Wszystko, ale to WSZYSTKO wskazuje na to, że 13-16 lat będziemy mieli w Polsce blisko 2,5 mln kobiet 80+. Oraz drugie tyle ich córek 60+ - z prawem do emerytury. Liczba kobiet pobierających świadczenia może być wtedy większa od liczby pracujących zawodowo i płacących składki na ZUS. To efekt wydłużania się przeciętnego trwania życia przy niezmienianym od wielu dekad wieku emerytalnym, zwłaszcza kobiet – Polska jest tutaj absolutnym ewenementem wśród krajów OECD: żadne inne państwo nie różnicuje wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn.
Liczby już dziś brutalnie oddają skalę problemu: pracuje 7,93 mln kobiet, a 5,66 mln jest w wieku emerytalnym. W przypadku mężczyzn pracuje 9,35 mln, a w wieku emerytalnym jest nieco ponad 2,83 mln. To ogromna dysproporcja:
- kobiet pracujących zawodowo jest w Polsce o 18 proc. mniej niż mężczyzn
- kobiet w wieku emerytalnym jest w Polsce 2 RAZY WIĘCEJ NIŻ MĘŻCZYZN.
Wynika to z dłuższego przeciętnego życia Polek (ponad 82,3 lat wobec 74,9 mężczyzn) i ich niższego wieku emerytalnego (60 lat wobec 65 mężczyzn).
System emerytalny po polsku, czyli co się (nie)zmieniło od czasów Bismarcka
Kiedy u schyłku XIX wieku kanclerz Otto Bismarck wprowadził w Niemczech pierwszy na świecie system emerytalny, świadczenie można było uzyskać w wieku 70 lat pod warunkiem opłacania składek przez co najmniej trzy dekady. Przeciętny niemiecki robotnik żył wtedy około 40 lat (robotnica trochę dłużej). Średnio obywatel Niemiec dożywał 42,3 lat. Ponieważ na systemowe emerytury załapywali się nieliczni, w 1916 r., pośrodku I wojny światowej, wiek emerytalny w Niemczech obniżono do 65 lat. Dzisiaj ten wiek wynosi 67 lat dla kobiet i mężczyzn urodzonych po 1964 r. (dla starszych jest kilka miesięcy niższy). Statystyczna Niemka żyje ponad 84 lata, mężczyźni wyciągają średnio prawie 80 lat.
Oparty na repartycji (czyli pokoleniowej solidarności) system bismarckowski spokojnie bilansował się w realiach wysokiej dzietności i równie wysokiego przyrostu naturalnego, bo – co logiczne – z każdym rokiem i pokoleniem przybywało płatników składek. Ale od połowy XX stulecia w krajach rozwiniętych rozpoczął się stopniowy zjazd demograficzny i – o czym pisałem przed tygodniem - w kolejnych dekadach współczynnik dzietności zjechał poniżej 2,1 niezbędnego do zastępowalności pokoleń. W efekcie populacja potencjalnych płatników składek – zamiast rosnąć, zaczęła się kurczyć.W systemie repartycyjnym nijak nie da się tego zbilansować – trzeba do niego dopłacać. Generalnie tym więcej, im potężniejsza jest różnica między liczbą płatników a liczbą świadczeniobiorców.
Polska wprowadziła system wzorowany na bismarckowskim kilka lat przed wybuchem II wojny światowej, w okrojonej formie - obejmował tylko kilkanaście procent pracujących, bez rolników, handlowców, rzemieślników i innych zatrudnionych na swoim; do wybuchu wojny 90 proc. obywateli II RP nie miało żadnego zabezpieczenia na starość. Średnia długość życia mężczyzny wynosiła wtedy nad Wisłą ok. 56 lat, a kobiety prawie 62. To był ogromny postęp w porównaniu z początkiem stulecia, kiedy żyło się przeciętnie o ponad 10 lat krócej, jednak w praktyce przytłaczająca większość ludzi nie dożywało w II RP wieku emerytalnego.
Po wojnie, w Polsce Ludowej, bismarckowski system był rozwijany. Pomagały w tym kolejne boomy demograficzne: w latach 50. przychodziło na świat średnio ok. 750 tys. dzieci rocznie. Przeciętne trwanie życia wprawdzie się wydłużało, co windowało liczbę emerytów, ale populacja młodych, czyli przyszłych płatników składek, rosła szybciej. Po demograficznym hamowaniu w drugiej połowie lat 60. mieliśmy znowu duże wzrosty urodzeń - w epoce Gierka (1970-80) oraz za czasów pierwszej Solidarności i w stanie wojennym (1980-83). W 1971 r. piramida wieku wyglądała ciągle jak piramida. Podobnie w 1983 – w końcówce stanu wojennego. Zobaczcie:
- W pierwszym roku rządów Gierka (1971) w dorosłość wkroczyło blisko 700 tys. Polek i Polaków. Ustawowy wiek emerytalny osiągnęło 166 tys. kobiet i 118 tys. mężczyzn, czyli łącznie 284 tys. osób. 18-latków było zatem niemal 2,5 razy więcej niż nowych emerytów.. Cała populacja 80+ liczyła mniej niż 200 tys., czyli była ponad 3 razy mniejsza od populacji 18-latków.
- W ostatnim roku stanu wojennego (1983) w dorosłość wkroczyło ponad 510 tys. Polek i Polaków, a urodziło się ponad 723 tys.. Ustawowy wiek emerytalny osiągnęło 204 tys. kobiet i 75 tys. mężczyzn, czyli łącznie 279 tys. osób. 18-latków było wciąż ponad 1,8 razy więcej niż nowych emerytów. Cała populacja 80+ liczyła ok. 600 tys., była zatem po raz pierwszy w dziejach liczniejsza od 18-latków, ale wciąż mniej liczna od nowonarodzonych.
- W 2004 roku, kiedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej, piramida już stawała na czubku: w dorosłość weszło wprawdzie 613 tys. osób z pokolenia jednego z ostatnich wyżów lat 80., ale urodziło się zaledwie 354 tys., czyli ponad dwa razy mniej niż w 1983. Wiek emerytalny osiągnęło 305 tys. Polek i 139 tys. Polaków, czyli łącznie 444 tys. osób. Dzięki minionym wyżom 18-latków było nadal więcej niż świeżych emerytów, ale ich przewaga stopniała do niespełna 1,4.
- W 2020 roku w dorosłość wkroczył rekordowo mało liczebny rocznik 2002: 353 tys. Polek i Polaków. Urodziło się… 354 tys. Tymczasem wiek emerytalny osiągnęło ponad 264 tys. kobiet i blisko 245 tys. mężczyzn – a więc łącznie 509 tys. osób. Populacja 18-latków stanowiła więc zaledwie 69 proc. populacji świeżych emerytów. Ba, również nikła liczba urodzeń zwiastowała problemy w przyszłości, zwłaszcza że populacja 80+ wzrosła do 1,4 mln.
- W 2025 r. w dorosłość wkroczyło 396 tys. urodzonych w 2007 r. Na świat przyszło 238 tys. osób – celowo nie piszę Polek i Polaków, gdyż coraz większy odsetek stanowią inne nacje, zwłaszcza Ukrainki i Ukraińcy. W wiek emerytalny weszło 220 tys. kobiet i 215 tys. mężczyzn. Razem: 435 tys. osób. Ponownie nowych emerytów było zatem więcej niż 18-latków, a po raz pierwszy tak dramatycznie więcej niż nowo narodzonych (dokładnie 1,83 razy!). Populacja 80+ dobiła do 1,65 mln.
Acha, w 2016 r., na początku swoich rządów, PiS przywrócił bismarckowski wiek emerytalny – 65 lat dla mężczyzn oraz 60 lat dla kobiet. Dziś nikt nie chce nawet dyskutować o jakiejkolwiek zmianie, bo każdy pamięta, że tamta obietnica, a potem decyzja pozwoliła Zjednoczonej Prawicy wygrać wybory.
Miliony babć i prababć, a wnuków i wnuczek jak na lekarstwo
Spójrzmy teraz na prognozę GUS na rok 2043, czyli za 17 lat. W dorosłość wkroczy wtedy około 230 tys. osób, a wiek emerytalny – jeśli nic się tu nie zmieni – osiągnie 317 tys. kobiet i 250 tys. mężczyzn, czyli łącznie 567 tys. osób. Czyli nowych (potencjalnych) emerytów będzie 2,5 razy więcej niż 18-latków. Ba: jeśli wskaźnik dzietności nie ulegnie zmianie (czyli zatrzyma się w okolicach 1,0), to urodzi się jakieś 140 tys. dzieci. Będzie ich ponad 4 razy mniej niż nowych emerytów.
Tymczasem – wedle aktualnej (eksperymentalnej) prognozy GUS - populacja 80+ ma już w 2040 r. przekroczyć 3,2 mln! I trzeba pamiętać, że wśród osiemdziesięciolatków i (zwłaszcza) w starszych rocznikach od zawsze dominują kobiety. Czemu to takie ważne?
Mimo systematycznego wzrostu liczby pracujących seniorek, zdecydowana większość kobiet 60+ jest na emeryturze. Wszelkie dane i analizy wskazują, że kluczowym czynnikiem jest tutaj niższy ustawowy wiek emerytalny kobiet – będę powtarzał do upadłego, że to kuriozum w Unii Europejskiej i wśród wszystkich krajów rozwiniętych. Wedle aktualnych tablic dalszego trwania życia GUS, osoba 60-letnia ma przed sobą średnio ponad 22 lata. Problem w tym, że to są uśrednione tablice dla kobiet i mężczyzn. W praktyce panie żyją znacznie dłużej – co jasno wynika z ich rosnącej przewagi liczebnej w kolejnych grupach wiekowych. Przytoczę liczby, które naprawdę warto zapamiętać.
- W populacji osób 60-letnich liczebna przewaga Polek nad Polakami wynosi 52:48
- W populacji osób 80-letnich liczebna przewaga Polek nad Polakami wynosi 2:1
- W populacji 90+ liczebna przewaga kobiet nad mężczyznami wynosi w Polsce 4 do 1
- W populacji 100+ liczebna przewaga kobiet nad mężczyznami wynosi w Polsce 5 do 1.
Jak się ma demografia do wysokości emerytur
Pisałem niedawno, że z powodu wcześniejszego przechodzenia na emerytury oraz generalnie niższych zarobków przeciętna emerytura kobiet w Polsce jest o jedną trzecią mniejsza od przeciętnej emerytury mężczyzn. Byłoby jeszcze gorzej, gdyby ZUS nie stosował wspólnych tablic dalszego trwania życia dla kobiet i mężczyzn, tylko uczciwie rozdzielił je wedle płci (skoro różnicujemy wiek emerytalny, to czemu nie mamy różnicować długości dalszego życia zgodnie z realnymi statystykami?). Emerytury kobiet byłyby wtedy prawdopodobnie o połowę niższe od emerytur mężczyzn.
Przed głodowymi świadczeniami chronią też kobiety w Polsce dodatkowe świadczenia – 13. i zwłaszcza 14. emerytury (kosztujące nas więcej niż wynosi cały budżet nauki i szkolnictwa wyższego) oraz waloryzacje kwotowe lub mieszane (a nie po prostu procentowe). To przejaw socjalnej urawniłowki zbliżającej polski system emerytalny do istniejących w świecie (np. w Wielkiej Brytanii) od zawsze systemów państwowych emerytur podstawowych, ale tylko po stronie świadczeń: tam wszyscy płacą tyle samo i otrzymują z systemu tyle samo, a u nas miliony ludzi płacą krocie, by otrzymać za to nieproporcjonalnie mało, bo ich składki (i podatki) idą na podnoszenie świadczeń najuboższym.
Wreszcie – kobiety stanowią aż 91 proc. wszystkich osób pobierających w Polsce renty rodzinne. Na ogół wyższe przeciętne wynagrodzenia osiągane przez mężczyzn sprawiają, iż dla wielu kobiet renta rodzinna po zmarłym małżonku jest korzystniejsza od „własnego” świadczenia, tj. emerytury lub renty z tytułu niezdolności do pracy. Trzeba pamiętać, że aż 36 proc. pań 60+ w Polsce to wdowy.
Ostatecznie analizując liczbę osób pobierających emerytury według płci (dane za ZUS z raportu z 2025 r.) zauważamy, że w populacji kobiet:
- 38,4% pobiera emeryturę w wysokości do 2 800 zł,
- 7,0% w przedziale wysokości 2 800 – 3 000 zł,
- 6,5% w przedziale od 3 000 zł do 3 200 zł,
- 5,8% od 3 200 do 3 400 zł,
- 5,1% od 3 400 do 3 600 zł,
- 37,2% w wysokości powyżej 3 600 zł, w tym 9,5 proc. (361,5 tys. kobiet) w przedziale od 5 000 zł do 6 500 zł, a 6,3 proc. (240,9 tys. kobiet) powyżej 6 500 zł.
W populacji mężczyzn tendencja jest odwrócona. W przedziale do 3 600 zł odsetek mężczyzn pobierających emerytury jest niższy niż w populacji kobiet. Począwszy od przedziału od 3 800 zł do 4 000 zł i w każdym kolejnym, odsetek mężczyzn pobierających emeryturę jest wyższy niż w populacji kobiet. W przedziale 7 000 zł i więcej zł odsetek panów jest najwyższy i wynosi 17,6%. Emeryturę w wysokości:
- powyżej 3 800 zł pobiera 69,5 proc. mężczyzn,
- powyżej 5 000 zł – 43,7% (w przypadku kobiet – 15,8%), w tym:
- w wysokości od 5 000 do 6 500 zł - 21,3% mężczyzn,
- o zaś powyżej 6 500 zł – 22,4% (tj. 568,1 tys.) mężczyzn.
A to dopiero wstępne skutki Wielkiej Zmiany Demograficznej. Obecnie populacja 60+ w Polsce liczy blisko 10 mln osób, w tym niespełna 6 mln kobiet i ponad 4 mln mężczyzn. W tej grupie populacja 80+ sięga ok. 1,75 mln osób, za czego 1,2 mln to panie, a 0,55 mln panowie. W ciągu ćwierćwiecza grono to ma się niemal podwoić – ale proporcje między kobietami a mężczyznami mocno się nie zmienią.
Oznacza to, że będziemy mieli blisko 2,5 mln kobiet 80+. Oraz drugie tyle ich córek 60+ - z prawem do emerytury. Liczba kobiet pobierających świadczenia może być wtedy większa od liczby pracujących zawodowo i płacących składki na ZUS. Nobel z ekonomii dla tego, kto będzie potrafił zbilansować taki system.