Poniedziałkowy atak Rosji na Ukrainę tuż przy wschodniej granicy, poskutkował wysłaniem alertu do mieszkańców Polski. Problem w tym, że wiadomość SMS dostali mieszkańcy... województwa lubuskiego na zachodzie kraju. Wiadomość miała trafić do mieszkańców Lubelszczyzny, jednak w wyniku pomyłki, została wysłana do niewłaściwej grupy odbiorców.
W przypadku alertu wysyłanego przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, takie pomyłki mogą mieć poważne skutki. Były minister cyfryzacji mówi o przyczynach zamieszania.
Błędnie wysłany alert. RCB wystosowało oświadczenie
W poniedziałkowy wieczór mieszkańcy województwa lubuskiego mogli poczuć się nie tylko zaskoczeni, lecz poważnie się wystraszyć. Na ich telefony z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa przyszła wiadomość o treści "Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo". Ostrzeżenie z wiadomych względów wywołało poruszenie.
Dla mieszkańców Lubelszczyzny wiadomość nie byłaby zaskoczeniem: RBC regularnie informuje o atakach w pobliżu granicy, w ostatnich tygodniach ewakuowane były również przejścia graniczne. Jednak dla mieszkańców zachodniej części kraju alert RCB o takiej treści brzmiał niepokojąco.
Wkrótce Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wystosowało oświadczenie o następującej treści: "Podczas dzisiejszej wysyłki Alertu RCB dotyczącego zagrożenia z powietrza doszło do pomyłki. Wiadomość przeznaczona dla osób przebywających na terenie województwa lubelskiego została omyłkowo skierowana do odbiorców w województwie lubuskim".
Jednak w przypadku instytucji, jaką jest Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, trudno mówić o błahej pomyłce.
Jak w komunikacie przyznaje RCB, wiadomość mogła wywołać niepokój i skłonić mieszkańców do podjęcia czynności ochronnych.
Janusz Cieszyński mówi o niedoborze pracowników RCB
Sprawą omyłkowo wysłanego alertu RCB postanowił zająć się były minister cyfryzacji Janusz Cieszyński. Jak przekazał PAP: "instytucja, która odpowiada za koordynację działań w sytuacji kryzysowej jest dziś pozbawiona zasobów wymaganych do poprawnego działania". Zdaniem posła (to wnioski po przeprowadzonej w RCB kontroli poselskiej), liczba pracowników zatrudnionych w RCB jest zbyt mała, by instytucja mogła działać poprawnie.
24 godzinne dyżury w sali operacyjnej pełnią na raz 3 osoby. To one odpowiadają http://m.in. za wysyłkę Alertów RCB. Ponieważ przy każdym alercie obowiązuje zasada dwóch par oczu oznacza to, że podczas takiego dyżuru każda osoba pracuje średnio 16 godzin. Wczorajsza pomyłka nastąpiła po ponad 9 godzinach pracy, więc nie jest wykluczone, że pracownicy byli po prostu przemęczeni
- przekazał poseł za pośrednictwem portalu X.
Pomyłkę adresatów wiadomości wprost określił mianem kompromitacji, dyrektorowi RCB wytknął również brak rozmów na temat funkcjonowania Centrum z rządem. Zdaniem posła pracownicy RCB są nie tylko przeciążeni pracą, lecz także słabo wynagradzani. "le płacą w RCB za 16-godzinną zmianę? Między 7 a 9 tysięcy złotych przy 11,2 tysiącach średniej dla Warszawy. Problemów z pieniędzmi nie ma za to szef RCB, który dorabia w radzie nadzorczej Exatela" - napisał na X Janusz Cieszyński.
Jak w rozmowie z PAP przekazał rzecznik RCB Piotr Błaszczyk, trwa nabór nowych pracowników, w Centrum pojawiło się 28 nowych etatów. Wypowiedzi posła Cieszyńskiego nie zamierza jednak komentować.

