Forsal logo

Gotowi, do startu i... nic. Hipersoniczna "wunderwaffe" Putina nie wystartowała. Dlaczego?

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
38 minut temu
[aktualizacja 10 minut temu]
Awangard
Awangard/Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej
Rosja przygotowywała się do pierwszego od niemal ośmiu lat testu jednej z najważniejszych broni strategicznych w kremlowskiej propagandzie. Wszystko wskazuje jednak na to, że hipersoniczny Awangard ostatecznie nie wystartował. Powód tej decyzji pozostaje nieznany. Ta rakieta ma jednak szczególne znaczenie dla Kremla – Władimir Putin od lat przedstawia ją jako broń zdolną przełamać amerykańską obronę przeciwrakietową.

Wszystko było gotowe. Potem zapadła cisza

Na przygotowania do próby zwrócił uwagę analityk rosyjskich sił jądrowych Pavel Podvig. Według zebranych przez niego danych start miał nastąpić między 3 a 5 września z bazy Dombarowski/Jasny w obwodzie orenburskim. Rakieta miała przelecieć tysiące kilometrów i dotrzeć na poligon Kura na Kamczatce.

Rosjanie wydali komunikaty NOTAM o czasowym zamknięciu dla ruchu lotniczego przestrzeni wokół miejsca startu, przewidywanych rejonów upadku członów rakiety oraz poligonu Kura. Lokalne media ostrzegały również mieszkańców części obwodu tiumeńskiego przed planowaną próbą. Podvig zwrócił uwagę, że układ wyznaczonych stref odpowiada temu z wcześniejszych prób Awangarda. Jeden z przewidywanych rejonów upadku członów rakiety wyznaczano już podczas testów tego pocisku w latach 2013, 2015, 2016 i 2018. To właśnie dlatego analityk uważa, że Rosjanie przygotowywali kolejną próbę Awangarda, a nie Sarmata.

Do startu jednak najpewniej nie doszło. Gdyby próba zakończyła się sukcesem, Rosja niemal na pewno by się nim pochwaliła. Nie wygląda również na to, by rakieta wystartowała i uległa awarii. W takim przypadku ograniczenia dla ruchu lotniczego prawdopodobnie zostałyby wcześniej odwołane. Tymczasem obowiązywały do końca wyznaczonego okresu i po prostu wygasły.

Mach 20 i głowica jądrowa. Czym właściwie jest Awangard?

Awangard nie jest rakietą, lecz hipersonicznym blokiem szybującym. Nie może więc wystartować samodzielnie. W pierwszej fazie lotu wynosi go międzykontynentalna rakieta balistyczna, która rozpędza Awangarda do ogromnej prędkości. W planowanej próbie tę rolę miał pełnić międzykontynentalny pocisk UR-100NUTTH, znany w NATO jako SS-19 Stiletto.

Po oddzieleniu od rakiety Awangard wraca w gęstsze warstwy atmosfery i leci w kierunku celu. Na tym polega jego główna przewaga nad klasyczną głowicą balistyczną: Awangard nie leci po łatwej do przewidzenia trajektorii, lecz może manewrować podczas hipersonicznego lotu w atmosferze. To utrudnia systemom obrony przeciwrakietowej określenie jego dalszej trasy i przygotowanie przechwycenia.

Według rosyjskich deklaracji Awangard może osiągać prędkość około Mach 20 i przenosić głowicę jądrową. Ostatnią znaną próbę systemu przeprowadzono w grudniu 2018 r. Rok później Rosja ogłosiła, że pierwsze Awangardy weszły do służby.

Putin obiecał broń, przed którą Zachód miał być bezradny

O Awangardzie po raz pierwszy zrobiło się głośno w marcu 2018 r., gdy Putin zaprezentował cały arsenał nowych rosyjskich broni strategicznych. Na ekranach za jego plecami wyświetlano animacje pocisków omijających obronę przeciwrakietową i zmierzających w stronę celów. Rosyjski prezydent przekonywał, że jego kraj stworzył broń, której nie będą w stanie powstrzymać ani istniejące, ani przyszłe systemy obrony przeciwrakietowej.

Obok Awangarda Putin zaprezentował wówczas m.in. ciężki pocisk międzykontynentalny Sarmat, pocisk manewrujący z napędem jądrowym Buriewiestnik, podwodnego Posejdona, hipersoniczny Kindżał i system laserowy Pierieswiet. Nowe systemy miały być odpowiedzią Rosji na rozwój amerykańskiej obrony przeciwrakietowej i dowodem, że Moskwa potrafi ją przełamać.

Przez kolejne osiem lat losy tych projektów potoczyły się bardzo różnie. Kindżały zostały użyte bojowo w Ukrainie, a Awangardy według Moskwy trafiły do służby. Inne projekty przez lata borykały się jednak z problemami i opóźnieniami. Najwięcej kontrowersji wzbudzał Buriewiestnik – pocisk z napędem jądrowym, któremu Kreml przypisuje praktycznie nieograniczony zasięg.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
W. Rodak
Wojciech Rodak

Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraGotowi, do startu i... nic. Hipersoniczna "wunderwaffe" Putina nie wystartowała. Dlaczego? »
Zapisz się na newsletter
Zapisz się na newsletter Forsal.pl „Bezpieczeństwo” i otrzymuj najważniejsze informacje dotyczące bezpieczeństwa w Polsce i na świecie.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj