Młodzież z pokolenia Z jest wspaniała. Młodzież z Gen-Z jest beznadziejna. Które z tych zdań jest prawdziwe? Po trochu… oba. Ludzie to ludzie. Są z zasady bardzo różni. Chyba większość z nas zgodzi się, że nie ma generacji stuprocentowo dobrych, ani stuprocentowo złych. Ba, w historii zdarzały się pokolenia, które były oceniane przez poprzedników katastrofalnie źle, a z dzisiejszej perspektywy uchodzą za twórców fundamentalnych zmian na dobre. Np. urodzonym po II wojnie baby boomers – a zwłaszcza wulgarnym, rozwydrzonym i nieodpowiedzialnym hipisom palącym staniki i książeczki wojskowe - zawdzięczamy dekady niespotykanego wcześniej pokoju i dobrobytu w niemal całym świecie zachodnim.
Musimy zatem pamiętać, że rytualne narzekanie „na tę koszmarną współczesną młodzież”, jest stałym elementem w każdym dojrzałym pokoleniu od zarania ludzkości, a nasila się w okresach niepokojów i przełomów, więc nic dziwnego, że i teraz – w erze nawarstwiających się kryzysów i zagrożeń, od wojen po AI – mamy do czynienia z wysypem komentarzy, jacy ci młodzi są beznadziejni i jak to zmarnują nam Polskę, Europę i świat.
Stanowczo się z tą opinią NIE ZGADZAM.
„Młodzi to patologia”
W mijającym tygodniu niemal wiralowo rozprzestrzeniała się opinia Daniela Fouberta, dziennikarza z korzeniami polsko-francuskimi. Już sam tytuł („MŁODZI TO PATOLOGIA”) powinien budzić co najmniej refleksję, bo skoro tak, to przyszłość jest czarna i patologiczna. Przecież innych młodych nie mamy. Tekst Fouberta cytuję w całości, bo doskonale streszcza opinie na temat Zetek i Alf, jakie od wielu miesięcy słyszę z ust przedstawicieli dojrzalszych pokoleń, zwłaszcza Iksów i Millenialsów, ale też (uwaga!) najstarszych Zetek.
„1. Wyprodukowaliśmy pokolenie ludzi, którzy mają dostęp do całej wiedzy ludzkości w kieszeni, a jednocześnie nie wiedzą absolutnie nic. Nie znają historii, geografii, ekonomii ani własnego kraju, ale posiadają opinię na KAŻDY temat. Dawniej, żeby być ignorantem, trzeba było przynajmniej nie mieć dostępu do książek. Dzisiaj ignorancja wymaga aktywnego wysiłku.
2. Nie panują nad własnymi emocjami. Wszystko jest toksyczne", „-traumatyczne". problematyczne" albo „triggerujące". Krytyka staje się atakiem. Dyskomfort staje się cierpieniem. Niepowodzenie staje się traumą. Zamiast nauczyć człowieka radzić sobie z rzeczywistością, nauczono go tworzyć coraz bardziej wyrafinowane słownictwo do opisywania tego, dlaczego rzeczywistość powinna dostosować się do niego.
3. Nie potrafią też docenić tego, co mają. Żyją w jednym z najbezpieczniejszych i najbogatszych okresów historii, otoczeni technologią, o której ich pradziadkowie nie potrafiliby nawet fantazjować, a zachowują się tak, jakby zostali zesłani do kopalni soli w XIV wieku. Ciepłe mieszkanie, pełna lodówka, smartfon wakacje, streaming, dostawa jedzenia pod drzwi - i permanentne poczucie krzywdy.
4. Są źle wychowani. Nie dlatego, że nie znają właściwego widelca do ryby. Gorzej: nie rozumieją, że przestrzeń publiczna należy również do innych ludzi. Głośnik w autobusie, hulajnoga między pieszymi, telefon przy stole, darcie mordy w miejscu publicznym. Świat jest sceną, oni są głównymi bohaterami, a reszta społeczeństwa ma zejść z kadru.
5. Nie potrafią czekać. Nie potrafią się nudzić. Nie potrafią przez pięć minut siedzieć bez bodźca. Telefon musi być sprawdzony podczas jedzenia, rozmowy, spaceru, pracy i kiedyś prawdopodobnie własnego pogrzebu. Pokolenie z największym dostępem do informacji w historii wytrenowało sobie zdolność koncentracji złotej rybki na amfetaminie”.
Zgadzacie się? Ja zdecydowanie NIE.
Jest takie powiedzenie: „Nie pamięta wół, że cielęciem był” mające ponoć trafnie wskazywać przyczynę pokoleniowych napięć i konfliktów. Od zawsze uważam je za błędne. Pokolenia „cieląt” zawsze składają się z garstki ludzi aktywnych - nakręconych pozytywnie lub negatywnie, walczaków, innowatorów, buntowników chcących zmieniać świat – oraz całej reszty, w tym głównie zalęknionych dorastaniem i wyzwaniami dorosłości adaptatorów i obserwatorów. Twierdzę, że ci pierwsi, kiedy dorosną, wspierają podobne sobie niespokojne duchy w pokoleniach nowych „cieląt”, bo doskonale pamiętają, co robili za młodu i po co. Zwłaszcza pozytywnie nakręceni, nawet w późnej starości, nie narzekają na młodzież. Wręcz przeciwnie: kibicują jej i starają się ją wspierać. Bo to jest de facto jedyna nadzieja świata. Powtarzam: innej młodzieży nie mamy.
Diagnoza Młodzieży 2026. Co wie MEN i co z tym zrobi
Podczas niedawnego Kongresu Polityki Społecznej w Krakowie prof. Mirosław Grewiński, prezes Polskiego Towarzystwa Polityki Społecznej, prezentował najważniejsze – w jego opinii – wnioski z 440-stronicowej „Diagnozy Młodzieży 2026” przygotowanej przez liczne grono autorów z wielu dziedzin na zamówienie Ministerstwa Edukacji Narodowej. Resort podkreśla, że wyniki raportu stanowią podstawę do stworzenia Krajowej Strategii Młodzieżowej.
Profesor zaczął prezentację od zacytowania dwójki nastolatków, którzy wzięli udział w prowadzonych od dłuższego czasu badaniach fokusowych „Młodzi bez ściemy”. 18-letnia Maja mówi tak: „Ta presja mnie przytłacza wszędzie, w domu i szkole (…) Czuję się codziennie przeciążona, wypalona. Zmęczona życiem, zanim jeszcze się zaczęło”. 16-letni Emil: „O wiele rzeczy się boję. Że nie znajdę pracy, że całe moje życie będę sam, że nie znajdę nikogo, kto będzie chciał ze mną być. Boję się wojny, o przyszłość. (…) Trudno to wszystko sobie poukładać i ogarnąć”.
Jak się to czyta, można dojść do wniosku, że Daniel Foubert ma rację: 100 lat temu nawet dużo mniejsze dzieciaki zasuwały od świtu do zmroku na roli, w fabrykach, kopalniach, gnieździły się po 8 - 10 osób w jednej zimnej izbie z rodzicami, 80 proc. przymierało głodem, grypa co drugiego kończyła się śmiercią, nikt nie miał łazienki… Potem wybuchła krwawa wojna, mieliśmy okupację, po niej dekadę stalinizmu… 50 lat temu prawie wszyscy biegaliśmy z kluczami na szyi, w małym pokoiku musieliśmy się pomieścić z dwójką, trójką rodzeństwa, skórzana piłka była luksusem, podobnie lalka, resorak z otwieranymi drzwiami kosztował majątek, płyty z zachodnią muzyką – pół pensji, własny samochód (syrenę lub malucha) miała jedna rodzina w całym bloku.
A tu Maja i Emil, żyjący w najdostatniejszej Polsce w dziejach, są w nastroju, jakby właśnie wrócili z 12-godzinnej szychty w kopalni i opłakiwali śmierć ukochanego Łyska. Ba, i to nie jest jakaś ich jednostkowa fanaberia. Z omówionych w „Diagnozie” badań czynnika, że w gronie wszystkich nastolatków w Polsce:
• 55 proc. ma poczucie zmęczenia i wypalenia
• 60 proc. deklaruje przeciążenie obowiązkami, silny stres, zmęczenie, brak energii
• 70 proc. wskazuje ŚRODOWISKO SZKOLNE jako źródło codziennego stresu
• 78 proc. starszych nastolatków obawia się, że nie znajdzie dobrej pracy
• Ponad 50 proc. ma obawy o: migracje, zmiany demograficzne, klimatyczne, koszty utrzymania, emeryturę
• 55 proc. nie ma chęci angażowania się w kwestie publiczne i wspieranie demokracji
• 53 proc. ma kłopot z odróżnieniem informacji prawdziwych od fałszywych, a 60 proc. jest podatne na deepfake’i
Ponadto: zaledwie 30 proc. młodych dorosłych uważa, że ma dostęp do dobrej jakości usług publicznych. To najmniej w krajach OECD.
Pierwsze 200 stron raportu brzmi niczym opis zgliszcz po jakiejś nieziemskiej katastrofie. Z badań wynika, że efektem tych wszystkich stresów, lęków i obaw jest to, że:
• Prawie połowa nastolatków w wieku 10-19 lat ma niską samoocenę ogólną
• 20 proc. oczekuje wsparcia psychicznego
• Niewiele mniej przejawia zachowania autodestrukcyjne w odpowiedzi na presję (odsetek samookaleczeń wśród uczniów kl. VII i III w ostatnim roku sięga 17 procent) 60 procent młodych w szkołach uważa się za nękanych przez rówieśników (statystycznie w każdej klasie dziecko jest regularnie nękane)
• Co trzeci nastolatek jest poddawany przemocy rówieśniczej online (cyberbullying)
• Przeciętny nastolatek utrzymuje istotne relacje z kręgiem 3 – 4 osób; to najmniej w historii
• Więcej niż co trzeci młody w wieku 15-18 lat czuje się samotny
• 44 proc. młodych dorosłych (19-24 lata) nie jest w związkach
Skąd to się bierze, czyli CO MY, DOROŚLI, ROBIMY Z MŁODZIEŻĄ
W litanii narzekań Daniela Fouberta kluczowe jest – w mej opinii – pierwsze słowo: „Wyprodukowaliśmy”. To my, dorośli, jesteśmy twórcami i sprawcami tej (rzekomej) „patologii”.
Szef PTPS cytował w prezentacji kolejnych nastolatków z badań fokusowych. Tosia (18 lat): „Łatwo o poczucie jakiejś pustki, smutku, bezradności. I myślę, że to jest duży problem, że nie mamy tej miłości, takiego poczucia sensu i spełnienia”. Mateusz (16 lat): Dostęp do pornografii jest tak prosty, że dzieciaki mogą bez problemu wejść. Rodzice nie spodziewają się, że ich 12-letnie dziecko mogłoby mieć dostęp do takich rzeczy”,
Tu kolejne dane:
• 82 proc. nastolatków poniżej 13 lat ma konto w mediach społecznościowych
• 73 proc. dzieci w wieku 12 - 14 lat przyznaje, że dostęp do pornografii jest łatwy
• 40 proc. nastolatków w ostatnich klasach szkół podstawowych wyświetlały się treści związane z samookaleczeniami
• 20 proc. nastolatków doświadczyło molestowania seksualnego online
Z jednej strony dane i badania GUS wskazują, że dochód rozporządzalny na głowę w polskich gospodarstwach domowych jest najwyższy w całej historii (3500 zł), a udział wydatków w tym dochodzie - najniższy (nie przekracza 60 proc. dochodów). Zdecydowana większość przedstawicieli niemal wszystkich grup gospodarstw (przedsiębiorców, pracowników, rolników, emerytów, wyjątkiem są renciści) określa subiektywnie swoją materialną sytuację jako dobrą lub bardzo dobrą. Równocześnie zasadniczo poprawiła się sytuacja mieszkaniowa rodzin: prawie każdy ma własny pokój, we wszystkich mieszkaniach są łazienki oraz sprzęty związane z postępem cywilizacyjnym. Tymczasem:
• Ponad połowa młodych dorosłych odczuwa brak stabilności zatrudnienia
• 51 proc. obawia się utrzymania satysfakcjonującej pracy
• Co trzeci młody dorosły nie ma stałej umowy o pracę
• 39 proc. młodych dorosłych w wieku 25-34 lat mieszka z rodzicami
• 35 proc. młodych dorosłych tkwi w „luce czynszowej” (ma dochody za duże na najem wspomagany, za niskie na czynsz komercyjny lub kredyt).
Natalia (18 lat) zwraca uwagę na jeszcze jedno: „Dorośli mówią, żebyśmy się skoncentrowali, ale nie mówią, jak ćwiczyć (…). Zdalne nauczanie i COVID bardzo pogorszyły naszą koncentrację. Do dziś nie mamy żadnego wsparcia w tym temacie”.
Tu wracam do słowa-klucza: „wyprodukowaliśmy”. Przecież to nie młodzi stworzyli patologiczne mechanizmy mendiów aspołecznych, będące nośnikiem opresji i źródłem traumy. Nie oni są twórcami takich zjawisk, jak opisywane w raporcie:
1. Indywidualizacja bez zaplecza relacyjnego i stabilności życiowej – koncentracja na „ja” przy osłabieniu więzi, wsparcia i przewidywalności biografii.
2. Cyfrowe dorastanie bez ochrony, kompetencji i granic – algorytmy, przemocowe treści, pornografia, przeciążenie bodźcami.
3. Funkcjonowanie w permanentnym kryzysie i napięciu psychicznym – globalne zagrożenia, presja szkoły i rodziny, chroniczny stres.
4. Chaos informacyjny osłabiający orientację, zaufanie i spójność społeczną – dezinformacja, polaryzacja, relatywizacja prawdy.
Kto wpycha w ręce trzylatka smartfony i tablety. Kto go zanurza w mendia zanim zacznie chodzić. Kto kompulsywnie sprawdza informacje i przewija rolki przy śniadaniu, obiedzie i kolacji oraz pomiędzy? Kto nie zadbał o stworzenie buforów chroniących kilkulatków przed porno, dezinformacją i resztą badziewia? Kto NIE UMIE zrobić ze szkoły fascynującego miejsca rozbudzającego zaciekawienie światem, a zamiast tego na dzień dobry zabija dziecięcą ciekawość, a proces poznania przemienia w mękę pełną stresu i opresji? Kto rządzi rynkiem pracy? Kto odpowiada za poziom tzw. debaty publicznej? Kto szermuje w tej debacie najczarniejszymi obrazami rzeczywistości i pesymistycznymi wizjami przyszłości?
To nie oni są „beznadziejni”, tylko - MY. Niektórzy z nas.
Szok: prawie dwie trzecie tych rzekomo beznadziejnych nastolatków w wieku 15-18 lat uważa, że poradzi sobie w życiu
Zofia Grudzińska, współzałożycielka i koordynatorka Ruchu Społecznego Obywatele dla Edukacji, rozłożyła „Diagnozę Młodzieży 2026” na czynniki pierwsze i uspokoiła na wstępie wszystkich tych, których ten raport zdołował: „Nie martwcie się, kochani. Na pewno czasy są ciężkie – nie tylko dla młodzieży – i wiele można by zrobić inaczej lub/oraz lepiej, ale bywało gorzej, a przecież naród przetrwał. „Diagnoza” nie może tego powiedzieć, bo nie dostarczyłaby zamówionego uzasadnienia potrzeby stworzenia strategii”.
Ekspertka przypomina, że rodzina pozostaje głównym źródłem wsparcia młodych, lecz coraz częściej przenosi na dzieci chroniczny lęk o przyszłość, generując presję startową i przeciążenie psychiczne. Stąd tak wielka skala stresu i przeciążenia oraz lęku nastolatków w wieku 15–18 lat przed porażką zawodową. Już co czwarte dziecko czuje się ofiarą zaniedbań emocjonalnych, co pokazuje, że najskuteczniejszy „od zawsze” mechanizm ochronny ulega erozji. „Część rodzin nie dysponuje wystarczającymi kompetencjami emocjonalnymi do wspierania dzieci w radzeniu sobie z napięciem, co sprzyja obniżaniu poczucia własnej wartości młodzieży oraz narastaniu kryzysów psychicznych”.
Ale, ale!
Z tych samych badań wynika, że dwie trzecie młodych uważa, iż… PORADZI SOBIE W ŻYCIU, A większość przewiduje poprawę sytuacji życiowej w perspektywie kilku lat. Ba, oni nie przewidują, że manna spadnie im z nieba. Sami chcą sięgać po tę mannę. Deklarują ogromną potrzebę wpływu na rzeczywistość, sprawczości. Owszem, ich formalne zaangażowanie w znane formy działalności społecznej statystycznie słabnie, ale może to wynikać z faktu, że te formy wydają się młodym mało wiarygodne i nie dają poczucia sprawczości – a raczej sprawiają wrażenie, że starzy chcą młodych wykorzystać do swoich celów. Młodzi potrzebują przestrzeni, WOLNOŚCI, w której mogliby odpowiedzialnie działać. W tym także, a może przede wszystkim – eksperymentować, próbować różnych rzeczy bez ryzyka, że nieuchronne porażki zostaną uznane za klęski i tragedie życiowe. Są rozczarowani polityką i sprawczością państwa – ale kto z nas nie jest? Jak przeciętny Polak ocenia dostęp do usług publicznych, np. do ochrony zdrowia, i czy ta ocena zasadniczo różni się od oceny młodych (70 proc. uważa, że ten dostęp nie jest dobry).
Dla mnie w raporcie najciekawsze jest podejście młodych do kwestii związanych de facto ze poczuciem sprawczości, odpornością i optymizmem. Młodzi mieli się zgodzić lub nie zgodzić z 12 stwierdzeniami punktując od 1 (skrajna niezgoda) do 6 (całkowita zgoda). Zanim poznacie wynik, weźcie kartkę i przetestujcie sami siebie.
1. Spodziewam się, że w życiu przytrafi mi się więcej dobrych niż złych zdarzeń.
2. Przyszłość ma mi do zaoferowania wiele dobrego.
3. Cieszę się na życie, które jest przede mną.
4. Wierzę, że radzenie sobie ze stresem może mnie wzmocnić.
5. Po trudnościach życiowych szybko wracam do siebie.
6. Jestem w stanie wiele znieść i nie zniechęcam się łatwo z powodu porażki.
7. Umiem zachować spokój – gdy napotkam na trudności, wiem, jak sobie z nimi radzić.
8. Mogę rozwiązać większość problemów, jeśli tylko włożę w to konieczny wysiłek.
9. Umiem skutecznie radzić sobie z nieoczekiwanymi zdarzeniami.
10. Mogę wymyślić wiele sposobów na osiągnięcie moich aktualnych celów.
11. Obecnie uważam się za osobę, która odniosła spory sukces.
12. W kłopotliwej sytuacji mogą wymyślić wiele sposobów, jak się z niej wydostać.
Ile Wam wyszło? Bo średnie wartości odpowiedzi młodych mieszczą się mocno powyżej 3, zwykle między 3,9 a 4,6. Czyli w ocenie własnych możliwości, przyszłego życia i zdolności radzenia sobie z trudnościami odpowiedzi pozytywne przeważają nad negatywnymi: jak się odpowiednio wysilę, to poradzę sobie z wyzwaniami i problemami.
Alfy u bram. Co o nich wiemy
Tymczasem coraz szybciej dorasta nam generacja dzieci urodzonych po 2010 roku, czyli Alf. Niebawem zdominuje szkoły średnie, potem uczelnie i rynek pracy. Co o niej wiemy? Z raportu wyłania się taki obraz:
1. Pierwsza generacja AI native – skrajna cyfryzacja dzieciństwa – dorasta w środowisku cyfrowym i AI (rekomendacje, voice assistant, edukacja, gry), algorytmy kształtują uwagę, a granica online/offline jest rozmyta.
2. Wysoki poziom kontaktów online – wchodzenie w relacje od razu poprzez ekrany, rozwijają mowę, emocje i empatię w kontakcie z urządzeniami.
3. Wysoki poziom samotności – mniej realnych kontaktów, mniej różnorodnych znajomości, istnieje spore ryzyko cyfrowego autyzmu i opóźnień społecznych
4. Krótki czas uwagi i „dopaminowe” wzmocnienia – krótki czas koncentracji, przyzwyczajenie do szybkich nagród (dopamine drip), częściej doświadcza przeciążenia sensorycznego.
5. Duży poziom kontroli rodzicielskiej – stałe monitorowanie (GPS, aplikacje, szkoła), częściej chronione przed ryzykiem, nauczone, że świat jest niebezpieczny.
6. Głębsza polaryzacja informacyjna – ekspozycja na treści spolaryzowane, brak wspólnych źródeł informacji (algorytmy), może rozwinąć „mikroplemiona”.
7. Wyższa potrzeba bezpieczeństwa emocjonalnego i nadzoru – większa wrażliwość emocjonalna, podatność na przeciążenia, lęk, wysoka potrzeba struktury, rutyny i ochrony.
8. Wysoka świadomość społeczna i ekologiczna – zorientowanie na problemy globalne, ekologiczne, podejście egalitarne i tolerancyjne (wzmocnienie cech generacji Zet).
9. Jeszcze większe opóźnienie rozwoju społecznego i emocjonalnego – prognozuje się, że wejdą w dorosłe życie z jeszcze większym opóźnieniem niż generacja Zet ze względu na intensywne rodzicielstwo (intensive parenting).
10. Nowe środowisko pracy – przewidywana praca w świecie automatyzacji, współpracy z AI, potrzeba odporności psychicznej i zarządzania uwagą, problemem może być brak kompetencji społecznych offline.
Zofia Grudzińska wskazuje za autorami raportu: „Gdy nauczyciel lub rodzic nie tworzy relacji opartej na autentyczności i podmiotowym traktowaniu, traci wpływ na rzecz alternatywnych figur – rówieśników lub twórców internetowych dostępnych, mówiących zrozumiałym językiem, rozumiejących potrzeby młodych”, którzy „(…) nie oczekują «łatwego sukcesu», lecz stabilności, sensu pracy i elementarnej sprawiedliwości. Ich postawa jest świadomą strategią ochrony dobrostanu psychicznego i ekonomicznego”.
I dalej: „[Młodzi] dostrzegają, jak zmęczeni pracą i zobowiązaniami finansowymi są ich rodzice i krewni – i nie chcą tak żyć. Podkreślają, że współczesne czasy dają im wybór – a oni mają wolę, by z tego wyboru, którego często nie mieli dorośli – skorzystać”.
Czy to jest naprawdę tak patologicznie beznadziejne?
Na koniec dodam rzecz dla mnie oczywistą: dorastanie jest zawsze okresem burzy hormonalnej i ogromnej niepewności – siebie, świata, przyszłości. Strachy i lęki towarzyszyły młodym od zawsze, a zewnętrze niepokoje (wojny, zarazy, katastrofy…) potrafiły je radykalnie zwiększać. Dziś takim mega wzmacniaczem są nie tylko realne zagrożenia, ale i algorytmy mendiów aspołecznych i mediów w ogóle – głównie dlatego, że wszelkie globalne zagrożenia są tam obecne 24/7 i to jeszcze w najbardziej klikbajtowej formie. Równocześnie nikt w dziejach na taką skalę i z taką troską nie badał, co myślą i czują młodzi. Tak naprawdę nie wiemy więc, co myślały i czuły te poprzednie generacje. Znamy je co najwyżej z wierszy, sloganów na transparentach i palenia staników. Oraz rytualnego narzekania poprzednich generacji.
Dziennikarz, publicysta, felietonista Forsal.pl i Dziennika Gazety Prawnej, laureat wielu nagród i wyróżnień dziennikarskich, m.in. Nagrody Grabskiego i Nagrody Kwiatkowskiego.
