Marcina Zarzeckiego (Kotecki i Litwiniuk zostali zgłoszeni przez partie obecnej koalicji, a Zarzeckiego zgłosił prezydent).
Ustawa o NBP mówi, że „członków Zarządu NBP powołuje i odwołuje Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej na wniosek Prezesa NBP”. Jednak konstytucja mówi, że „akty urzędowe Prezydenta Rzeczypospolitej wymagają dla swojej ważności podpisu Prezesa Rady Ministrów, który przez podpisanie aktu ponosi odpowiedzialność przed Sejmem”.
Jednak premier Donald Tusk odmówił kontrasygnaty, kiedy te same osoby zostały powołane przez prezydenta do zarządu NBP w lutym. Postanowienie o powołaniu Kightley, Koteckiego, Litwiniuka i Zarzeckiego zostało zwrócone bez podpisu, a więc nie weszło w życie.
Zarzuty wobec prezesa NBP
Jakby sytuacja była za mało skomplikowana, niedawno Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej zarekomendowała postawienie prezesa NBP Adama Glapińskiego przez Trybunałem Stanu. Zarzuty dotyczą m.in. pośredniego finansowania deficytu budżetowego, działania bez należytego upoważnienia Rady Polityki Pieniężnej, nieuprawnionych interwencji walutowych, działań sprzecznych z założeniami polityki pieniężnej, utrudniania pracy członkom RPP i zarządowi banku centralnego, wprowadzania ministra finansów w błąd oraz naruszenia zasad apolityczności.
Niedawno marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty powiedział, że głosowanie nad wnioskiem o postawienie prezesa Glapińskiego możliwe jest w połowie listopada. Jeśli do głosowania dojdzie i Sejm wniosek odrzuci, sprawa będzie jasna. O wiele trudniej jednak powiedzieć, co będzie, jeśli wniosek nie zostanie odrzucony.
Kto i jak podejmuje decyzję o postawieniu prezesa NBP przed Trybunałem Stanu?
Przede wszystkim nie jest jasne, jaką większością głosów ten wniosek powinien zostać przyjęty. Pierwotnie w ustawie o Trybunale Stanu zapisano, że decyzję o postawieniu prezesa NBP przed TS podejmuje Sejm bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Jednak zapisy ustawy o TS trafiły do Trybunału Konstytucyjnego, który uznał ten przepis za niekonstytucyjny. TK zasugerował, że w przypadku prezesa NBP odpowiedni byłby taki sam próg, jaki obowiązuje dla premiera i ministrów, tj. co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby członków Zgromadzenia Narodowego.
W efekcie pojawiły się rozbieżności w interpretacji, jak traktować wyrok TK – czy należy stosować się do sugestii Trybunału, czy też Trybunał wykreślił przepis o bezwzględnej większości głosów i w efekcie wniosek może zostać przegłosowany zwykłą większością głosów.
Do niedawna ustawa o TS zawierała także zapis, że przegłosowanie przez Sejm decyzji o postawieniu prezesa NBP przed tym sądem oznaczało zawieszenie szefa banku centralnego. Ale Trybunał Konstytucyjny – w tym samym wyroku, który też dotyczył większości potrzebnej przy wniosku – uznał ten zapis za niekonstytucyjny.
Polsce grozi paraliż NBP i RPP?
Rzeczywiście, jego stosowanie oznaczałoby paraliż i NBP, i RPP. Jako przykład można wskazać choćby fakt, że decyzje RPP muszą być podejmowane przy udziale co najmniej pięciu członków, w tym Przewodniczącego Rady – którym jest prezes NBP. Innymi słowy – bez prezesa NBP nie ma RPP.
Jednak wykreślenie zapisu o zawieszeniu oznacza, że prezes NBP pełni swoją funkcję do momentu wydania wyroku przez TS. Wtedy – jak mówi ustawa o NBP – prezes może zostać odwołany. Trudno powiedzieć, jak długo będzie trwała rozprawa przed TS, i jakie przyniesie skutki, ale możliwa jest sytuacja, w której Trybunał Stanu zdecyduje o skazaniu prezesa.
Tutaj jednak pojawia się pewien problem. Ustawa mówi bowiem nie o wygaśnięciu kadencji, tylko o odwołaniu. Ta sama ustawa mówi także, że „prezes NBP jest powoływany i odwoływany przez Sejm na wniosek Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej”. Oznacza to, że do odwołania prezesa NBP Adama Glapińskiego konieczny byłby odpowiedni wniosek ze strony prezydenta Karola Nawrockiego. Dopóki tego wniosku nie będzie, prezes NBP nadal będzie pełnił swoją funkcję.
Marek Siudaj
Redaktor i wydawca strony głównej, z redakcjami Grupy Infor (Forsal.pl, Dziennik.pl, GazetaPrawna.pl, Infor.pl, ZdrowieGO.pl) związany od 2010 roku. Zajmuje się tematyką stosunków międzynarodowych, polityki gospodarczej i technologicznej, bezpieczeństwa, a także psychologią, zarządzaniem i pracą. Wcześniej zajmował się naukowo teoriami społeczeństwa sieci.

