Przeniosą co dziesiąty samolot z Chopina?
Nawet co dziesiąty samolot latający z Lotniska Chopina może zostać przeniesiony do innego portu. Jak ustalił „Forsal”, w Ministerstwie Infrastruktury niemal gotowy jest już wniosek o tzw. administracyjny podział ruchu lotniczego. Chodzi o ruch odpowiadający ok. 2 mln pasażerów rocznie, który zamiast na Chopina trafi np. do:
- Łodzi,
- Modlina,
- Radomia.
- Chciałbym, żeby ten proces zakończył się w przyszłym roku. Byłoby dobrze, gdyby udało się wypracować decyzję do połowy 2027 roku. (Podział - red.) dotyczyłby lat 2028-2030 - mówi Maciej Lasek, wiceminister infrastruktury, w rozmowie z „Forsalem”.
Zobacz cały wywiad wideo z Maciejem Laskiem (player poniżej).
Dlaczego chcą przenieść ruch?
Podział części ruchu na inne, okoliczne porty lotnicze ma uwolnić potencjał Lotniska Chopina. Dzięki takiej decyzji np. LOT mógłby zwiększać liczbę połączeń długodystansowych. To właśnie te loty mają zadecydować o rentowności Portu Polska po przeniesieniu operacji z Okęcia w 2032 roku.
Obecnie Lotnisko Chopina jest już na granicy przepustowości. W ubiegłym roku obsłużyło 24 mln pasażerów, a w tym roku spodziewanych jest 25–26 mln. Wzrost byłby większy, gdyby nie ograniczenia techniczne. Na lotnisku brakuje miejsca, zbyt małe są stanowiska postojowe dla samolotów, a terminal pęka w szwach.
Propozycję podziału latem ubiegłego roku do ministerstwa złożyły Polskie Porty Lotnicze (PPL). To powrót do procesu, który został przerwany w 2020 roku z uwagi na pandemię. Teraz sytuacja staje się coraz bardziej napięta, ponieważ miejsca na Chopinie jest coraz mniej. Nowe połączenia do Azji czy Ameryki, których obecnie nie można uruchomić, powinny natomiast tworzyć bazę pod budowany Port Polska.
Kluczowa zgoda Komisji Europejskiej
- Mamy wolność lotniczą i to operatorzy wybierają sloty, na których chcą operować. Nie możemy ich przenieść wbrew ich woli. Nie możemy więc powiedzieć: „linie tradycyjne, jak LOT, zostają, a niskokosztowe mają odejść”. Nie. Przede wszystkim musi zadziałać rynek - przekonuje Maciej Lasek.
Sytuację komplikuje konieczność uzyskania zgody Komisji Europejskiej. Podobne rozwiązania stosowano już m.in. w Paryżu czy Mediolanie podczas przebudowy systemów lotniskowych w tych metropoliach. Za każdym razem – jak przyznaje Lasek – była to „droga przez mękę”.
Ministerstwo będzie musiało udowodnić, że mechanizm przeniesienia ruchu jest tymczasowy, nie dyskryminuje żadnej linii lotniczej, a także że został dokładnie przemyślany. W czasie rozmów z przewoźnikami trzeba będzie przedstawić m.in. dokładne czasy dojazdu do alternatywnych lotnisk. W tym przypadku wydaje się, że „wygrywa” Modlin, choć Łódź również może być brana pod uwagę. Problematyczny pozostaje natomiast Radom, który wypada po prostu gorzej.
- PPL przekazały nam założenia tego projektu, w tym politykę niedyskryminacyjną. Podział może dotyczyć każdej linii lotniczej. Jednym z kryteriów będzie liczba operacji wykonywanych do danej destynacji w ciągu tygodni- przekazał Lasek.
„Nie na wieki wieków amen”
- Nazywamy to tymczasowym administracyjnym podziałem ruchu – do czasu uwolnienia nowej przepustowości po zakończeniu modernizacji Lotniska Chopina i do czasu uruchomienia lotniska Port Polska. To nie jest rozwiązanie „na wieki wieków amen”, lecz na kilka określonych lat. Chodzi o to, by zwiększać liczbę obsługiwanych lotów długodystansowych, które później przeniesiemy do Baranowa – przekonuje Maciej Lasek.
Wiceminister przyznaje, że proces negocjacji z Komisją Europejską może trwać bardzo długo i nie musi zakończyć się uzyskaniem zgody.
