F-35 pomoże zestrzeliwać pociski balistyczne
Koncepcję Lockheed Martin przedstawił 7 sierpnia. Zakłada ona wykorzystanie F-35 nie do bezpośredniego niszczenia nadlatujących pocisków, lecz do ich wykrywania i śledzenia. Myśliwiec miałby następnie przekazywać dokładne dane o celu systemom, które mogą go zniszczyć.
Cały proces można przedstawić jako łańcuch. Satelity wyposażone w czujniki podczerwieni wykrywają start wrogiego pocisku. F-35 znajdujący się bliżej zagrożenia wykorzystuje własne sensory, aby zebrać dodatkowe informacje o celu i dokładniej śledzić jego lot.
Dane trafiają następnie do C2BMC (Command and Control, Battle Management and Communications) – amerykańskiego systemu dowodzenia obroną przeciwrakietową. Zbiera on informacje z różnych sensorów, tworzy wspólny obraz sytuacji i przekazuje dane systemom, które mogą zniszczyć wykryte zagrożenie, np. Patriotowi czy THAAD.
F-35 pełniłby więc funkcję wysuniętych oczu całej sieci obrony. W przeciwieństwie do stacjonarnego radaru może zostać skierowany tam, gdzie w danym momencie jest najbardziej potrzebny, i dostarczyć dodatkowych danych potrzebnych do przechwycenia pocisku.
Nie jest to jednak gotowy system, który właśnie wchodzi do uzbrojenia amerykańskiej armii. Jego poszczególne elementy już istnieją, a możliwości przekazywania danych z F-35 do innych systemów były testowane. Jednak zaznaczmy – to dopiero koncepcja zaprezentowana przez firmę Lockheed Martin.
Liczy się każda sekunda
Nawet najlepszy pocisk przechwytujący niewiele pomoże, jeśli zagrożenie zostanie wykryte zbyt późno. Im wcześniej uda się ustalić tor lotu wrogiej rakiety i przekazać dane o niej, tym więcej czasu pozostaje na reakcję.
Samym niszczeniem pocisków zajmują się inne systemy. THAAD służy przede wszystkim do przechwytywania pocisków balistycznych w końcowej fazie lotu. Rozwijany obecnie Next Generation Interceptor (NGI) ma natomiast chronić terytorium USA przed rakietami balistycznymi dalekiego zasięgu.
Dodatkowy sensor – jak właśnie F-35 – jest szczególnie cenny podczas zmasowanych ataków. Obrońcy muszą wówczas jednocześnie śledzić wiele celów, wybrać najgroźniejsze i zdecydować, które zwalczać w pierwszej kolejności, dysponując ograniczonym zapasem pocisków przechwytujących.
Lockheed Martin sprawdzał już F-35 w podobnych zadaniach. Dane zbierane przez myśliwce integrowano z systemami obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Podczas ćwiczeń w Wielkiej Brytanii w 2026 r. symulowane dane o celach zebrane przez F-35 przekazano za pośrednictwem systemu dowodzenia wojskom lądowym.
A co z polskimi myśliwcami F-35?
Pierwsze polskie F-35 są już w kraju. 22 maja trzy F-35A Husarz wylądowały w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku. Polska zamówiła łącznie 32 takie maszyny, a dostawy całej floty mają zakończyć się do 2029 r.
Nie oznacza to jednak, że polskie F-35 będą mogły od razu pełnić taką funkcję. Sama zdolność samolotu do wykrywania i śledzenia celów to dopiero połowa sukcesu – zebrane przez niego dane muszą jeszcze trafić do systemu dowodzenia, a następnie do środków zdolnych zniszczyć nadlatujący pocisk.
Polska ma już Patrioty oraz system dowodzenia IBCS, który łączy różne sensory i środki ogniowe w jedną sieć. Nie dysponuje jednak amerykańskim C2BMC ani systemem THAAD, na których opiera się koncepcja przedstawiona przez Lockheed Martina. Nie ma też informacji o planach włączenia polskich F-35 do podobnej architektury obrony przeciwrakietowej. Na razie jest to więc potencjalna możliwość Husarzy, a nie zdolność, z której Wojsko Polskie może korzystać.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
